W sumie lubię robić na złość śmiertelnikom. Jest w tym coś takiego... Intrygującego. I mimo iż wyznaję zasadę, że ja i moja wieczność trzymamy się z dala od wszelkich śmiertelnych, problematycznych istot tym razem chyba zrobię wyjątek.
- Musiałbym się do niej zbliżyć na tyle, żeby widzieć jej oczy.
- Ohyda! Będziesz patrzył tej suce w oczy jakbyście byli zakochani?! Fuuuj! - skomentowała z obrzydzeniem. Powinienem przyznać jej racę. Mnie też to odrzuca.
- Takie są zasady. Wpływam tylko na tego, kto jest na tyle głupi, żeby spojrzeć mi w oczy - wyjaśniłem siląc się na cierpliwe tłumaczenie jak to działa.
- Rób co musisz tylko masz ją ośmieszyć.
- Nie będziesz mi mówić co mam robić - odparłem - Zrobię to na co będę mieć ochotę.
- Czyli?
- Zabiję ją. - nie czekając na reakcję dziewczyny wstałem i podszedłem do tamtej puszystej kobiety. Niech mój urok osobisty młodego dżentelmena zrobi cuda. Jak zwykle. Taaak... Muszę ją tak jakby trochę "uwieść" by wszystko się udało. Chociaż to może nie to słowo.
- Dobry wieczór - uśmiechnąłem się miło siadając na stołku obok kobiety. Wszystkie oczy jej orszaku posłały mi groźne spojrzenie, ale nie przejąłem się nimi. To ja tu jestem na szczycie łańcucha pokarmowego i to mnie należeć się będzie nagroda.
- Z kim mam nieprzyjemność? - spytała tamta wyniośle. Zaśmiałem się cicho.
- Świat zna mnie pod tytułem hrabia DeSangue, lecz dla pięknych kobiet zwę się Athorem - mrugnąłem do niej.
- Hrabia...? - spytała wytrzeszczając oczy - Pan wybaczy moje wcześniejsze słowa. Nie śmiałam przypuszczać... Hrabia... Coś takiego. Bardzo mi miło pana poznać...
- Proszę pani... Proszę się do mnie zwracać po imieniu - wtrąciłem w jej wypowiedź nadal nie tracąc miłego wyrazu twarzy. Chociaż miałem ochotę szczerze się skrzywić kiedy widziałem jej świńską twarz i ciało do złudzenia przypominające kawał tłustego boczku. Paskudztwo.
- Dobrze... Athorze, ale ty też nie mów do mnie "pani". Nazywam się Mirrabell, jestem dziedziczką wielkiego szlacheckiego rodu.
Kłamstwo. Jej puls przyspieszył co jest jasnym dowodem, że mnie okłamała co do tytułu. Mimo to ciągnąłem swoją grę dalej. Jej krew spłynie dziś do rynsztoka.
- Doprawdy to zaszczyt panią poznać Mirrabell.- ująłem jej dłoń i złożyłem na niej szybki pocałunek starając się zwalczyć mdłości, a potem pokonać odruch wytarcia ust o pierwszy lepszy kawał materiału. Czego się nie robi, żeby takie błędy nie chodziły ze mną po jednym świecie? Za Mirrabell widziałem Lilith. Przyciskała dłoń do ust obserwując nas i prawdopodobnie tak jak ja usiłowała opanować falę nudności.
Kobieta zaśmiała się i przysunęła do mnie ciut bliżej ku wyraźnej irytacji jej piesków. Żałosne. Tymczasem moja gra musiała trwać.
- Mirrabell, może opowiesz mi coś o sobie? - spytałem z uśmiechem którym podbijałem już serce nie jednej kobiety.
<Lilith?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz