wtorek, 3 listopada 2015

Od Snowbird CD. Ehrendila

Popatrzyłam za odbiegającym chłopakiem. Westchnęłam. Niewiele brakowało. Znów przybrałam swoją normalną postać i wróciłam do jaskini. Postanowiłam zrezygnować z pozostałej mi półgodzinnej przerwy na odpoczynek. Znając moje szczęście znów bym kogoś spotkała.
Dziś był piękny, upalny dzień. Niebo było bezchmurne. Nawet najlżejszy wiatr nie wiał. Leżałam przy wyjściu z jaskini, obserwując świat z cienia. Oczywiście nic się nie działo, ponieważ moja jaskinia znajdowała się na odludziu.
Skoro nie mam dzisiaj nic ciekawego do zrobienia, poćwiczę zaklęcia. Udałam się w głąb jaskini po moje księgi.
Dzisiejszy dzień nie zapowiadał się szczególnie ciekawie.

<Ehrendil?>

Od Ehrendila CD. Snowbird

Narzuciłem sobie dość szybkie tempo. Już po chwili zapomniałem o wszystkim, Liczył się teraz tylko rytmiczny odgłos moich kroków i las który mnie otaczał. Dobiegłem do jakiejś rzeki i zatrzymałem się na jej brzegu. Kucnąłem i napiłem się. Przez chwilę stałem w bezruchu, a potem kontynuowałem przebieżkę. Nawet nie bardzo wiem jakim cudem znalazłem Namidę. Nie mniej zaskoczyło mnie to.
- Racz mi wybaczyć to najście, pani - zatrzymałem się - Nie miałem takiego zamiaru - odwróciłem się żeby wrócić skąd przybiegłem.

<Snowbird? Czy raczej Namido?>

poniedziałek, 2 listopada 2015

Od Snowbird CD. Ehrendila

Siedziałam nad jeziorem, wsłuchując się w szum wiatru, koncert ptaków oraz delikatny plusk wody. Spojrzałam na słońce. Zostało mi tutaj jeszcze pół godziny. Za mało, ale dzisiaj nie miałam ochoty na towarzyskie spotkania. Już od bardzo dawna nie rozmawiałam z nikim, a jeszcze dłużej przez tak długi czas.
Dziwne, bo do wczoraj zastanawiałam się czy w ogóle potrafię mówić.
Wtem usłyszałam czyjaś kroki. Znowu?! Dlaczego akurat ja? Wyszłam tylko na godzinę.
Obcy był coraz bliżej i w ostatnim momencie zdążyłam przybrać formę Szamanki. I wtedy zza drzew wyszedł Ehrendil. 

<Ehrendil?>

Od Ehrendila CD. Snowbird

Po pożegnaniu się z Namidą poszedłem do siebie. Co ciekawe moja jaskinia bardziej przypomina ludzkie mieszkanie niż grotę. A co ważniejsze miałem drzwi. Wyciągnąłem z torby dość masywny klucz i otworzyłem zamek. Oczywiście jasne wnętrze było idealnie czyste. Było tu dużo, bardzo dużo roślin, które lekko łagodziły surowe umeblowanie. No bo jak inaczej nazwać niską pryczę w kącie pomieszczenia zaścieloną wyłącznie jasnobrązową narzutą. Do tego tylko niezbyt duży stół na środku pomieszczenia i kilka krzeseł przy nim. Poza tym miałem tu tylko biurko, szafę i mały regał na książki. Nie było tu ani jednej niepotrzebnej ozdoby.
Zdjąłem z siebie całą broń i strój roboczy i poszedłem pod prysznic. Potem ubrany wyłącznie w luźne, materiałowe spodnie i z mokrymi włosami wziąłem sobie jabłko z misy stojącej w kuchni. Zjadłem je i poszedłem spać.

Wstałem o świcie, ubrałem się i wyszedłem pobiegać. Tak jak codziennie od dwustu lat.

<Snowbird?>

Od Snowbird CD. Ehrendila

Spojrzałam na niego nieufnie.
- Przecież to nic takiego - powiedział, dostrzegłszy mój niepewny wzrok.
Westchnęłam. Może i ma rację.
- Dobrze - powiedziałam cicho i ruszyłam w kierunku jaskini. Po drodze nic nie mówiłam.
Kiedy już doszliśmy do celu, wymieniliśmy się tylko krótkim pożegnaniem i każdy poszedł w swoją stronę. Kiedy byłam już pewna, że jestem sama, powróciłam do swojej normalnej postaci.
Następnego dnia znów wstałam o świcie. Postanowiłam wyjść tylko na godzinę, aby rozprostować łapy. Stwierdziłam, że nie będę zmieniać postaci. O tej godzinie nie powinnam nikogo spotkać. Zresztą to tylko godzina. Jakie mogą być szanse, że kogoś spotkam?
Pierwsze promienie słońca odbijały się od mojego śnieżnobiałego futra. Ruszyłam w stronę jeziora, aby tam spędzić moją godzinę.

<Ehrendil?>

niedziela, 1 listopada 2015

Od Ehrendila CD. Snowbird

Wolnym krokiem ruszyliśmy przed siebie. Przez cały czas prowadziliśmy naszą rozmowę tak, by za dużo nie zdradzać. Ezrealowi Namida przypadła do gustu tak bardzo, że nie miał zamiaru z niej schodzić. Ja również czułem się dobrze w towarzystwie wadery. Tak nam upłynął czas do zachodu słońca.
- Czy uczynisz mi pani ten zaszczyt i pozwolisz odprowadzić się do domu? - spytałem.

<Snowbird?>

Od Snowbird CD. Ehrendila

- Skąd możesz wiedzieć, jaka jestem? Nic o mnie nie wiesz. Nie znasz mnie. Nie możesz wiedzieć czy jestem dobra, czy zła - odpowiedziałam cicho.
W jednej chwili pojawił się przed moimi oczami obraz rodziców. To przeze mnie zginęli. To była koja wina.
- A jednak moja propozycja jest dalej aktualna - odparł
Spojrzałam na niego z ukosa. Jest chyba pierwszą osobą, która nie uciekła i chce ze mną spędzać czas.
Zastanowiłam się nad jego pytaniem. Czy coś ryzykuję? Czy powinnam? W sumie, to tylko spacer. Co może być złego w spacerze?
Skinęłam tylko głową na zgodę. 

<Ehrendil?>

Od Ehrendila CD. Snwbird

- A ja przestraszyłem ciebie, pani. Uznajmy to za rewanż.
Uniosłem wiewiórkę do swojej twarzy i powiedziałem cicho.
- Odrzuć strach przyjacielu, Namida nie zrobi ci krzywdy.
Wiewiórka przez chwilę uważnie obserwowała waderę, a potem wskoczyła na nią. Obserwowałem Ezreala z lekkim uśmiechem.
- Nie możesz być złą osobą, pani. Ezreal trzymałby się z daleka gdyby tak było, a ja wierzę jego osądowi. Masz ochotę pójść ze mną na spacer?

<Snowbird?>

Od Snowbird CD. Ehrendila

Niepewnie podeszłam do malutkiego zwierzątka. Spojrzało na mnie przestraszone. Cofnęłam się spuszczając wzrok.
- Przepraszam.... - powiedziałam cicho
Ehrendil uśmiechnął się.
- Nie masz za co przepraszać.
- Mam - powiedziałam cofając się jeszcze o krok - przestraszyłam go.

<Ehrendil?>

Od Ehrendila CD. Snowbird

- Namiada... - powtórzyłem - Piękne masz imię, pani.
Widać było, że wadera szuka drogi ucieczki. Trochę przykro, że nie chce ze mną rozmawiać. Nagle z drzewa prosto na moją głowę zeskoczyła ruda wiewiórka. Puchaty ogon zasłonił mi widok.
- Witaj Ezrealu - ściągnąłem zwierzątko z twarzy i delikatnie pogłaskałem. Wiewiórka wtuliła pyszczek w moją dłoń. Spojrzałem na waderę lekko rozbawiony.
- Namido. Oto jest Ezreal.

<Snowbird?>