poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Od Zera Do Kogoś

A więc mam watahę. Dobrze w końcu znaleźć dom. Otworzyłem oczy i ziewnąłem. Przeciągnąłem się i wyszedłem ze swojej jaskini. Postanowiłem iść na spacer. Wiła chłodny wiatr, słońce przebijało się przez cienką zasłonę chmur, jakieś dziwne ptaki śpiewały. Ogólnie było bardzo spokojnie. Na ślepo wybrałem kierunek i wolnym krokiem poszedłem przed siebie. Dotarłem nad jakąś rzekę. Napiłem się wody, a potem zanurzyłem w niej głowę. Wynurzyłem się rozchlapując wodę dookoła.
- Witaj - rzuciłem. Już wcześniej zorientowałem się że ktoś jest za mną.

<Ktoś?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz