Moja wina? Dlaczego? Nie mam szczerze pojęcia ale chyba nie powinnam pytać. Nie mniej to raczej znaczy, że kolejki górskiej ‘’ognisty tor’’ nie będzie.
-No to… Co robimy?- Zapytałam niepewnie po chwili.
-JA idę do domu, a ty rób z sobą co chcesz-Rzucił, po czym oddalił się w stronę swojego miejsca zamieszkania.
-Poczekaj chwilę!– Krzyknęłam jeszcze za nim, szczerze nie chciałam zostać tu sama bo nie mam bladego pojęcia co ze sobą zrobić ale on zniknął już tłumie i mnie nie usłyszał, lub po prostu nie chciał słyszeć i zignorował… -[No i widzisz? Poszedł sobie… Zawszę mówiłem że jesteś mistrzynią we wnerwianiu ludzi]…- Zamurowało mnie. Ten głos… Nie słyszałam go już tak dawno…- {Goń go Lila! Chcesz się znowu nudzić?}- Dołączył się drugi. Charlie i Lucy… Przecież dali mi spokój kiedy…- Nagle mnie olśniło. Sięgnęłam ręką do kieszeni aby wyjąć te dziwne tabletki, które kazał mi brać pan w białym garniturku na moje nieszczęście, nie było ich tam! Może zostawiłam je u Ravena! Bo tutaj to nawet nie odpinałam kieszeni bluzy więc nie miały prawa wypaść! Zaczęłam się przepychać przez tłumy w kierunku jakim poszedł chłopak ale iście pod prąd w tym zbiorowisku ludzi było nie możliwe. No, niemożliwe dla człowieka. Po chwili jako kot biegłam po dachach próbując ignorować kłótnie tamtych dwojga. Z góry wszystko było o wiele lepiej widoczne. Wreszcie wypatrzyłam w oddali swój cel! Przyspieszyłam .-[O zobacz! Tam w rogu stoi diler! Może coś kupimy?]- Nie! nie pamiętasz? Pan w białym garniturku zabronił ćpać!- Oznajmiłam.-{To może pizze! Pizza jest doooobra!}- Westchnęłam. Już zdążyłam zapomnieć jacy są irytujący.-[Przecież jedliśmy niedawno pizze...Jak będziemy tyle żreć to zamiast meczów będzie trzeba oglądać Chodakowską]… Cicho! Już go dogania-Przez tę głupią chwilę nieuwagi zapomniałam patrzeć na drogę przede sobą i stanęłam na zardzewiałą rynnę która się urwała… Z hukiem zleciałam na ziemie prosto pod nogi Ravena… Zamieniłam się z powrotem w człowieka.
-Auć.- Jęknęłam rozmasowując bolą rękę. –[Hah! A niby koty zawszę spadają na cztery łapy!] Drwiący ton rozległ się w mojej głowie.-{A może by tak…}- ZAWRZEĆ PASZCZE!!!-Wrzasnęłam na nich a chłopak spojrzał na mnie jak na opętaną. Zaśmiałam się nerwowo.
-Hehe…Bo ja, ten…Chyba zostawiłam u ciebie w domu taką jedną ważną rzecz.
<Raven? Sry że tak długo mi to zajeło i wgl ale nie mam pomysłu xd>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz