czwartek, 27 sierpnia 2015

Od Twelve'a CD. Zera

Czyli granie dobrego narratora nie wyszło ze względu na brak chęci współpracy drugiego narratora. Ewidentnie wracamy do samotnego trybu życia.
Twelve przytaknął na słowa basiora, po czym zaczął szukać czegoś w swojej torbie. Po kolei wyrzucał dziwne przedmioty typu latające ryby, kotwica statku, nawet tęczowy schab, który znalazł gdzieś po apokalipsie. Poszukiwał nowego pióra, gdyż to, którego używał, złamało się.
- Jak to możliwe, że nie mam żadnego pióra, ołówka ani niczego innego?! - warknął do siebie i w końcu westchnął ciężko, porzucając poszukiwania. Wstał z miękkiego, zielonego mchu. Wolnym ruchem skierował się ścieżką w głąb lasu. Zniknął w cieniach drzew.
Miał zamiar wybrać się do miasta po nowe przybory do pisania. Nie pojmował jak to jest, że ma latające ryby w torbie, a nie znalazł żadnego innego pióra. I skąd się tam te ryby wzięły?! Je też wyniósł z laboratorium? Ech... Bóg jeszcze wie co on tam skrywa.
Minęło może zaledwie dwadzieścia minut spacerku, a znalazł się na skraju lasu. Dalej prowadzi kręta ścieżka aż do miasta, jego dawnego domu. Przybrał pierwotną postać, z którą obudził się po raz pierwszy na tym świecie i zniknął pośród wysokiej trzciny.

<Zero? Wybacz, że takie beznadziejne, spieszyłam się... ;-; >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz