Mieszkałem na Północy, gdzie przez większość czasu panowała zima, a lata były chłodne. Moja rodzina była szczęśliwa, pomimo faktu że w watasze byliśmy jedynie zwykłymi omegami. Miałem trójkę rodzeństwa; dwie siostry i brata. Szkoliłem się–chciałem zostać zwiadowcą. Mój żywioł miał się niedługo objawić tak jak zawsze się działo w tradycji mojej rodziny. Wszystko potoczyłoby się pięknie, ale cóż... Cała zła passa zaczęła się od mojego wypadku. Chociaż ja nie jestem pewien czy rzeczywiście można to wypadkiem nazwać. Byłem wtedy w górach, szukałem różnych roślin które mogły by się do czegoś przydać. Chodziłem w pobliżu ogromnego kanionu kiedy ktoś zepchnął mnie w jego czeluści. Spadając zachaczałem o różne wystające skały. Cud że wogóle przeżyłem. Jednak straciłem łapę. Przez długi czas leżałem bez ruchu kiedy ktoś zabrał mnie do jakiejś jaskini. Potem pamiętam jak się obudziłem i jaki zszokowany byłem patrząc na ową mechaniczną łapę. Mojego wybawcy jednak nie dane mi było poznać. Potem zorientowałem się, że już nie będe mógł być zwiadowcą, łapa robi za dużo chalasu. Ucząc się korzystać z nowej łapy zacząłem iść bardziej w strone południa. Nie miałem pojęcia gdzie byłem i dokąd szłem ale wtedy nadeszła apokalipsa. Zdołałem się przed nią uchronić ale wszystko dookoła zaczęło mutować. Nie miałem pewności co mozna było zjeść a co nie. Wtedy ujawniła się moja moc, która bardzo mi pomogla. Dzięki niej nie musiałem się martwić o wodę.
Długi czas spędzony na wędrówkach zakończył się kiedy natknąłem się na małą watahe która z chęcią mnie przyjęła. Watahę wilków które przeżyły apokalipse...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz