Spędzałem sobie ten jeden z ostatnich dni zimy w jaskini. Nie miałem zamiaru wychodzić, ale skoro śnieg za nie długo zniknie, to postanowiłem jeszcze się przejść. Wychodząc dostrzegłem jakiegoś wilka szukającego czegoś w śniegu. Z tego co kojarzę to osobiście jej nie znałem, ale należała do watahy. Było to pewne. Podszedłem do niej i się przywitałem.
-Cześć
Wadera się wystraszyła kiedy usłyszała mój głos. Nie miałem jej wystraszyć ale najwyraźniej mnie ledwo teraz zauważyła.
<Lena?>
piątek, 18 marca 2016
czwartek, 17 marca 2016
Od Raven'a CD. Toxic'a
Wszedłem do sąsiedniego pomieszczenia i przymknąłem drzwi. Tu było jeszcze ciemniej, ale potrafiłem rozróżnić kształt powykrzywianego czegoś kulącego się na środku zagraconego pomieszczenia. Wziąłem głębszy oddech próbując zidentyfikować owe stworzenie. Jeśli mam być szczery śmierdział stęchlizną i rozkładem. Słodki, ale średnio przyjemny zapach. W dodatku wyglądało to jak niemal biała, powykręcana i zniszczona imitacja człowieka. Ohydztwo patrzące swoimi pustymi, mętnymi oczami w kolorze zakrzepłej krwi wprost na mnie. Po kręgosłupie przeszedł mi dreszcz. Nagle dziwa istota zerwała się z ziemi i skoczyła na mnie ścinając mnie z nóg.
- Jest tam coś z prawej? - usłyszałem głos Toxic'a.
- Ymmm... Nie, nie. Niezbyt - odpowiedziałem mocując się z bestią próbującą wydrapać mi oczy.
W końcu udało mi się kopnięciem odrzucić to na drugą stronę pomieszczenia i zerwać się z ziemi do kucania. Czas zacząć łowy. Odczekałem aż bestia pozbiera się z ziemi i znowu na mnie ruszy. Wtedy ja też wyszedłem jej na przeciw. Ominąłem wymierzone we mnie kończyny i zacisnąłem palce na chudej szyi tego czegoś. Rozległ się cichy trzask i stworzenie padło martwe na ziemię. Podniosłem się, poprawiłem ubranie i jakby nigdy nic wyszedłem z pokoju zamykając za sobą drzwi.
- A ty coś znalazłeś? - spytałem od niechcenia strzepując kurz z kurtki,
<Toxic?>
środa, 16 marca 2016
Od Vestarii CD. Venom'a
- Nigdy! - warknęłam podchodząc do niego tak blisko jak się dało nadal patrząc na niego wzrokiem mordercy - Posłuchaj mnie uważnie idioto - wycedziłam przez zęby - Powiem to bardzo wolno, bo widzę, że nie łapiesz. Idź być kretynem gdzie indziej, jasne?!
- Ymmm... Nie -uśmiechnął się szeroko.
- Ugh... Debil - rzuciłam kontynuując ucieczkę od niego.
Czemu ten całkiem niezły dzień musiał zostać zniszczony przez tego niedorozwoja?! No czemu? W końcu zerwałam się do biegu. Może teraz da mi spokój? Pobożne życzenie, które nie miało szansy się spełnić. A przynajmniej dopóki się porządnie nie odbiłam i nie wylądowałam na gałęzi drzewa jako człowiek. Wspięłam się wyżej i usiadłam sobie oparta plecami o pień.
- Jeśli tu wleziesz zasadzę ci takiego kopa, że przez tydzień nie siądziesz na dupie - zagroziłam widząc wyraźnie zamiary basiora.
<Venom?>
- Ymmm... Nie -uśmiechnął się szeroko.
- Ugh... Debil - rzuciłam kontynuując ucieczkę od niego.
Czemu ten całkiem niezły dzień musiał zostać zniszczony przez tego niedorozwoja?! No czemu? W końcu zerwałam się do biegu. Może teraz da mi spokój? Pobożne życzenie, które nie miało szansy się spełnić. A przynajmniej dopóki się porządnie nie odbiłam i nie wylądowałam na gałęzi drzewa jako człowiek. Wspięłam się wyżej i usiadłam sobie oparta plecami o pień.
- Jeśli tu wleziesz zasadzę ci takiego kopa, że przez tydzień nie siądziesz na dupie - zagroziłam widząc wyraźnie zamiary basiora.
<Venom?>
Od Zero CD. Nirvany
- No ale co...?! - spytałem, ale już nie słuchała. Biegła dalej jakby od tego zależało jej życie. Może w pewnym sensie zależało, a ja mam zamiar to sprawdzić. Czyli jedyną opcją było dogonienie jej. Żaden problem.
- Nir?! Gdzie tak pędzisz? Co się stało?! - spytałem kiedy się z nią zrównałem.
- Mama - rzuciła tylko jakimś cudem jeszcze przyspieszając.
Już nie pytałem. Zmarszczyłem brwi biegnąc za nią. Po chwili byliśmy już na miejscu.
- Powiedz mi w końcu - zażądałem.
<Nirvana?>
- Nir?! Gdzie tak pędzisz? Co się stało?! - spytałem kiedy się z nią zrównałem.
- Mama - rzuciła tylko jakimś cudem jeszcze przyspieszając.
Już nie pytałem. Zmarszczyłem brwi biegnąc za nią. Po chwili byliśmy już na miejscu.
- Powiedz mi w końcu - zażądałem.
<Nirvana?>
Od Toxic'a CD Raven'a
-Wiesz, a przez moje całe życie myślałem że jestem płci męskiej
Stwierdziłem i zszedłem do piwnicy. Oczywiście pierwsze co się dzieje to to że moje oczy przyzwyczajają się do ciemności. Następnie dostrzegłem stos przedmiotów który prawdopodobnie wstrzymywał klapę, tak zgaduje widząc ją na szczycie przedmiotów. Następnie skierowałem wzrok w lewo i dostrzegłem piękną dawną szafę z książkami. Poszedł w jej stronę i zacząłem przeglądać książki. Większość była o tym jak stworzyć lub zrozumieć mechanizmy, albo jakieś inne fakty.
-Jest tam coś z prawej?
Rzuciłem przez plecy, nie mając zamiaru się odwracać. Kontynuowałem przeglądać najniższą półkę. Dostrzegłem taką jedną odmienną, która wydawała się biała, ale nie byłem pewien bo było za ciemno by widzieć jakiego kolory jest reszta książek. Kiedy sięgałem ręką po tą białą książkę, usłyszałem jakieś stworzenie za mną. Prawdopodobnie było po stronie Raven'a.
<Raven?>
Stwierdziłem i zszedłem do piwnicy. Oczywiście pierwsze co się dzieje to to że moje oczy przyzwyczajają się do ciemności. Następnie dostrzegłem stos przedmiotów który prawdopodobnie wstrzymywał klapę, tak zgaduje widząc ją na szczycie przedmiotów. Następnie skierowałem wzrok w lewo i dostrzegłem piękną dawną szafę z książkami. Poszedł w jej stronę i zacząłem przeglądać książki. Większość była o tym jak stworzyć lub zrozumieć mechanizmy, albo jakieś inne fakty.
-Jest tam coś z prawej?
Rzuciłem przez plecy, nie mając zamiaru się odwracać. Kontynuowałem przeglądać najniższą półkę. Dostrzegłem taką jedną odmienną, która wydawała się biała, ale nie byłem pewien bo było za ciemno by widzieć jakiego kolory jest reszta książek. Kiedy sięgałem ręką po tą białą książkę, usłyszałem jakieś stworzenie za mną. Prawdopodobnie było po stronie Raven'a.
<Raven?>
wtorek, 15 marca 2016
Od Zero CD. Toxic'a
- Dowiecie się w swoim czasie - odpowiedziała miękko i po prostu rozpłynęła się w powietrzu. Westchnąłem siadając pod ścianą.
- A tobie co?
- To zdecydowanie nie jest mój dzień. Najpierw spadłem z drugiego piętra, teraz spopieliłem pokój... Chcę spaaaać... - ziewałem.
- Świetny moment - skomentował Toxic.
- I tak stąd na razie nie wyjdziemy. Mogę się zdrzemnąć.
- To średnio bezpieczne, ale skoro chcesz możesz chyba trochę odpocząć. Ja poszukam w tym czasie wyjścia.
- Dzięki - mruknąłem zmieniając się w wilka i układając na ziemi. - Kolorowych koszmarów...
Zamknąłem oczy.
- A tobie co?
- To zdecydowanie nie jest mój dzień. Najpierw spadłem z drugiego piętra, teraz spopieliłem pokój... Chcę spaaaać... - ziewałem.
- Świetny moment - skomentował Toxic.
- I tak stąd na razie nie wyjdziemy. Mogę się zdrzemnąć.
- To średnio bezpieczne, ale skoro chcesz możesz chyba trochę odpocząć. Ja poszukam w tym czasie wyjścia.
- Dzięki - mruknąłem zmieniając się w wilka i układając na ziemi. - Kolorowych koszmarów...
Zamknąłem oczy.
Od Ehrendila CD. Sorrow
Sięgnąłem i przywróciłem wodzie normalną temperaturę. Obróciłem mydło w rękach patrząc kątem oka na Sorrow. Czekała na to co zrobię. Niech czeka. Zacząłem się myć, ku wyraźnemu zaskoczeniu Sorrow. Widać tego się nie spodziewała. I dobrze. Uśmiechnąłem się pod nosem. Na spokojnie umyłem też włosy.
- To ja będę leciał - oznajmiłem udając, że wychodzę z pod prysznica. Dziewczyna posłała mi zdziwione i troszeczkę zawiedzione spojrzenie. Podszedłem do niej i uśmiechnąłem się. - Żartowałem. Nie mogę nie wykorzystać okazji.
Pocałowałem ją wciągając ją w strumień gorącej wody.
<Sorrow?>
Od Raven'a CD. Toxic'a
- Prywatna korespondencja, swoją drogą żadnych pikantnych treści, sypialnia, pokoik dziecięcy z toną zabawek, rodzinne archiwum zdjęć, czyli nuda... No i stanowczo za dużo kurzu - zdałem relację - No i taka fajna błyskotka.
- Jaka? - spytał tamten podchodząc.
Wyciągałem z kieszeni srebrny, wyglądający na drogi naszyjnik z wielkim błękitnym kamieniem w środku. Obstawiam, że było to Lapis Lazuli.
- Podziwiaj znalezisko - powiedziałem obojętnie lekko kołysząc skarbem przed jego twarzą. Po chwili schowałem naszyjnik z powrotem do kieszeni i poszedłem prosto do drzwi prowadzących do piwnicy. Toxic oczywiście poszedł za mną. Stare drzwi nie chciały się otworzyć.
- To gdzie teraz skoro te drzwi nie chcą puścić? - spytał Toxic
- Ja i tak tam wejdę - oznajmiłem robiąc krok od drzwi.
Wygląda mi na to, że coś je blokuje od środka, więc...
- Apertus - mruknąłem wyciągając rękę w stronę drzwi. Granatowy dym spłynął z mojej dłoni i zniknął w szparze pod drzwiami. Te odskoczyły od futryny, ale nie otworzyły się. Nie tak to miało wyglądać. Podszedłem do drzwi i z całej siły w nie kopnąłem. Usłyszałem, że coś spada na dół, a kilka sekund po tym drzwi dosłownie wyrwane z zawiasów runęły po schodach śladem tamtych przedmiotów. Tak... Jestem dość sporo silniejszy niż norma.
- Panie przodem - ukłoniłem się przepuszczając swojego towarzysza w drzwiach.
<Toxic?>
- Jaka? - spytał tamten podchodząc.
Wyciągałem z kieszeni srebrny, wyglądający na drogi naszyjnik z wielkim błękitnym kamieniem w środku. Obstawiam, że było to Lapis Lazuli.
- Podziwiaj znalezisko - powiedziałem obojętnie lekko kołysząc skarbem przed jego twarzą. Po chwili schowałem naszyjnik z powrotem do kieszeni i poszedłem prosto do drzwi prowadzących do piwnicy. Toxic oczywiście poszedł za mną. Stare drzwi nie chciały się otworzyć.
- To gdzie teraz skoro te drzwi nie chcą puścić? - spytał Toxic
- Ja i tak tam wejdę - oznajmiłem robiąc krok od drzwi.
Wygląda mi na to, że coś je blokuje od środka, więc...
- Apertus - mruknąłem wyciągając rękę w stronę drzwi. Granatowy dym spłynął z mojej dłoni i zniknął w szparze pod drzwiami. Te odskoczyły od futryny, ale nie otworzyły się. Nie tak to miało wyglądać. Podszedłem do drzwi i z całej siły w nie kopnąłem. Usłyszałem, że coś spada na dół, a kilka sekund po tym drzwi dosłownie wyrwane z zawiasów runęły po schodach śladem tamtych przedmiotów. Tak... Jestem dość sporo silniejszy niż norma.
- Panie przodem - ukłoniłem się przepuszczając swojego towarzysza w drzwiach.
<Toxic?>
Od Toxic'a CD Alissy
-Zadałaś dość trudne pytanie wiesz o tym?
Uświadomiłem dziewczynie przeglądając wszystkie słodycze, cały czas rozmyślając co kupić. Alis przyglądała się co będzie moim wyborem. Zatrzymałem się przed statywem z przeróżnymi lizakami. Przyglądałem się im przez chwilę po czym zamknąłem oczy i jednego wylosowałem.
-Ja sobie kupie tego.
Powiedziałem trzymając biało-czerwonego lizaka w ręku. Następnie skierowaliśmy się do kasy i zapłaciliśmy za słodycze.
-To gdzie teraz pójdziemy?
Zapytałem podczas wyciągania lizaka z foli, następnie go wsadziłem do buzi. Był o smaku truskawkowo-waniliowym. Zadowolony swoim wyborem czekałem na odpowiedź dziewczyny.
<Alis?>
Uświadomiłem dziewczynie przeglądając wszystkie słodycze, cały czas rozmyślając co kupić. Alis przyglądała się co będzie moim wyborem. Zatrzymałem się przed statywem z przeróżnymi lizakami. Przyglądałem się im przez chwilę po czym zamknąłem oczy i jednego wylosowałem.
-Ja sobie kupie tego.
Powiedziałem trzymając biało-czerwonego lizaka w ręku. Następnie skierowaliśmy się do kasy i zapłaciliśmy za słodycze.
-To gdzie teraz pójdziemy?
Zapytałem podczas wyciągania lizaka z foli, następnie go wsadziłem do buzi. Był o smaku truskawkowo-waniliowym. Zadowolony swoim wyborem czekałem na odpowiedź dziewczyny.
<Alis?>
Od Venom'a CD Vestarii
W ciąż idąc za Vest miałem na twarzy milutki uśmieszek. Wiedziałem że tylko ją bardziej zezłoszczę, więc na razie sobie odpuściłem śmiech.
-Nie jestem pewien, ale ci nawet podziękuje za te wszystkie wspaniałe przezwiska które mi właśnie nadałaś
Powiedziałem ironicznie, nie tracąc radochy w głosie. Wadera w ciąż szła przed siebie rzucając słowa za siebie.
-Weź spierdalaj, bo nie skończy się to dobrze..
Kontynuowała mi grożenie. Lecz mi to nie bardzo przeszkadzało, bo mój móżdżek pojmuje to co chce. A to że gróźb nigdy nie pojmuje, to nie moja wina.
-Hmm... Dzięki za propozycję ale nie
Vest się jeszcze bardziej zezłościła i w końcu obróciła się w moją stronę warcząc. Jej oczy były wypełnione złością, i jeżeli by mogły to by mnie zabiły.
-Vest, a może by się tak troszku uspokoić?
<Vest?>
-Nie jestem pewien, ale ci nawet podziękuje za te wszystkie wspaniałe przezwiska które mi właśnie nadałaś
Powiedziałem ironicznie, nie tracąc radochy w głosie. Wadera w ciąż szła przed siebie rzucając słowa za siebie.
-Weź spierdalaj, bo nie skończy się to dobrze..
Kontynuowała mi grożenie. Lecz mi to nie bardzo przeszkadzało, bo mój móżdżek pojmuje to co chce. A to że gróźb nigdy nie pojmuje, to nie moja wina.
-Hmm... Dzięki za propozycję ale nie
Vest się jeszcze bardziej zezłościła i w końcu obróciła się w moją stronę warcząc. Jej oczy były wypełnione złością, i jeżeli by mogły to by mnie zabiły.
-Vest, a może by się tak troszku uspokoić?
<Vest?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)