czwartek, 11 lutego 2016

Od Zero CD. Toxic'a

Zmieniłem się w człowieka i skuliłem się. Genialny pomysł... Już nigdy więcej nie zamierzam tego powtarzać. Zamknąłem oczy i zacisnąłem zęby starając się to wszystko przeczekać. Bolało mnie absolutnie wszystko. W końcu uznałem, że jednak nie będzie mi lepiej. Czyli nie ma też sensu zostawać na tej brudnej ziemi jeszcze dłużej. Podniosłem się z cichym jękiem i usiadłem. Zakręciło mi się w głowie, więc znowu zamknąłem oczy. Poczułem coś mokrego na skroni. Odruchowo sięgnąłem tam ręką i przyjrzałem się czerwonemu śladowi na mojej dłoni. Krew. Pewnie rozciąłem sobie skroń. Nic poważnego. Poruszyłem barkami krzywiąc się lekko kiedy chrupnęło mi w stawach. No dobrze... Siedzę na ziemi. Jest dobrze, ale do stania jeszcze mi brakuje. Chociaż w sumie dobrze mi się siedzi. Może tu zostanę... Nie mogę. Westchnąłem cicho i zgiąłem się w pół kiedy moje żebra przeszył ból. Po chwili znowu leżałem na boku na ziemi.
- Auć... - mruknąłem. Jeszcze raz spróbowałem się podnieść. Tym razem jednak starałem się ograniczyć swoje ruchy do minimum. Żadnego głębokiego oddychania czy gwałtownych ruchów. Powolutku... Wylądowałem na czterech i ostrożnie podpełznąłem do jakiegoś mebla przy ścianie. Z jego pomocą stanąłem na nogach i rozejrzałem się.
Dookoła leżało pełno połamanych desek, jakieś gruzy czy tynk ze ścian. No i gruba warstwa kurzu. A gdzie Toxic? Rozejrzałem się po raz kolejny i zauważyłem ślady na podłodze. Przygryzłem wewnętrzną stronę policzka mentalnie przygotowując się do drogi. Odepchnąłem się od mebla i powoli ruszyłem śladem towarzysza. Szedłem sztywno, zaciskając pięści. Każdy mój krok wywoływał drobne iskierki bólu, które uparcie ignorowałem.
Na ścianie wisiało brudne lustro przez którego środek biegło długie pęknięcie. Zatrzymałem się przed nim i przyjrzałem się swojemu odbiciu. Na lewym policzu prawie prostopadle do tatuażu biegła szara brudna smuga. Moje włosy zmieniły kolor na lekko siwy i wyglądały jakbym zaplątał się w pajęczynę. Cholerny kurz. Wytrzepałem z włosów tyle ile było możliwe i starłem, czy raczej, roztarłem smugę na twarzy. A potem ruszyłem dalej zaglądając do pokoi. Dopiero pod koniec korytarza znalazłem Toxica. Sterczał przy gramofonie w towarzystkie demonicznej kobiety i jej piesków.
- Bawicie się beze mnie? - spytałem opierając się o futrynę drzwi.

<Toxic?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz