środa, 23 września 2015

Od Jethro

 -Kurde- mówię po tym jak popchnięty przez jakiegoś faceta wpadam w kałużę. Mokre buty, mokre skarpetki. Świetnie. Posyłam mu mordercze spojrzenie ale idę dalej. Z kapturem na głowie, rękoma w kieszeniach spodni i wzrokiem wbitym w ziemie spaceruję bezsensownie po tym zaludnionym miejscu. Miasta zawsze są złe. Wszędzie spotkać można nachalne spojrzenia...
Wchodzę do sklepu ale nie ma w nim nic ciekawego więc szybko go opuszczam. Chodząc bez celu w końcu trafiam na jakąś małą uliczkę. Przy ścianach siedzą tam dzieci- większość ubrana w jakieś łachmany i przeraźliwie chuda. Starając się nie zwracać na nie uwagi idę dalej, ale coś przyciąga mój wzrok. Wydawało mi się czy właśnie kątem oka zauważyłem jakąś znajomą sylwetkę?  Odwracam się by jeszcze raz przyjrzeć się temu miejscu ale nikogo znajomego nie ma. Idę więc dalej, chociaż jestem pewien że się nie przewidziałem. Wychodząc na jakąś większą ulice rozglądam się, co wzbudza ciekawość niektórych osób stojących w pobliżu. Zauważyłem jakąś ławkę przy drodze, więc usiadłem na niej, przyglądając się ludziom. Jakiś typek się przysiadł, ale zaraz sobie poszedł. Mam nadzieje, że nie jestem aż tak straszny.... Z małej uliczki właśnie wyszła jakaś postać. A jednak... Wstaję z ławki i przepychając się przez ludzi podchodzę do niej. Kładę jej rękę na ramieniu i dziewczyna się odwraca
-Shira? Co ty tu robisz?

<Shira?>

poniedziałek, 21 września 2015

Sorrow


"Nie oceniaj książki po okładce"

Imię: Sorrow
Skróty: Nigdy nie wiadomo..
Przezwisko: Crow
Płeć: Wadera
Wiek: 3 lata
Charakter: Trudno ją przekupić, jest też rozsądna i ostrożna co do większych decyzji które podejmuje. Jest dość zwinna i szybka. Jest też dobrym logikiem przez co siła nie jest jej za wiele potrzebna. Te wszystkie cechy nie oznaczają ze nie ma humoru, w ręcz przeciwnie. Umie się bawić, nawet dość dobrze. Często robi głupie rzeczy na których się uczy. Lubi obserwować otoczenie żeby wiedzieć co ją otacza w szczegółach. Jest strasznie spostrzegawcza i trudno coś przed nią ukryć. Częściej zagłębia się we własnych myślach niż z kimś porozmawia. Nie zmienia to faktu że często wtrąca nos w nie swoje sprawy. Ogólnie jest miła i lojalna, może tez być wredna i drażniąca. Łatwo denerwuje innych, albo wyprowadza z równowagi. Nawet tych najspokojniejszych. Często się sprzeciwia rozważa czy zdaniom innych osób. Niegdyś jeszcze jej się nie zdarzyło ocieniać ludzi i wilków po pierwszym spotkaniu. Jest też ciekawska i ukazuje wszystkim szacunek, nawet gdy tym kimś jest jej wróg.
Cechy szczególne: Czarne plamy na ciele które wyglądają jak by się miały stopić
Status: Epsilon
Stanowisko: Negocjator
Partner/Partnerka: Ehrendil
Rodzina: Nienawidzi jej, przez co nie chce o niej wspominać..
Przyjaciele: Na razie nikt..
Rasa: Wilk Chaosu
Żywioł: Mrok
Moce:
-Dzięki żywiołowi może rozsadzić połowę większej polany
-Może stwarzać innym koszmary i je przemieniać w strasznie realną iluzję
-Potrafi zmieniać się w cień i przemieszczać dzięki niemu
-Ma możliwość rozmawiania z mrocznymi stworzeniami, takimi jak demony, duchy i inne
-Może się zmieniać w człowieka co jest mocą genetyczna w jej rodzinie
W ciąż się uczy żeby mieć więcej możliwości robienia innym na złość.
Inne:
-Dość że jest waderą to uważała się za basiora, i może się jej to jeszcze zdarzyć
-Jest dwa razy wyższa od lisa, ale wciąż jest mniejsza od przeciętnego wilka
-Ma kota o imieniu Echo, który ma nietoperze skrzydła, rubinowe oczy i jest wielkości tygrysa
-Jest panseksualna, ma też ptaka o imieniu Pumpkin
-Uwielbia wszystko co jest kwaśne lub słodkie
-Ma problemy z powstrzymaniem się od robienia innym na złość gdy ma na to okazję
Lubi: Noc, ciemne pomieszczenia, rysować, zwiedzać nowe miejsca, grać na elektrycznej gitarze, targować i negocjować
Nie lubi: Jak jest ciepło, NIENAWIDZI gdy ktoś się do niej zwraca jak do wadery bez wcześniejszego pozwolenia
Historia: 1 2 3
Sterujący: Mini84
Galeria:

Ekwipunek: Naszyjnik Zmiany Postaci. Elektryczna gitara i przedmioty do rysowania. Jest tam też torba która pomieści wszystko
Sakwa: 370 ZM
Umiejętności: Szybkość: 35
                        Siła: 15
                        Zwinność: 30
                        Wytrzymałość: 20

Punkty Awansu: 60 / 400
Upomnienia: 0/3

niedziela, 20 września 2015

Od Twelve'a CD. Zera

Twelve postanowił nie wdrążać się w rozmowę z Zerem, bo i tak nic dobrego by z tego nie wyszło, a i nie znalazłyby się żadne korzyści.
W tym samym czasie przez ulice miasta toczył się powoli bogato zdobiony powóz, którym cieszyć się wolno było tylko bogatym ludziom. W tym przypadku starej hrabinie i jej czterem potomkom. Młodemu lekarzowi, który zbił fortunę, lecząc ludzi, panu Edwardowi Cartwright'owi. Bystremu pisarzowi, Williamowi, niestety jemu aż tak się nie powiodło w pieniężnych sprawach, wprawdzie napisał mnóstwo dobrych książek, ale nikt nie postanowił sponsorować młodszego z braci. Najstarszej z całego rodzeństwa, Isabelli Cartwright, kobiecie interesu, prowadziła wielką firmę krawiecką, której ostatnio coś ubyło finansów. Oraz najmłodszej damy, zamężnej pani Angelinie Vane, nauczała w szkole podstawowej we Francji, lecz postanowiła wrócić na kilka dni do ojczyzny, aby odwiedzić starą matkę.
Nie będę mydliła Wam oczu, cała czwórka łasiła się na mamonę hrabianki, a ponieważ była już stara, liczyli, że w najbliższym czasie dostaną to, na co zasługują.
- Matko, mam do ciebie drobną sprawę - odezwał się młodszy z braci, William, pewny siebie i rozbrykany dwudziestolatek. - Widzisz... moja książka nie bardzo ma powodzenie wśród wydawców, więc byłbym wdzięczny, gdybyś użyczyła mi trochę pieniędzy - uśmiechnął się uroczo, na co hrabina zareagowała prychnięciem.
- Dostaniesz swój przydział po mojej śmierci, teraz musisz poradzić sobie sam - odparła sucho dama.
- Ależ matko! Nie rozumiesz? Ta książka jest świeża! Chcę się nią zająć TERAZ - warknął młody mężczyzna.
- A ty nie rozumiesz, że musisz poczekać?! - zezłościła się pani Cartwright, uderzając swoją laską o podłoże powozu.
- Po co czekać, skoro te pieniądze i tak będą moje? A poza tym, jeśli będziesz taka uparta mamo... - przerwał w tym momencie - ...to prędzej czy później ktoś cię sprzątnie - rzucił zdenerwowany.
- Ach, dziękuję ci, synu za ostrzeżenie, ale umiem o siebie zabrać, a teraz milcz, tlen marnujesz! - staruszka spiorunowała Williamia zimnym, meduzowym wzrokiem.
W tym momencie wszyscy odwrócili wzrok. William zaczął udawać, że za oknem dzieją się wielce interesujące rzeczy, Isabella czytała gazetę, Angelina bawiła się rękawiczką, zaś Edward grzebał w swojej lekarskiej torbie.
Hrabina w końcu zirytowana nakazała zatrzymać powóz i z pomocą powożącego wsiadła. Przeszła kilka kroków, po czym... padła na ziemię.
Twelve przechodził akurat obok, więc deczko zainteresowanych sprawą podbiegł do kobiety i zaczął nawoływać do niej. Lecz nie uzyskawszy odpowiedzi, sprawdził puls. Pani Cartwright umarła.

<Zero?>

Od Toxic'a CD. Shiry

-Mogę tylko złagodzić ból i usunąć "skutki uboczne" jeżeli jakies są
Odpowiada na pytanie Shi i pomaga jej sie utrzymać na nogach.
-To w takim razie to zrób..
Jak powiedziała tak zrobiłem i odsunąłem sie od wadery. Widać było ze sie czuje lepiej, ja natomiast czułem sie trochu zmęczony po używaniu tej mocy. Wszystkie inne moce mogę używać prawie ze bez granic, a po tej sie mecze jak nie wiem co. Okropieństwo.
-Skoro sie czujesz lepiej co opowiedz co sie stało i przy okazji kim jest Ivy..
Chciałem wiedzieć o co jej chodzi i z kąd te wszystkie rany. Miałem tylko nadzieje żę to nie ludzie ja tak załatwili. River na to miast siedział spokojnie i w raz ze mną oczekiwał na odpowiedź.

<Shi? River? Czy mówisz o tej Ivy o kturej myśle xd?>

Od Shiry CD. Toxic'a

Poczułam się jakby ktoś wyciągnął mnie z wody i na dzień dobry walnął patelnią w łeb... Usiadłam ciężko. Wzrok mi się trochę rozmazywał więc zmrużyłam oczy marszcząc przy tym brwi, zobaczyłam sylwetkę szaro-zielonego wilka i otworzyłam oczy z niedowierzaniem.
- Ivy?!- usłyszałam śmiech kawałek dalej. Za to wilk którego wzięłam za moją przyjaciółkę prychnął najwyraźniej urażony
- Czy ja wyglądam jak dziewczyna?- spytał
- E.. Toxic? Co się stało?- spróbowałam wstać, ale w tym momencie poczułam ból w boku i zorientowałam się że mam czymś posklejane futro... Krew?
- Ty mi powiedz. I kto to Ivy?- Wzrok pomału wracał mi do normy
- Nie ważne... a ty mi powiedz kto TO jest- wskazałam nieznajomego basiora. Nie lubię nowych... Ten tylko wyszczerzył się do mnie radośnie
- River, jest u nowy. Wiedziałabyś o tym gdybyś mniej biegała jak oszalała a bardziej zainteresowała się tym co tu się dzieje...- przewróciłam oczami na słowa Toxica
- Nie matkuj mi tu... - mruknęłam podnosząc się z ziemi, starałam się to zrobić powoli ale i tak lekko się skrzywiłam- Pewnie nie potrafisz leczyć czegoś takiego?

<Eeee? Toxic? River? Nie mam weny...>

środa, 16 września 2015

Od Nirvany CD. Toxic'a

Spokojnie to tylko ja... - odpowiedziałam basiorowi
- Uff...Nir... - powiedział spokojnie
- Masz ochotę się gdzieś przejść? - zapytałam po chwili ciszy
- Czemu nie,może nad ten miejscowy wodospad? - uśmiechnął się
- No pewnie!
Wstałam i zachęciłam basiora gestem łapy do wstania z miejsca.
Ruszyliśmy w stronę wodospadu.
Gdy dotarliśmy na miejsce bez słowa wskoczyłam do wody.
- Wchodzisz? - uśmiechnęłam się oczekując na reakcję
- ...

<Toxic?>

środa, 9 września 2015

Od Zera CD. Twelve'a

Pohamowałem chęć przewrócenia oczami.
- Zero coś ci mówi? - spytałem. Twelve zmrużył oczy jakby szukał podobieństwa. I chyba znalazł, bo w jego oczach błysnęło zrozumienie. 
- Miło poznać - stwierdził chłodno i wyszedł z księgarni. Przez chwilę patrzyłem za nim. Westchnąłem i podążyłem za nim. Nie miałem lepszego zajęcia. Kopnąłem w kamień, który potoczył się z łoskotem po bruku i wlepiłem wzrok w plecy Twelve'a. A znając moje szczęście zacznie mu to przeszkadzać...

<Twelve? Prowadź>

niedziela, 6 września 2015

Od Twelve'a CD. Zera

Dotarłszy do miasta, postanowił jednak w pierwszej kolejności zajrzeć do księgarni, aby sprawdzić czy sprowadzono pożądaną przez niego książkę. Męczył się ze znalezieniem akurat tego tomiku o prawach fizyki, już koło roku gania za nią po przeróżnych sklepach, ale za każdym razem ktoś go uprzedza. Ma strasznego pecha.
- Dzień dobry - mruknął na powitanie tak, aby zachować przynajmniej pozory, że jest gentlemanem i zna zasady dobrego wychowania. W pewnym czasie pochłonął mnóstwo książek o savoir-vivrze, więc wiedział jak się zachować w towarzystwie arystokracji, monarchii, szlachty czy przeciętnych mieszkańców żyjących tuż obok niego. Ale mimo wszystko bardzo rzadko okazywał jakiekolwiek oznaki znajomości etykiety. Wolał ignorować wszystkich i uchodzić za niewychowanego, niż udawać, że ma ochotę na niekończące się rozmowy. Wolał obojętnie przechodzić wśród tych wszystkich korytarzy dusz, więc nie zauważył, że tuż obok niego przebywa inna żywa istota. Mniej więcej przez to trochę się zdziwił, kiedy usłyszał swoje imię.
- Słucham? - podniósł głowę znad książki. - Pardon, czy my się znamy, monsieur? - rzekł ozięble, lustrując od stóp do głów mężczyznę z rękawami tatuaży. Wyglądem był zdecydowanie charakterystyczny i wyróżniający się z tłumu. Brązowe, ułożone niedbale włosy ciężko opadały na krwistoczerwone oczy przepełnione powagą. Tuż pod jego dolnymi powiekami zaczynały się dwa długie tatuaże przecinające policzki aż do lowbretów pod wargami. W uszach zaś pobłyskiwały standardowe kolczyki oraz helixy. Można śmiało powiedzieć, iż jego zewnętrzna warstwa została zbudowana na przykładzie "twardziela".
- Z kim mam przyjemność? - zapytał ni stąd, ni zowąd.

<Zero? Poukładam sobie mniej więcej ten zarys zbrodni i przystąpimy do działania. xddd>

sobota, 5 września 2015

Od Toxic'a

Leżałem przy jeziorze znanym nam wszystkim i oglądałem chmury. Były w rożnych krztaltach. Nie kture nawet przypominały jakieś stworzenia, istniejące i wymyślone. Patrzenie w gore daje mi motywacje do tworzenia rożnych przedmiotów. Ale dziś mi sie nie chciało. Wciąż leżałem i oglądałem chmury, aż pod koniec usnęłem.
---
Usłyszałem jakiś szelest. Obudziłem sie i rozciągłem. Zaczęłem następnie rozglądać do okoła co to mogło być. Nic nie widziałem ale słyszałem i po chwili też poczułem zapach tego czegoś. Pewne było że to ktoś z naszej watahy. Jak rozpoznałem zapach postanowiłem sie rozluźnić i usiąść.
-Kto tam jest?
Zapytałem spoglądając na krzaki z których dźwięk i zapach dochodził.

<Ktoś?>

Od Toxic'a CD. Shira

Nic dzis sie nie działo. Dzien zaczęłem kłótnia z Alis a nastepnie przyleciała Shi i omal nam do gardeł nie wlazła, a w ogóle do niej sie nie odezwalismy. To było podejrzliwe wiec postanowiłem za nią pójść, ale jak zobaczyłem że kieruje sie w stronę miasta to zrezygnowałem. Czekałem aż wybiegnie. W międzyczasie przeszedłem sie, przywitałem sie z Twelve ktury cos pisał. I nastepnie znalazłem nowa osobę: River'a. Zaczęliśmy ze sobą rozmawiać i po chwili pojawiła sie Shi zza krzaków. Miała pzebity bok, a gdy sie zatrzymała to patrzyła na nas szaleńczym wzrokiem cieżko dusząc.
-Shir? Wszystko w porządku?
Zapytałem, ale ona nie odpowiedziała. Postanowiłem sie do niej zbliżyć. Jak byłem dość blisko to szepłem jej do ucha:
-Shi, obudź sie
Widać było ze słyszy, bo spojrzała na mnie. Dalej miała ten szalony wzrok, jakby ja cos opętało. Cofnąłem sie o kilka kroków i patrzyłem na Shi. Widziałem jak krew jej kapie jak i z pyska tak i z boku. Widać było że sie biła. Jeżeli sie nie mylę to z ludźmi. Patrzyłem na Shi nie wiedząc co zrobić. Nastepnie spojrzałem na River'a.
-I co teraz?
Zapytałem zaniepokojony stanem Shir. Patrzyłem sie w oczy River'a z nadzieja ze ma jakiś pomysł.

<River? Shira? Sry ze długo ale internet nie chciał mi się włączyć,,>