Urodziłam się w niewielkiej watasze. Niestety..... prawie jej nie pamiętam. Prawie nie pamiętam rodziców....
Zapamiętałam to, że byli alfami watahy. Zapamiętałam, że bardzo ich kochałam. Spędzaliśmy razem czas, gdy nadszedł koniec świata. Zaatakowała nas inna wataha. Pamiętam, że się bardzo się bałam, gdy ogromny wilk skoczył na mnie. Pamiętam również pustkę i samotność jaką poczułam po tym, jak zobaczyłam moich rodziców leżących na ziemi w kałuży krwi. Poświęcili się dla mnie. Miałam wtedy dwa miesiące. Z całej watahy tylko ja przeżyłam. W sercu noszę ból i poczucie winy. Przecież..... to przeze mnie zginęli. Gdyby nie ja, dalej by żyli. Gdybym się gdzieś schowała, nie przeszkadzała, siedziała cicho, nie musieli by mnie ratować. Nie musieliby się poświęcać.
Nie wiem, ile leżałam przy ciałach moich rodziców, kiedy nadeszły obce wilki. Powiedzieli, że mi pomogą i mnie przygarną.
I tak znalazłam nową watahę i nową rodzinę. Inni na moim miejscu by się ucieszyli. Przyznam, że i ja na początku się ucieszyłam. To była moja szansa na dom i choć kawałek czegoś, co zwie się rodziną. Jedak myliłam się.
Nigdy nie byłam traktowana jak prawowity członek watahy. Gdy wszyscy spali w jaskiniach, ja musiałam spać na zewnątrz. Nie ważne czy szalała burza, czy śnieżyca. Takie były zasady. Nikt nigdy ze mną nie rozmawiał. Nie potrafię powiedzieć dlaczego. Po prostu tak było. A ja się do tego dostosowałam. Oni ze mną nie rozmawiali, więc ja nic do nich nie mówiłam. Czasami się zastanawiałam czy ja potrafię cokolwiek powiedzieć. Gdy powinna zacząć się nauka magii, polowania, walki i takich tam, zakazano mi udziału w lekcjach. Nie wiem dlaczego. Wtedy myślałam, że to było konieczne, że nie bez powodu mi tego zabronili
Myliłam się.
Dopiero później zrozumiałam, że jest mi to potrzebne i sama, w tajemnicy, zaczęłam się uczyć.
Na moje szczęście nikt nigdy mnie nie przyłapał na nauce. Miałabym wtedy spore problemy.
Przestałam ufać wilkom. Chyba nie ma konkretnej przyczyny dlaczego.
Może to po tym, jak Shuu twierdząc, że chce iść po prostu na spacer oddał mnie kłusownikom. Na szczęście uciekłam.
Albo gdy wymyślili nową zabawę. Rzucali we mnie kamieniami. 5 punktów za trafienie w brzuch, 10 punktów za ogon, 15 za łapę, 20 za szyję, a 100 punktów za głowę. Plus punkty bonusowe za odległość. Przez miesiąc codziennie się tak bawili.
Gdy miałam tego wszystkiego dość nadeszła Apokalipsa. Z znów jako jedyna z całej watahy przeżyłam. Przyznam, że trochę mnie to ucieszyło. I właśnie za to siebie znienawidziłam. Jeszcze bardziej, niż wcześniej.
Okazało się, że zmutowałam. Moje łapy zmieniły się. Zaczęły wyglądać jak u jakiegoś smocza, czy coś w tym rodzaju. Nie potrafiłam tego określić. Moje oczy stały się całe niebieskie. Od czasu do czasu nad moją głową zaczęła się pojawiać złota aureola i nie wiem, co to ma oznaczać. Nie zasłużyłam na nią. Bo jestem potworem. Okazało się, że mam również trzy różne postacie. Mogłam się zmieniać w coś, co przypominało Wilka Ognia oraz coś podobnego do Wilka Lodu. Ale nie zyskałam żadnych mocy, które były charakterystyczne dla tych ras wilków. Pojawiła się również postać, która przypominała Wilka - Szamana. To chyba było najbardziej przydatne, ponieważ zauważyłam, że wilki wtedy rzadko do mnie podchodziły. Zaczęłam się przedstawiać wtedy jako Namida, aby w razie czego, nie zdradzać swojej prawdziwej postacie. W sumie nie wiem dlaczego. Może tak mi było łatwiej. Może tak po prostu zapominałam, kim jestem. Jakim jestem potworem.
W ten sposób dowiedziałam się, że nie mogę być Wilkiem Ognia czy Lodu. Przez trzy lata nie widziałam jakim jestem wilkiem. Dopiero gdy przemierzałam jałowe ziemie zniszczone przez Apokalipsę dowiedziałam się, że jestem Wilkiem Księżyca. Odkryłam to dopiero podczas jednej z pełni księżyca. Wtedy moja postać się zmieniła. I mimo tego, że chciałam, nie mogłam się odmienić. Mój normalny wygląd pojawił się dopiero po wschodzie słońca. Widocznie Apokalipsa wpłynęła również i na to.
Podróżowałam przez wiele miesięcy, zastanawiając się czy dołączyć do jakiejś watahy. Co prawda ciężko było coś znaleźć. Większość stworzeń zginęła. Wszystko się zmieniło. Niegdyś bujnie zielone lasy zniknęły. Stoją tam tylko połamane pnie drzew, lamentując. Zaś te stworzenia, które przeżyły - zmutowały, tak jak ja. Widziałam konia z sześcioma nogami, wróbla wielkości kota, a raz nawet wilka z dwiema głowami. Wszystko się zmieniło.
I tak podróżując, pewnego dnia natknęłam się na grupkę wilków. Powiedzieli, że dopiero co utworzyli watahę i spytali czy chciałabym dołączyć. Po długim namyśle kiwnęłam głową.
Znalazłam nowy dom i zaczęłam nowe życie. Mam nadzieję, że będzie inne, lepsze, niż poprzednie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz