niedziela, 17 kwietnia 2016

Od Lizzy - Historia

Piękny poranek, słońce jeszcze nie wzniosło się nad korony drzew a po ziemi ciągnęła się mgła. Ptaki rozmaitych rodzajów ćwierkotały nad placem. Czasem wydaje mi się że istnieją tylko po to by mnie denerwować. W tym jakże radosnym ćwierkotaniu wykryłam kilka jakże słodkich pokrakiwań kruków. Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej, wiem na co czekają. Na wspomnianym placu stało sporo ludzi, poubieranych w ciemne płaszcze i kożuchy, faktycznie dzisiejszy poranek nie należy do najcieplejszych. Wciągnęłam powietrze nosem, przytrzymując je w płucach na kilka sekund. Mój uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej wyczuwając te wszystkie piękne emocje. Raźnym, lekkim krokiem ruszyłam wybrukowaną ulicą w stronę tłumu, każdemu korkowi towarzyszyło wesołe pobrzękiwanie łańcuchów. Motłoch rozstępował się na mój widok, rzucając mi nienawistne spojrzenia. Ahhh, cudownie. Celem mojej małej wycieczki było proste, drewniane podium, mające być ostatnim moim przystankiem. Szubienica. Stając dumnie na środku, na drewnianej zapadni spoglądałam na osoby na czele tłumu. Rodziny ofiar. Blade, zapłakane twarze o czerwonych od łez oczach wpatrujących się we mnie z nienawiścią i strachem. Tak, to ja. To ja odebrałam waszych ojców, mężów i synów. Wasze matki, siostry i żony. Uśmiechałam się gdy kat zakładał mi pętlę na szyi. Gdzieś po mojej lewej rozległ się donośny, męski głos. Odczytanie win. Nie słuchałam, wiem co zrobiłam. Dalej wpatrywałam się w pogrążonych w żałobie. Oczy rozszerzyły mi się w niedowierzaniu, a mój uśmiech nieco zbladł gdy spostrzegłam sześcioletniego chłopca, kurczowo trzymającego się rękawa matczynego płaszcza. Niewysoki, blady, jeszcze mizerniejszy niż pamiętam, płakał. Łzy tak pięknie podkreślały szmaragdowy odcień jego tęczówek. TAK NIE MOŻE BYĆ! Zabiłam go do cholery! Te durne gały powinny dawno zostać zeżarte przez larwy. To jakaś halucynacja? Nieee... Czuję jego rozpacz. Oooh. To musi być jego brat! Bliźniaki! No oczywiście! Pamiętam jak z oczu tego drugiego uleciała iskra życia. Teraz, patrząc na jego brata również nie widzę tej iskry. Niesamowite! Wybuchnęłam śmiechem. Zabiłam jednego, a i tak uśmierciłam dwóch! Patrzyłam dzieciakowi w te puste gały i się śmiałam. Strach, porażający strach który od niego bił... Nie trzeba nawet specjalnych zdolności by go wyczuć! Mężczyzna czytający moje zbrodnie zamilkł. Przez tłum przebiegł szmer rozmów. Zwijałabym się ze śmiechu gdyby nie sznur przytrzymujący mnie w pionie. Gdy napad radości minął, a na moich ustach zagościł kpiący uśmiech mężczyzna znów się odezwał
- Czy przyznajesz się do winy?
- Oczywiście- odparłam bez wahania, założę się że dopisali mi kilka niewyjaśnionych zbrodni. Ale nie przeszkadza mi to
- Co masz na swoją obronę?
- Tylko słabi się bronią.- wyszczerzyłam się. Poczułam jak pętla powoli zaczyna się zaciskać. Zaraz zwolnią klapę... Tylko chwila. Pięć, cztery, trzy, dwa. Wybiłam się w powietrze sekundę przed usunięciem się desek spod moich stóp, zmieniłam formę i złapałam ogonem belę nade mną. Łańcuchy same ześlizgnęły się z moich łap, po chwili dołączył do nich sznur. Nie obrzuciłam żałosnej tłuszczy nawet jednym spojrzeniem gdy pognałam w stronę lasu, za mną ciągnęły się zszokowane i przerażone krzyki. Jeszcze tu wrócę, ale nie dziś. Gdy nie byłam już w stanie wyczuć strachu żałosnych mieszkańców miasteczka zwolniłam i znów zmieniłam postać. Cudny las, szkoda że nie ma tu zabawek. No cóż, jutro wrócę na stare śmieci, choć teraz będzie to już trochę nudne. Zrobiłam może kilka kroków gdy poczułam coś zimnego na mojej szyi, razem z oh, jak dobrze mi znanym brzękotem łańcucha. Odruchowo chciałam odbiec od tego dźwięku, jednak ku mojemu zaskoczeniu moje ciało nie chciało współpracować z nogami, w następnej sekundzie moje plecy z impetem uderzyły w ziemię. Patrzyłam zaskoczona na korony drzew, leżąc w bezruchu. Nade mną pojawiła się męska sylwetka. Wyczułam zaintrygowanie, nie strach. Za kogo on się uważa?! Zmieniłam formę, a metal na mojej szyi o dziwo dostosował się do tej zmiany, ponownie idealnie przylegając do skóry. Zaczęłam wściekle ujadać, próbując chlasnąć nieznajomego ogonem. Chłopak stał wyprostowany, z rękami w kieszeniach, a jednak nie byłam w stanie go dosięgnąć, ilekroć byłam o centymetry od uderzenia go zza jego pleców wystrzeliwały łańcuchy, które boleśnie odbijały ciosy. Nie wiem jak on to zrobił, ale muszę przyznać, jestem pod niejakim wrażeniem. Nie przestawałam ujadać, choć nie miałam żadnej szansy na dosięgnięcie obcej zabawki.
- Oplułaś się
- ...- co? Zamknęłam się, patrząc chłopakowi w oczy. Nieee, on tego nie powiedział. Nie powiedział najbardziej bezsensownej rzeczy jaka w tej sytuacji mogła zostać powiedziana. Po trzech sekundach wybuchłam śmiechem. Niesamowite! Tarzałam się po ziemi ze śmiechu przez dobre kilka minut. W międzyczasie chłopak chyba coś do mnie mówił. Gdy skończyłam się śmiać zorientowałam się że coś szoruje mnie w plecy, albo raczej to ja szoruję plecami po ziemi. Obcy szedł niczym niewzruszony, podczas gdy jakaś niewidzialna siła ciągnęła za łańcuch. Gapiłam się na jego plecy z rozbawieniem. Ciekawe czy był na egzekucji? Mogłabym go teraz spokojnie zabić... Ale w sumie mam wrażenie, że może być ciekawie jeśli jeszcze zostawię go przy życiu. Pozwoliłam się tak ciągnąć przez kolejnych kilkanaście minut, próbując wyciągnąć z gościa jakieś informacje. Niestety, milczał jak trup. Nie trwało to jednak długo gdy dotarliśmy do jakiejś polany. Wyszczerzyłam się, czuję więcej zabawek! Mój nowy znajomy rozmawiał z jakimś innym gostkiem, jak się domyśliłam przywódcą tejże ciekawej zgrai. Obok niego stała jakaś dziewczyna, do której zaczęłam się durno szczerzyć. Rzuciła mi zdezorientowane spojrzenie, na co tylko bardziej się wyszczerzyłam. Pan alfa też raz po raz na mnie spoglądał, chyba troszku się zdenerwował. Po chwili przytaknął w stronę kolegi od łańcucha. Potem zaczęliśmy się oddalać od tej przeuroczej dwójki (ja dalej szorowałam plecami po ziemi), wytknęłam dziewczynie język na pożegnanie i polanę przysłoniły mi drzewa. No, więc tak mniej więcej się znalazłam w tej rozkosznej wataszce, typek z łańcuchami nie zamierza mnie spuszczać ze smyczy, ale nie przeszkadza mi to. Jeszcze nigdy nie bawiłam się w tresowanego pieska, więc może być ciekawie. Czuję że będę się dobrze bawić z nowymi zabawkami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz