niedziela, 16 sierpnia 2015

Od Shiry - Historia

W mojej watasze apokalipsa była niemal nieodczuwalna, nasze tereny zawsze obfitowały w zwierzynę i były z dala od ludzkich siedlisk. Dla nas zwyczajnie jedne zwierzęta zastąpiły inne, pojawiły się nowe rasy z nowymi zdolnościami i w zasadzie żyło nam się nawet jeszcze lepiej. Wilki Zarazy nie dopuszczały do rozprzestrzeniania się wirusów, wilki wojny, chaosu i zniszczenia pilnowali granic lub urządzali sobie walki ku ogromnej radości całej reszty watahy. Byliśmy bardzo dużą i dobrze zorganizowaną rodziną. Nawet przedstawiciele różnych ras, zwykle walczących ze sobą dobrze się u nas dogadywali. Co można powiedzieć? Istny raj. Rzecz w tym, że byłam już tym rajem znudzona, a kiedy nowe rasy się pojawiły zapragnęłam zobaczyć co jeszcze się zmieniło. Moich nielicznych przyjaciół też interesowała reszta świata. Wspólnie postanowiliśmy wyruszyć we wszystkie strony świata, zobaczyć jak najwięcej i być może kiedyś po latach znów się spotkać. Alphy zaakceptowały naszą decyzję i bez przeszkód mogliśmy wyruszyć. Po kilku dniach wędrówki dotarłam do miejsc zniszczonych przez  apokalipsę. Nie spodziewałam się że to tak wygląda, spalone drzewa, toksyczne odpady, dziwne stwory. Jednak nie przerażało mnie to. Cały ten ponury krajobraz był zupełnie inny niż wszystko co do tej pory widziałam w mojej watasze. To było fascynujące. Oczywiście wszystko ma też swoje minusy... Jedzenie rozmaitego ścierwa pachnącego co najmniej niezachęcająco (dodam że w smaku było często stokrotnie gorsze niż wskazywałby na to smród). Zwiedziłam wiele ludzkich miast i wsi, spotykałam czasem nieliczne grupy. Kilku mężczyzn chciało nawet zrobić ze mnie gulasz, ale jak się okazało panicznie przeraził ich widok latających wokół mnie kamieni i kości. Spotkałam nawet małą dziewczynkę która twierdziła że jestem jej koteckiem i przyczepiła się do mnie na jakiś czas. Nie zawsze było przyjemnie, ujawnił się mój dar do pakowania w kłopoty z których czasem ledwie zdołało mi się wybrnąć. Któregoś dnia natrafiłam na coś dziwnego, ślady, wielki ślady wilka. Były one większe niż ślady niedźwiedzia. To trzeba zobaczyć! Po śladach dotarłam do sporej jaskini w której gigant spał. Gdyby udało mi się w jakiś sposób wyrwać mu jeden ząb albo chociaż kawałek pazura. Przecież nikt mi nie uwierzy że spotkałam takiego wielkiego wilka... Podkradłam się do niego i przyjrzałam...
- Czemu nie mogłeś być trupem?- spytałam bardzo cicho. Wilk poruszył się i otworzył oczy. Mimowolnie cofnęłam się. Zdążyłam już się zorientować że lepiej pozostać poza zasięgiem kłów i pazurów wszystkich nieznanych stworów. A ten tylko się przeciągnął i gapił na mnie.
- No hej... Powiedz... Potrzebne ci są wszystkie pazury?- spytałam wprost. Tak, był to całkiem spory basior ale w razie czego miałam nadzieję że jednak ja jestem szybsza, poza tym pewnie mogłabym spokojnie schować się w jakiejś wnęce czy czymś...Okazało się jednak że Zero, bo tak kazał się nazywać wcale nie ma ochoty mnie zabijać, niestety potrzebował obecnie wszystkich pazurów i kłów... I innych części ciała. Ale zgodził się żebym została w jego watasze i poczekała aż nie będą mu potrzebne.


xDDD Nie umiem wymyślać zakończeń xDDD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz