czwartek, 11 lutego 2016

Od Raven'a CD. Scarlett

Postawiłem kołnierz kurtki i naciągnąłem na głowę kaptur. To nic takiego... Jedna śnieżyca. Tyle ich już przeżyłem, że jedna więcej nie zrobi mi różnicy. I tak nie zachoruję, więc nie widzę żadnego problemu. A Scarlett niech sobie radzi. Zaśmiałem się w myślach zerkając przez ramię na dziewczynę. Nie sądziłem, że za mną pójdzie, ale skoro chce to jej wybór. Teoretycznie. Parskałem cicho na myśl o tym, że w sumie mój ujmujący charakter musiał jakoś ją przy mnie zatrzymać. Inna sprawa, że wyraźnie działam jej na nerwy.
Zmrużyłem oczy usiłując coś wypatrzeć w gęstym, mokrym śniegu, który osiadał na wszystkim i sprawiał, że nawet ja miałem problemy z rozróżnieniem kształtów. Łowca o doskonałym wzroku ślepy niczym zwykły śmiertelnik. Tak nie powinno być. Pokręciłem głową przy okazji strzepując z siebie nadmiar ciężkiego białego puchu. Śnieg sięgał mi już do kolan, ale nie pozwoliłem sobie zwolnić. Nagły podmuch wiatru sypnął mi w twarz śniegiem oślepiając mnie do reszty. Przetarłem twarz i oczy czując chłodne igiełki na policzkach. Pewnie miałbym rumieńce, ale powiedźmy sobie szczerze, mój organizm nie reaguje normalnie. Może gdyby nie to, iż cierpię na albinizm miałbym choć lekko zaróżowiną twarz, ale biorąc pod uwagę swoją karnację i niemożliwość wychodzenia na słońce co dodatkowo mnie "wybieliło" nawet teraz wyglądałem jak kartka czystego papieru. Trudno. Do miasta już nie daleko. Zerknąłem za siebie żeby sprawdzić czy Scarlett dalej za mną idzie. Została z tyłu, więc zwolniłem. Opóźnia mnie. Zdecydowanie idzie za wolno. Dotknąłem kieszeni kurtki na piersi i wyczułem tam nieregularny przedmiot. Z jego powodu tak się spieszę. Zadrżałem z zimna.
- Nie żebym cię poganiał księżniczko w czerni i czerwieni, ale prawdę powiedziawszy spieszę się bardziej niż jesteś w stanie sobie wyobrazić - stwierdziłem lekko poirytowany tym, że specjalnie dla niej muszę zmniejszyć tempo.
- A co? Ktoś umiera? - spytała z uporem brnąc przed siebie. Uparta, ale za wolna jeśli miałbym ją ocenić.
- Tak. My o ile nie przyspieszysz.
Dziewczyna przewróciła oczami.
Już po chwili przekraczaliśmy mur miejski. Tu, wewnątrz, śnieżyca aż tak nie dawała się we znaki.
- Skoro ja powiedziałam ci po co idę tutaj może byś się zrewanżował? - zasugerowała.
- Wiedza unieszczęśliwia - mruknąłem idąc wzdłuż głównej ulicy.
- To niesprawiedliwe.
- Nic nie jest tu sprawiedliwe - odpowiedziałem rozglądając się dookoła. Ulice były puste. Nikt nie wychodził w taką pogodę na zewnątrz, więc miasto wydawało się martwe. Tylko ciepłe złote światło w niektórych oknach uroczych kamieniczek świadczyło o tym, że ktoś tutaj żyje.
Niemal bez trudu odnalazłem niewielki sklepik astronomiczny. I po chwili namysłu wszedłem do niego. To tu powinno być to czego szuka dziewczyna, a ja chętnie się rozejrzę co też w takim sklepie można nabyć.

<Scarlett?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz