Zabawa, zabawą, ale nie dlatego poluję. W zasadzie ja tylko reguluję stan potworów na danym obszarze. Nie poluję na zwierzęta i zdecydowanie nie lubię przedłużać nieuniknionego. Wyszedłem z krzaków i wyciągnąłem miecz. Bezszelestnie podkradłem się do bestii i zamachnąłem się. Jednym czystym cięciem odrąbałem potworowi łeb. Wyciągnąłem worek i schowałem do niego odciętą część ciała. W końcu, o ile Sorrow nie uszkodziła zbytnio czaszki to dodatkowe pieniądze.
- To co teraz? -spytała wesoło
- Teraz zaniesiemy to do domu. - odpowiedziałem - Musimy przygotować towar na sprzedaż.
- Brzmi nieźle - odpowiedziała dziewczyna przestając być cieniem. Uśmiechnąłem się do niej, wyciągając linkę. Skrępowałem nią łapy bestii i podniosłem ją z ziemi. Ułożyłem sobie truchło na barkach i w miarę możliwości swobodnym krokiem ruszyłem w kierunku domu. Mantykora ciężka nie była. A w każdym razie, nie bardzo.
- Silny jesteś - zauważyła Sorrow.
- Na pewno silniejszy od człowieka. Poza tym dużo ćwiczę, prawda?
- Ostatnio mniej...
- Nic nie poradzę na to, że zabierasz mi większość czasu.
Sorrow tylko się uśmiechnęła.
- Przecież wiesz jak bardzo cię kocham. Jesteś ważniejsza niż forma którą budowałem 240 lat -zaśmiałem się cicho - Chociaż przyznam, że i jednej i drugiej nie chciałbym stracić...
Poprawiłem martwą bestię, żeby łatwiej było ją nieść. Jeszcze minimum 15 minut drogi do domu...
<Sorrow?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz