Dotarłszy do miasta, postanowił jednak w pierwszej kolejności zajrzeć do
księgarni, aby sprawdzić czy sprowadzono pożądaną przez niego książkę.
Męczył się ze znalezieniem akurat tego tomiku o prawach fizyki, już koło
roku gania za nią po przeróżnych sklepach, ale za każdym razem ktoś go
uprzedza. Ma strasznego pecha.
- Dzień dobry - mruknął na powitanie tak, aby zachować przynajmniej
pozory, że jest gentlemanem i zna zasady dobrego wychowania. W pewnym
czasie pochłonął mnóstwo książek o savoir-vivrze, więc wiedział jak się
zachować w towarzystwie arystokracji, monarchii, szlachty czy
przeciętnych mieszkańców żyjących tuż obok niego. Ale mimo wszystko
bardzo rzadko okazywał jakiekolwiek oznaki znajomości etykiety. Wolał
ignorować wszystkich i uchodzić za niewychowanego, niż udawać, że ma
ochotę na niekończące się rozmowy. Wolał obojętnie przechodzić wśród
tych wszystkich korytarzy dusz, więc nie zauważył, że tuż obok niego
przebywa inna żywa istota. Mniej więcej przez to trochę się zdziwił,
kiedy usłyszał swoje imię.
- Słucham? - podniósł głowę znad książki. - Pardon, czy my się znamy,
monsieur? - rzekł ozięble, lustrując od stóp do głów mężczyznę z
rękawami tatuaży. Wyglądem był zdecydowanie charakterystyczny i
wyróżniający się z tłumu. Brązowe, ułożone niedbale włosy ciężko opadały
na krwistoczerwone oczy przepełnione powagą. Tuż pod jego dolnymi
powiekami zaczynały się dwa długie tatuaże przecinające policzki aż do
lowbretów pod wargami. W uszach zaś pobłyskiwały standardowe kolczyki
oraz helixy. Można śmiało powiedzieć, iż jego zewnętrzna warstwa została
zbudowana na przykładzie "twardziela".
- Z kim mam przyjemność? - zapytał ni stąd, ni zowąd.
<Zero? Poukładam sobie mniej więcej ten zarys zbrodni i przystąpimy do działania. xddd>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz