-Przepraszam... - spuściła głowę wbijając wzrok w ziemię, a mnie przez chwilę zrobiło się jej żal. Ale tylko przez chwilę, bo przypomniało mi się, ile straciłam.
Dwa dni temu zobaczyłam piękny okaz zwierzęcia przypominającego wielobarwnego, dużego lemura, który bardzo rzadko występuje w tych rejonach. Zainteresowałam się nim i chciałam na chwilę przetrzymać go w wcześniej przygotowanej klatce, by się czegoś o nim dowiedzieć, może poeksperymentować. Kilka godzin spędzonych nad przygotowaniem pułapki, i kilka następnych na wyczekiwaniu zwierzęcia to dość dużo jak na mnie. Bardzo rozczarowałam się więc na widok siedzącej tam dziewczyny, która tylko robiła niepotrzebny hałas tym swoim "Ratunku!" i prawdopodobnie przepędziła mój obiekt badań. I na co mi było te pracochłonne kopanie dziury?
-Eeeee....pomożesz mi? - zapytała moja prowizoryczna "zdobycz". Przewróciłam oczami i głośno wypuściłam powietrze nosem. Najchętniej zostawiłabym ją tam na pastwę losu, niech sobie radzi, ale potrzebuję tego dołku do przyszykowania kolejnej pułapki, chociaż szanse na złapanie lemura malały. Wyciągnęłam zatem długą linę z nieodłącznej torebki i przymocowałam do najbliższego drzewa zawiązując specjalnym, sprawdzonym sposobem. Drugi koniec rzuciłam do dziury, by tamta mogła się wydostać.
<Aida?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz