Twelve postanowił nie wdrążać się w rozmowę z Zerem, bo i tak nic
dobrego by z tego nie wyszło, a i nie znalazłyby się żadne korzyści.
W tym samym czasie przez ulice miasta toczył się powoli bogato zdobiony
powóz, którym cieszyć się wolno było tylko bogatym ludziom. W tym
przypadku starej hrabinie i jej czterem potomkom. Młodemu lekarzowi,
który zbił fortunę, lecząc ludzi, panu Edwardowi Cartwright'owi.
Bystremu pisarzowi, Williamowi, niestety jemu aż tak się nie powiodło w
pieniężnych sprawach, wprawdzie napisał mnóstwo dobrych książek, ale
nikt nie postanowił sponsorować młodszego z braci. Najstarszej z całego
rodzeństwa, Isabelli Cartwright, kobiecie interesu, prowadziła wielką
firmę krawiecką, której ostatnio coś ubyło finansów. Oraz najmłodszej
damy, zamężnej pani Angelinie Vane, nauczała w szkole podstawowej we
Francji, lecz postanowiła wrócić na kilka dni do ojczyzny, aby odwiedzić
starą matkę.
Nie będę mydliła Wam oczu, cała czwórka łasiła się na mamonę hrabianki, a
ponieważ była już stara, liczyli, że w najbliższym czasie dostaną to,
na co zasługują.
- Matko, mam do ciebie drobną sprawę - odezwał się młodszy z braci,
William, pewny siebie i rozbrykany dwudziestolatek. - Widzisz... moja
książka nie bardzo ma powodzenie wśród wydawców, więc byłbym wdzięczny,
gdybyś użyczyła mi trochę pieniędzy - uśmiechnął się uroczo, na co
hrabina zareagowała prychnięciem.
- Dostaniesz swój przydział po mojej śmierci, teraz musisz poradzić sobie sam - odparła sucho dama.
- Ależ matko! Nie rozumiesz? Ta książka jest świeża! Chcę się nią zająć TERAZ - warknął młody mężczyzna.
- A ty nie rozumiesz, że musisz poczekać?! - zezłościła się pani Cartwright, uderzając swoją laską o podłoże powozu.
- Po co czekać, skoro te pieniądze i tak będą moje? A poza tym, jeśli
będziesz taka uparta mamo... - przerwał w tym momencie - ...to prędzej
czy później ktoś cię sprzątnie - rzucił zdenerwowany.
- Ach, dziękuję ci, synu za ostrzeżenie, ale umiem o siebie zabrać, a
teraz milcz, tlen marnujesz! - staruszka spiorunowała Williamia zimnym,
meduzowym wzrokiem.
W tym momencie wszyscy odwrócili wzrok. William zaczął udawać, że za
oknem dzieją się wielce interesujące rzeczy, Isabella czytała gazetę,
Angelina bawiła się rękawiczką, zaś Edward grzebał w swojej lekarskiej
torbie.
Hrabina w końcu zirytowana nakazała zatrzymać powóz i z pomocą
powożącego wsiadła. Przeszła kilka kroków, po czym... padła na ziemię.
Twelve przechodził akurat obok, więc deczko zainteresowanych sprawą
podbiegł do kobiety i zaczął nawoływać do niej. Lecz nie uzyskawszy
odpowiedzi, sprawdził puls. Pani Cartwright umarła.
<Zero?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz