Przyznaję się. Zabłądziłam. Przynajmniej tak mi się wydaje, nie mam żadnego konkretnego celu podróży. Słońce zaszło już kilka godzin temu, do tego całe niebo spowiły chmury, więc nie widziałam prawie nic. Żeby nie potknąć się o jakieś wystające korzenie i nie skręcić karku musiałam zostać w wilczej postaci. Przynajmniej dzięki temu świecącemu futru mogłam coś widzieć. Nagle usłyszałam trzask gałęzi. Spokojnie El, to las... Co chwila tu się coś łamie i szeleści. Co z tego że jesteś tu całkiem sama, po ciemku, w obcym miejscu i świecisz jak kolorowa lampa i widać cię z odległości jakiegoś kilometra , to wcale nie znaczy że wszystko wokół chce cię zabić prawda? Prawda?! Gdy kolejna gałąź trzasnęła gdzieś bliżej podskoczyłam i zerwałam się do biegu. Po kilku minutach zwolniłam. Spokojnie, przecież jestem wilkiem. Wilki to drapieżniki, w razie czego wystarczy że trochę powarczę i już... Prościzna. Ta myśl nieco mnie pokrzepiła. Dobra, trzymamy się planu. Znaleźć jakąś polanę i zatrzymać się tam na noc, jutro poszukam jakiegoś miasteczka albo czegoś w tym stylu i zacznę wszystko od nowa. Już czułam się całkiem odprężona. Za chwilę będę mogła znowu przybrać ludzką postać i wtopić się w mrok. I spać. O tak, sen. Dokładnie tego potrzebuję. Nie spałam od kilku dni. Pewnie przez to jestem taka zdenerwowana. Ziewnęłam przeciągle i potrząsnęłam łbem żeby odgonić sen, przynajmniej jeszcze na kilka minut. Nie zdążyłam jeszcze do końca skupić wzrok gdy w coś uderzyłam. Z początku myślałam że to drzewo, ale drzewa z reguły nie mają białego futra i nie są wilkami. Odskoczyłam do tyłu przerażona. Wilk przyglądał mi się z niejakim rozbawieniem gdy potknęłam się o wystający korzeń. Wpatrywałam się w jego pysk, nie ma takiej siły która zmusiłaby mnie do spojrzenia mu w oczy, albo co gorsza odwrócenia wzroku. Zupełnie jakby moje nieruchome spojrzenie było ostatnią rzeczą która może mnie uratować przed rozszarpaniem. Przez kilka sekund panowała idealna cisza.
- Mówi się przepraszam
- P-przepraszam? - wydukałam zanim zdążyłam się zastanowić zaskoczona tym że nagle się odezwał. Na pysku basiora zagościł uśmiech, był to jeden z tych uśmiechów na których widok bardzo chcesz schować się pod łóżkiem, niestety żadnego nie było w okolicy.
- Bardzo ładnie. Co tu robisz tak całkiem sama co? - to jakiś dar że ten osobnik jest w stanie mówić tak jakby rozmawiał z małym dzieckiem i jednocześnie sprawiać wrażenie jakby informował cię że ma ochotę cię wypatroszyć prawda? Wydukałam coś bardzo cicho, nawet sama nie do końca wiem co, ale zapewne było to coś w stylu "błagam nie zabijaj". Tamten tylko prychnął rozbawiony i odwrócił się w swoją stronę. I właśnie w tym momencie zrobiłam coś wyjątkowo głupiego. Postanowiłam iść za nim, no w końcu... On przynajmniej wie gdzie idzie. No i jeszcze mnie nie zjadł, czyli teoretycznie nie mam się czego bać. Nie miałam pojęcia czy powinnam się odezwać, nieznajomy jakoś nie kwapił się by zacząć rozmowę czy choćby na mnie spojrzeć, co mi bardzo odpowiadało. Okazało się że w pobliżu jest wataha, nazajutrz odbyłam coś na kształt rozmowy z alfą. Na szczęście chyba nie miał ochoty bawić się w formalności, wyjaśnił mi jak dotrzeć do jednej z jaskiń i wrócił do swoich zajęć. O dziwo nie zabłądziłam i nie natrafiłam na żadnego wilka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz