poniedziałek, 15 lutego 2016

Od Vestarii - Historia

Moja historia? Hmmmm... Zlepek przypadkowych wydarzeń. Na początku nic szczególnego. Szczęśliwe dzieciństwo, dobra rodzica. Miałam wszystko. Normalny raj na ziemi. A potem umarła mi matka. Zrobiło się przykro. Ojczulek zamknął się w sobie i z leksza olał i mnie i moje młodsze rodzeństwo, ale nie miałam mu tego za złe. Jakoś sobie radziliśmy i znowu było dobrze, dopóki ojciec nie przyprowadził sobie nowej osoby która miałaby zostać naszą prawie-matką. To była istna demonica. Głodziła, biła, wyzywała, traktowała jak śmiecia. Mnie w szczególności. Jako ta najstarsza robiłam co mogłam, żeby oszczędzić rodzeństwo. I to poniekąd mnie zniszczyło. Wkrótce moi bracia mieli spokój. Mnie natomiast obrywało się za wszystko. Dosłownie wszystko. Idealne warunki, żeby się zbuntować. Z przyjemnością to zrobiłam. Na początku tylko uciekałam do miasta żeby żyć jak człowiek. Z czasem jednak uległam do końca. Farba na włosach, kolczyki, ubrania, imprezy, dragi... Przykłady można mnożyć. Chwytałam się wszystkiego co było nielegalne lub chociaż niewłaściwe. Pociągnęło to za sobą całą masę uzależnień. No i konflikty z prawem.

Wyprowadziłam się z domu, żeby zamieszkać na swoim. Bez zakazów i nakazów. Nie dbałam o nic z wyjątkiem siebie. Liczyła się tylko dobra zabawa. Pokochałam chaos i co za tym idzie znienawidziłam porządek i prawo. W mojej ocenie dalej są to tylko ograniczenia dobrej zabawy. Zwykły bełkot. Kto by się nim przejął? No właśnie. Na pewno nie ja. W ten cudowny sposób dałam się złapać służbie porządkowej jednego z miast.

Trafiłam do miejsca gdzie giną marzenia - więzienia zwanego przez nas pieszczotliwie Mordownią. Jedno z cięższych w okolicy. Dostałam numer "24601" i pod tą właśnie cyfrą istniałam 5 lat. W mojej celi mieszkali też Rey - niebieskooki blondyn o niesamowitej budowie i Cato - dziewczyna jak ja, lecz czarnowłosa i pokryta tatuażami. Byliśmy do siebie bardzo podobni. Oczywiście nie fizycznie. Tak bardzo że uciekliśmy z Mordowni. Nie zgraliśmy się jednak i każde z nas poszło w świat na własną rękę. Dobrze się stało. Teraz ciężej znaleźć Cudowną Trójkę z Mordowni. Może już nigdy im się to nie uda.

Zabawne jak dużo można stracić siedząc w celi. Przegapiłam apokalipsę. Nie narzekam. Mogłam przypadkiem zmutować. A nie uśmiecha mi się naśladowanie Alphy watahy. A właśnie. Znalazłam watahę która jakoś przetrwała. Witaj Wataho Apokalipsy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz