sobota, 27 sierpnia 2016

Od Raven'a CD. Lilith



- Na litość aniołów, co znowu? – mruknąłem wymijając dziewczynę. Wcisnąłem dłonie w kieszenie spodni i ruszyłem prosto do swojego mieszkania. Nie wiedzieć czemu Lilith cały czas za mną chodzi? Czyżby sławna „karma” postanowiła wrócić? Kara za stulecia krzywd i śmierci ściśnięta do rozmiarów tej jednej dziewczyny... Jednym słowem „przerąbane”. Swoją drogą nie raz bywało gorzej.
- Ymmm... Coś bardzo, bardzo ważnego. – Lilith pozbierała się z ziemi i podążyła za mną. Zacisnąłem dłonie w pięści powstrzymując się od skręcenia dziewczynie karku. Aż takim potworem nigdy nie byłem, żeby mnie od razu szczuć wariatką.
- Lepiej od razu mi powiedz czego chcesz – warknąłem przez ramię.
- Zgubiłam tabletki. Mogą być u ciebie – wyjaśniła pospiesznie zrównując się ze mną – No i tak jakby nie mam gdzie nocy spędzić...
- Czy ja ci wyglądam na dobrą wróżkę?!
- Um... Nie do końca... Aleeee... Jak na razie pomogłeś mi ze wszystkim, więc... No wiesz...
- I to był mój największy błąd tej dekady. Nie powinienem był pozwolić ci, byś za mną łaziła. Bo się ciebie już nie pozbędę do końca twojego marnego, niewiele wartego życia.
Resztę tej krótkiej drogi pokonaliśmy w nienaturalnym milczeniu. Znaczy się... Dla mnie milczenie było całkowicie na miejscu. Mimo to tak bardzo nie pasowało do mojej przymusowej towarzyszki, że zdziwiło mnie to jak dobrze sobie radziła wytrzymując ciszę. Mamrotała coś pod nosem. Wyglądało na to, że prowadzi niezwykle interesującą konwersację z czymś lub kimś, co było dla mnie nieosiągalne. Nie wyczuwałem niczyjej obecności w bezpośrednim towarzystwie dziewczyny, więc dusze, demony czy cokolwiek innego z całą pewnością nie były w to zamieszane. Wobec tego głosy w głowie, rozdwojenie jaźni, szaleństwo, nuda bądź dziwne przyzwyczajenie. Jedyne sensowne wyjaśnienia zaistniałej sytuacji. Nie potrafiłem jednak zdecydować które, a nie miałem dość czasu zbadać tego dokładniej.
Otworzyłem drzwi mieszkania i puściłem dziewczynę przodem. Nie znoszę jej, to fakt, ale wychowano mnie w poczuciu, że nic nie jest na tyle ważne by móc zrobić sobie przerwę od przestrzegania etykiety. Osobiste relacje to jedno, nienaganne maniery to inna sprawa. Mam prawo nie cierpieć tej kobiety, a mimo to mam obowiązek przepuszczać ją w drzwiach. Tak jak każdy wysoko urodzony arystokrata, który ma dość rozumu by wiedzieć, że poza przywilejami wynikającymi ze szlachetnego urodzenia trzeba też spełniać ustalone oczekiwania płynące z posiadanego tytułu. Oparłem się o futrynę drzwi i skrzyżowałem ręce na piersi czekając aż dziewczyna skończy krzątać się po całym mieszkaniu. Chyba znalazła to, czego szukała, bo schowała coś do kieszeni. A może po prostu mnie okradła? Mam tu kilka wręcz bezcennych pamiątek, których wolałbym nie tracić. Współczuję każdemu potencjalnemu złodziejowi któremu spodoba się którykolwiek z moich skarbów.
- Nie mogę tu zostać...? Dopóki nie znajdę sobie nowego domu? – spytała wlepiając we mnie spojrzenie którym nie pogardziłby błagający szczeniaczek. Nie lubię psów.
- Jak długo?
- Kilka dni. Może tydzień.
Westchnąłem. Wypadałby jeszcze oddać jej swoje łóżko. Na całe szczęście mamy zupełnie różne pory snu.
- Pod jednym warunkiem – zacząłem – No... Może pod dwoma.
- Jakimi? – dziewczyna spojrzała na mnie zaskoczona.
- Masz prawo tu być tylko w nocy. Wyśpisz się i won, jasne? A po drugie: poszukasz dla mnie kogoś.
- Umh... Kogo?
- Dowolnego kotołaka. Żywego i w jednym kawałku. Jak znajdziesz przyprowadzisz tutaj. Wszystko jasne?
- Tak, tak... Tylko po co?
- Nie musisz wiedzieć.
Usiadłem sobie na kanapie i sięgnąłem po lezącą na niewielkim stoliczku książkę. „Boska Komedia” Dantego gdyby ktoś był zainteresowany. Otworzyłem książkę na stronie na której ostatnio skończyłem i zacząłem czytać ignorując swojego gościa. Lilith nie potrzeba się zajmować. Jakiegoś ciasta czy coś i tak nie miałbym jak jej zaproponować. Nie trzymam w domu potencjalnej trucizny. Kawę może zrobić sobie sama, bo wszystko co potrzebne leży na widoku. A co zrobi to już mnie nie obchodzi.

<Lilith?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz