- Nooo...w burdelu. Nie wiesz? To takie miejsce, gdzie... - zaczęła mi tłumaczyć, lecz ruchem ręki jej przerwałam. Musiałam pomyśleć. Z jednej strony potrzebuję tych rzeczy, a ona jest mi winna zniszczoną pułapkę i naprawdę stara się mi wynagrodzić straty, co bardzo doceniam. Zniżka na przyszłość byłaby gwarantowana, a i od dawna szukałam, sklepu z przyrządami łowieckimi. Poza tym, jeżeli odmówię, zapewne nie odpuści i przytoczy kolejny pomysł, który może okazać się dla mnie gorszy i mniej opłacalny. Jednak wejście do domu publicznego nie uśmiechało mi się. Gardzę ludźmi, którzy tam pracują, jak i korzystającymi z usług prostytutek. Mam złe doświadczenia z seksem i alkoholem, dlatego też staram się omijać takie miejsca. Ciężko mi o tym mówić, ale traumę z przeszłości nadal mam, lecz chyba nie jest tak źle, skoro rozważam nad zgodzeniem się. Ponieważ czegóż to nie robi się dla nauki? Pewne rzeczy w końcu wymagają poświęceń.
Popatrzyłam na koleżankę. Wydawała się być nieporuszona tym faktem, ba, wyglądała, jakby było to normalne. Ten Willey...na jej miejscu wstydziłabym się takich znajomości...
-No to co? Idziemy? - zapytała niewinnym głosikiem, który sugerował bardziej zaproszenie na kawę, a nie pójście do burdelu. Wzięłam głęboki oddech i wymusiłam na twarzy uśmiech.
-T-tak. Chodźmy... - powiedziałam powtarzając w myślach zdanie"To dla nauki.".
- Tak z innej beczki, Aida jestem. - rzekła dziewczyna wyciągając rękę w przyjaznym geście. Niepewnie ją ujęłam i rzuciłam krótkim, chłodnym "Scarlett".
Zostawiwszy pułapkę w zniszczonym stanie, ruszyłyśmy wąską ścieżką w kierunku drogi głównej, która prowadziła prosto do miasta.
<Aida?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz