niedziela, 20 września 2015

Od Twelve'a CD. Zera

Twelve postanowił nie wdrążać się w rozmowę z Zerem, bo i tak nic dobrego by z tego nie wyszło, a i nie znalazłyby się żadne korzyści.
W tym samym czasie przez ulice miasta toczył się powoli bogato zdobiony powóz, którym cieszyć się wolno było tylko bogatym ludziom. W tym przypadku starej hrabinie i jej czterem potomkom. Młodemu lekarzowi, który zbił fortunę, lecząc ludzi, panu Edwardowi Cartwright'owi. Bystremu pisarzowi, Williamowi, niestety jemu aż tak się nie powiodło w pieniężnych sprawach, wprawdzie napisał mnóstwo dobrych książek, ale nikt nie postanowił sponsorować młodszego z braci. Najstarszej z całego rodzeństwa, Isabelli Cartwright, kobiecie interesu, prowadziła wielką firmę krawiecką, której ostatnio coś ubyło finansów. Oraz najmłodszej damy, zamężnej pani Angelinie Vane, nauczała w szkole podstawowej we Francji, lecz postanowiła wrócić na kilka dni do ojczyzny, aby odwiedzić starą matkę.
Nie będę mydliła Wam oczu, cała czwórka łasiła się na mamonę hrabianki, a ponieważ była już stara, liczyli, że w najbliższym czasie dostaną to, na co zasługują.
- Matko, mam do ciebie drobną sprawę - odezwał się młodszy z braci, William, pewny siebie i rozbrykany dwudziestolatek. - Widzisz... moja książka nie bardzo ma powodzenie wśród wydawców, więc byłbym wdzięczny, gdybyś użyczyła mi trochę pieniędzy - uśmiechnął się uroczo, na co hrabina zareagowała prychnięciem.
- Dostaniesz swój przydział po mojej śmierci, teraz musisz poradzić sobie sam - odparła sucho dama.
- Ależ matko! Nie rozumiesz? Ta książka jest świeża! Chcę się nią zająć TERAZ - warknął młody mężczyzna.
- A ty nie rozumiesz, że musisz poczekać?! - zezłościła się pani Cartwright, uderzając swoją laską o podłoże powozu.
- Po co czekać, skoro te pieniądze i tak będą moje? A poza tym, jeśli będziesz taka uparta mamo... - przerwał w tym momencie - ...to prędzej czy później ktoś cię sprzątnie - rzucił zdenerwowany.
- Ach, dziękuję ci, synu za ostrzeżenie, ale umiem o siebie zabrać, a teraz milcz, tlen marnujesz! - staruszka spiorunowała Williamia zimnym, meduzowym wzrokiem.
W tym momencie wszyscy odwrócili wzrok. William zaczął udawać, że za oknem dzieją się wielce interesujące rzeczy, Isabella czytała gazetę, Angelina bawiła się rękawiczką, zaś Edward grzebał w swojej lekarskiej torbie.
Hrabina w końcu zirytowana nakazała zatrzymać powóz i z pomocą powożącego wsiadła. Przeszła kilka kroków, po czym... padła na ziemię.
Twelve przechodził akurat obok, więc deczko zainteresowanych sprawą podbiegł do kobiety i zaczął nawoływać do niej. Lecz nie uzyskawszy odpowiedzi, sprawdził puls. Pani Cartwright umarła.

<Zero?>

Od Toxic'a CD. Shiry

-Mogę tylko złagodzić ból i usunąć "skutki uboczne" jeżeli jakies są
Odpowiada na pytanie Shi i pomaga jej sie utrzymać na nogach.
-To w takim razie to zrób..
Jak powiedziała tak zrobiłem i odsunąłem sie od wadery. Widać było ze sie czuje lepiej, ja natomiast czułem sie trochu zmęczony po używaniu tej mocy. Wszystkie inne moce mogę używać prawie ze bez granic, a po tej sie mecze jak nie wiem co. Okropieństwo.
-Skoro sie czujesz lepiej co opowiedz co sie stało i przy okazji kim jest Ivy..
Chciałem wiedzieć o co jej chodzi i z kąd te wszystkie rany. Miałem tylko nadzieje żę to nie ludzie ja tak załatwili. River na to miast siedział spokojnie i w raz ze mną oczekiwał na odpowiedź.

<Shi? River? Czy mówisz o tej Ivy o kturej myśle xd?>

Od Shiry CD. Toxic'a

Poczułam się jakby ktoś wyciągnął mnie z wody i na dzień dobry walnął patelnią w łeb... Usiadłam ciężko. Wzrok mi się trochę rozmazywał więc zmrużyłam oczy marszcząc przy tym brwi, zobaczyłam sylwetkę szaro-zielonego wilka i otworzyłam oczy z niedowierzaniem.
- Ivy?!- usłyszałam śmiech kawałek dalej. Za to wilk którego wzięłam za moją przyjaciółkę prychnął najwyraźniej urażony
- Czy ja wyglądam jak dziewczyna?- spytał
- E.. Toxic? Co się stało?- spróbowałam wstać, ale w tym momencie poczułam ból w boku i zorientowałam się że mam czymś posklejane futro... Krew?
- Ty mi powiedz. I kto to Ivy?- Wzrok pomału wracał mi do normy
- Nie ważne... a ty mi powiedz kto TO jest- wskazałam nieznajomego basiora. Nie lubię nowych... Ten tylko wyszczerzył się do mnie radośnie
- River, jest u nowy. Wiedziałabyś o tym gdybyś mniej biegała jak oszalała a bardziej zainteresowała się tym co tu się dzieje...- przewróciłam oczami na słowa Toxica
- Nie matkuj mi tu... - mruknęłam podnosząc się z ziemi, starałam się to zrobić powoli ale i tak lekko się skrzywiłam- Pewnie nie potrafisz leczyć czegoś takiego?

<Eeee? Toxic? River? Nie mam weny...>

środa, 16 września 2015

Od Nirvany CD. Toxic'a

Spokojnie to tylko ja... - odpowiedziałam basiorowi
- Uff...Nir... - powiedział spokojnie
- Masz ochotę się gdzieś przejść? - zapytałam po chwili ciszy
- Czemu nie,może nad ten miejscowy wodospad? - uśmiechnął się
- No pewnie!
Wstałam i zachęciłam basiora gestem łapy do wstania z miejsca.
Ruszyliśmy w stronę wodospadu.
Gdy dotarliśmy na miejsce bez słowa wskoczyłam do wody.
- Wchodzisz? - uśmiechnęłam się oczekując na reakcję
- ...

<Toxic?>

środa, 9 września 2015

Od Zera CD. Twelve'a

Pohamowałem chęć przewrócenia oczami.
- Zero coś ci mówi? - spytałem. Twelve zmrużył oczy jakby szukał podobieństwa. I chyba znalazł, bo w jego oczach błysnęło zrozumienie. 
- Miło poznać - stwierdził chłodno i wyszedł z księgarni. Przez chwilę patrzyłem za nim. Westchnąłem i podążyłem za nim. Nie miałem lepszego zajęcia. Kopnąłem w kamień, który potoczył się z łoskotem po bruku i wlepiłem wzrok w plecy Twelve'a. A znając moje szczęście zacznie mu to przeszkadzać...

<Twelve? Prowadź>

niedziela, 6 września 2015

Od Twelve'a CD. Zera

Dotarłszy do miasta, postanowił jednak w pierwszej kolejności zajrzeć do księgarni, aby sprawdzić czy sprowadzono pożądaną przez niego książkę. Męczył się ze znalezieniem akurat tego tomiku o prawach fizyki, już koło roku gania za nią po przeróżnych sklepach, ale za każdym razem ktoś go uprzedza. Ma strasznego pecha.
- Dzień dobry - mruknął na powitanie tak, aby zachować przynajmniej pozory, że jest gentlemanem i zna zasady dobrego wychowania. W pewnym czasie pochłonął mnóstwo książek o savoir-vivrze, więc wiedział jak się zachować w towarzystwie arystokracji, monarchii, szlachty czy przeciętnych mieszkańców żyjących tuż obok niego. Ale mimo wszystko bardzo rzadko okazywał jakiekolwiek oznaki znajomości etykiety. Wolał ignorować wszystkich i uchodzić za niewychowanego, niż udawać, że ma ochotę na niekończące się rozmowy. Wolał obojętnie przechodzić wśród tych wszystkich korytarzy dusz, więc nie zauważył, że tuż obok niego przebywa inna żywa istota. Mniej więcej przez to trochę się zdziwił, kiedy usłyszał swoje imię.
- Słucham? - podniósł głowę znad książki. - Pardon, czy my się znamy, monsieur? - rzekł ozięble, lustrując od stóp do głów mężczyznę z rękawami tatuaży. Wyglądem był zdecydowanie charakterystyczny i wyróżniający się z tłumu. Brązowe, ułożone niedbale włosy ciężko opadały na krwistoczerwone oczy przepełnione powagą. Tuż pod jego dolnymi powiekami zaczynały się dwa długie tatuaże przecinające policzki aż do lowbretów pod wargami. W uszach zaś pobłyskiwały standardowe kolczyki oraz helixy. Można śmiało powiedzieć, iż jego zewnętrzna warstwa została zbudowana na przykładzie "twardziela".
- Z kim mam przyjemność? - zapytał ni stąd, ni zowąd.

<Zero? Poukładam sobie mniej więcej ten zarys zbrodni i przystąpimy do działania. xddd>

sobota, 5 września 2015

Od Toxic'a

Leżałem przy jeziorze znanym nam wszystkim i oglądałem chmury. Były w rożnych krztaltach. Nie kture nawet przypominały jakieś stworzenia, istniejące i wymyślone. Patrzenie w gore daje mi motywacje do tworzenia rożnych przedmiotów. Ale dziś mi sie nie chciało. Wciąż leżałem i oglądałem chmury, aż pod koniec usnęłem.
---
Usłyszałem jakiś szelest. Obudziłem sie i rozciągłem. Zaczęłem następnie rozglądać do okoła co to mogło być. Nic nie widziałem ale słyszałem i po chwili też poczułem zapach tego czegoś. Pewne było że to ktoś z naszej watahy. Jak rozpoznałem zapach postanowiłem sie rozluźnić i usiąść.
-Kto tam jest?
Zapytałem spoglądając na krzaki z których dźwięk i zapach dochodził.

<Ktoś?>

Od Toxic'a CD. Shira

Nic dzis sie nie działo. Dzien zaczęłem kłótnia z Alis a nastepnie przyleciała Shi i omal nam do gardeł nie wlazła, a w ogóle do niej sie nie odezwalismy. To było podejrzliwe wiec postanowiłem za nią pójść, ale jak zobaczyłem że kieruje sie w stronę miasta to zrezygnowałem. Czekałem aż wybiegnie. W międzyczasie przeszedłem sie, przywitałem sie z Twelve ktury cos pisał. I nastepnie znalazłem nowa osobę: River'a. Zaczęliśmy ze sobą rozmawiać i po chwili pojawiła sie Shi zza krzaków. Miała pzebity bok, a gdy sie zatrzymała to patrzyła na nas szaleńczym wzrokiem cieżko dusząc.
-Shir? Wszystko w porządku?
Zapytałem, ale ona nie odpowiedziała. Postanowiłem sie do niej zbliżyć. Jak byłem dość blisko to szepłem jej do ucha:
-Shi, obudź sie
Widać było ze słyszy, bo spojrzała na mnie. Dalej miała ten szalony wzrok, jakby ja cos opętało. Cofnąłem sie o kilka kroków i patrzyłem na Shi. Widziałem jak krew jej kapie jak i z pyska tak i z boku. Widać było że sie biła. Jeżeli sie nie mylę to z ludźmi. Patrzyłem na Shi nie wiedząc co zrobić. Nastepnie spojrzałem na River'a.
-I co teraz?
Zapytałem zaniepokojony stanem Shir. Patrzyłem sie w oczy River'a z nadzieja ze ma jakiś pomysł.

<River? Shira? Sry ze długo ale internet nie chciał mi się włączyć,,>

piątek, 4 września 2015

Od Zera CD. Twelve'a

Poszukiwanie zajęcia zapędziło mnie aż do miasta. W końcu tam zawsze się coś dzieje. Wcisnąłem pięści w kieszenie kurtki idąc główną ulicą. Nie zwracałem zbytniej uwagi na to co się działo dopóki nie wpadłem na jakąś kobietę.
- Przepraszam - wymamrotałem, ale mnie nie słuchała. Zdzieliła mnie tylko parasolką po głowie i odeszła oburzona mamrocząc "zboczeniec". Rozejrzałem się niepewnie dookoła, odwróciłem się i wszedłem do pierwszego lepszego sklepu. Konkretniej księgarni. Na chybił trafił wybrałem jakąś książkę i zacząłem ją przeglądać. Nagle zdałem sobie sprawę z tego, że nie jestem sam. Przy ladzie stał znajomo wyglądający chłopak. Tylko że nie bardzo wiedziałem kogo mi on przypomina. Obserwowałem go dalej lekko przekrzywiając głowę do czasu aż się odwrócił.
- Witaj Twleve - postanowiłem zaryzykować.

<Twelve?>

czwartek, 3 września 2015

Od Mary - Historia

Nie pamiętam wszystkich szczegółów ze swojego życia. Niektórym może wydać się to dziwne. No bo przecież..... jak można pamiętać jeden dzień, a drugiego już nie ? Otóż spieszę z wyjaśnieniami. Jestem wilkiem rasy ying-yang. Mam dobrą i złą stronę. Ta druga zaczyna coraz częściej przejmować nade mną kontrolę. Niestety konsekwencje ponoszę ja. I choć nie bardzo obchodziło mnie to, co za karę wymyślały mi wilki, to moje własne sumienie mnie wykańczało. Moją pierwszą ofiarą był najukochańszy wilk, jakiego znałam - Atsu, mój chłopak.
Pewnego dnia wybraliśmy się do starego i opustoszałego budynku, dawno opuszczonego przez ludzi. To właśnie wtedy moja ciemna strona po raz pierwszy przejęła nade mną kontrolę. I właśnie wtedy odkryłam swoją pierwszą moc - to, iż potrafię zabijać jedną myślą. Czasami działam naumyślnie, a czasami kieruje mną instynkt obronny. A wracając do mojej opowieści. Zabiłam mojego partnera, ponieważ zrobił jeden zły krok, posunął się za daleko, a ja zareagowałam natychmiast.
Później, w następnej watasze.zabiłam moją przyjaciółkę. Bez żadnego powodu.
Zabijałam wilki na swojej drodze, aż do Apokalipsy. Zmieniłam się. Mój wygląd zaczął do mnie pasować. Moje futro stało się prawie czarne. Wyrosły mi nietoperze skrzydła, a pazury stały się metalowe.
Ale dzięki temu nauczyłam się odróżniać dwie w\polówki mojego charakteru. Na co dzień jestem miła, pomocna i przyjazna, ale lepiej nie wchodzić mi w drogę, kiedy przejmuje nade mną władzę ta ciemna strona.
I wreszcie. Po długich i krwawych miesiącach podróży dotarłam tutaj. Może uda mi się nie zabić nikogo.