Odetchnęłam głęboko.
Odwróciłam się i spojrzałam na Toxic’a.
-Jak się czujesz?- zapytał.
-Trochę skołowana, ale… poza tym już dobrze- odparłam z
uspokajającym uśmiechem. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że ludzie się na nas
gapią. Co oni, nigdy nie widzieli mdlejącej dziewczyny? Miałam ochotę im
powiedzieć, żeby zainteresowali się własnym życiem, ale ugryzłam się w język.
Wstałam i zaczęłam się zastanawiać nad możliwymi powodami mojego omdlenia, ale
rozpraszali mnie ci wszyscy szepczący między sobą gapie. Po chwili jednak
wszyscy wrócili do swoich zajęć. Mgliście przypomniałam sobie, że zanim to się
stało, patrzyłam na jakiś przedmiot… breloczek. W kształcie połowy serca. Podeszłam
do niego i wzięłam go do ręki. Tym razem nic się nie stało.
-Przepraszam, ile pan za to chce?- spytałam sprzedawcę.
Mężczyzna podrapał się po gęstym, siwym zaroście. Po chwili machnął ręką.
-I tak nikt go nie chciał, może go sobie panienka wziąć.
-Naprawdę? Dziękuję bardzo! A… czy mogłabym spytać skąd pan
to ma?- Sprzedawca zmarszczył brwi.
-Kiedyś przyszedł do mnie taki dziwny starzec… Powiedział,
że to bezcenna pamiątka i zażądał bardzo wysokiej ceny. Ubzdurałem sobie, że
pewnie jest ze srebra, no więc go kupiłem, ale potem okazało się, że to zwykła
stal.- Kiwnęłam głową. Właściwie sama nie wiem, czemu tak mnie zainteresował
ten breloczek. Czy to możliwe, żeby miał coś wspólnego z tym co mi się
przytrafiło? Nie wiem, ale koniecznie muszę się dowiedzieć.
-Dziękuję za informacje.- Stałam przez chwilę, patrząc na
swoją zdobycz. Z zamyślenia wyrwał mnie Toxic.
-Alis…? Idziemy?
-Jasne.- Gdy wychodziliśmy, znowu poczułam na sobie wzrok
ciekawskich ludzi.
<Toxic?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz