czwartek, 25 lutego 2016

Od Aidy CD. Scarlett

Ruszyliśmy, droga nie trwała długo. Był już widać budynki należące do miasta. Przy rynku zauważyłam budkę z goframi i gorącą czekoladą. Posłałam im tęskne spojrzenie. Ehh szkoda że wydałam wszystkie pieniądze...No cóż trzeba chyba w końcu znaleźć pracę...Ale praca jest taaaka nudna...
-O ! jesteśmy! Poinformowałam moją towarzyszkę z uśmiechem.
Stałyśmy przed dużym marmurowym budynkiem z wielkimi szklanymi drzwiami. Ściany od środka były obite czerwonym aksamitem, dookoła kręciło się dużo pań wykonujących swoją robotę i ich klientów.
-No dobra...Chodźmy, chcę mieć to już z głowy. Rzuciła dziewczyna
Weszłyśmy do środka, powiem szczerze to było większe niż mi się zdawało! Nieźle się ten Willey dorobił. Nagle napatoczył się jakiś facet i zaczął się do nas obleśnie uśmiechać.
-SZczeeeśść foczkii!!! Chodzciee szię zabafić na pierterko!!! Zataczał się. Spróbował sięgną nas swoją łapą. Odsunęłam się odruchowo. Gdy postanowił złapać Scarlett ta popatrzyła na niego morderczym wzrokiem i kopnęła go w miejsce w które nie powinno się kopać facetów. Gość zwinął się ,ale po chwili jeszcze bardziej agresywnie rzucił się na mnie. Zakryłam twarz rękami i pewnie by mnie złapał gdyby nie czyjeś silne ramiona odsuneły i odepchnęły go. Spojrzałam na tą osobę ....Przecież to był mój stary kumpel Bob! 
-Bob! Co ty tu robisz? Zapytałam go z radością.
-Aida! To ty?! Ile myśmy się nie wydzieli! Odpowiedział donośnym głosem i uśmiechną się życzliwie. -Czego wy szukacie w takim podłym miejscu? Zapytał
-Willeya. Rzuciłam krótko.
-Oooo...Wiecie...On się trochę zmienił. Uważajcie na niego... Jego twarz przybrała poważniejszego wyrazu.- Ja muszę już niestety iść...powodzenia. 
-Na pewno powinnyśmy do niego iść? Zapytała mnie dziewczyna.
-T-tak...przecież nic nam nie zrobi....Chyba...Uśmiechnęłam się żeby ukryć nie pewność
Staliśmy już blisko jego pokoju. Zapukałam
-Otwarte! Usłyszałyśmy krzyk.
Powoli weszłyśmy do środka. Mój były przyjaciel w ogóle nie przypominał takiego jak go zapamiętałam...Siedział na dużym kolorowym krześle, jego niegdyś długie aż do ramion włosy , miał ostrzyżone w kolorowego irokeza, mnóstwo kolczyków w różnych częściach ciała i skórzaną czarną kurtkę.
-No nie wierze, że to ty Aida...A ja myślałem że już dawno się zaćpałaś na śmierć. Zaśmiał się złośliwie, a ja spuściłam głowę. No a to kto? Kolejna koleżanka, którą wciągniesz w kłopoty? Spojrzał na mnie z tym samym wrednym uśmiechem. Co mu odwaliło! Przecież się przyjaźniliśmy....
-To jak? Raczysz się przedstawić? Powiedział do Scarlett z ironią w głosie.


<Scarlett?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz