niedziela, 6 marca 2016

Ramphilla

Anuriti by Hioshiru
"Nie znam dobrze roli, którą gram. Wiem tylko, że jest moja, niewymienna."


Imię: Ramphilla (czyt. Ramfija)
Skróty: Ram, Ramp, Ramph, Phill, Philla… takie imię można zdrabniać w nieskończoność!
Przezwisko: W niektórych kręgach znana jest pod pseudonimem Książę, choć nowi znajomi raczej tak się do niej nie zwracają. Często wołają na nią Lira, Piórko, Włóczęga lub Pacynka.
Głos
Płeć: To trochę trudny temat. To znaczy, Ramp jest samicą, a jakże! Tyle, że nie każdy tak uważa. Nie wiedzieć czemu, ale wiele wilków bierze ją za basiora (zarówno ze względu na wygląd, jak i sposób zachowywania się i wyrażania), a ona sama często podaje się za samca i nawet zdarza się, że mówi o sobie w rodzaju męskim. Po części ma to duży związek z jej pasją aktorską, a po części… sama nie wiem z czym.
Wiek: 3 lata
Charakter: Cóż, Ramp jest osobą dość prostą, ale i zarazem trudną do zrozumienia. Nigdy nie ukrywa swoich uczuć (a jeśli już to naprawdę bardzo rzadko), więc wychwycenie ich nie stanowi najmniejszego problemu. Problemem jest jedynie to co wyłapiesz. Bywają dni, kiedy jasno i wyraźnie okazuje to co czuje i bardzo często odbija się to na innych osobach. Jest smutna- płacze; szczęśliwa- śmieje się i bawi; ktoś ją zdenerwował- przeradza się we wredną wiedźmę. Tak to mniej więcej wygląda. Bywa jednak tak, że jej prawdziwe emocje okropnie się mieszają. Dwie, czy trzy jeszcze nie stanowią problemu, zwłaszcza kiedy są do siebie w miarę podobne. Ale kiedy zaskoczenie, miesza się ze szczęściem, strachem, oraz ekscytacją, to naprawdę można się nieźle w tym wszystkim pogubić. Ale cóż, takie są też efekty uboczne niemalże całkowitego oddania się pracy. Nie, Ramp nie jest pracoholiczką, ale po prostu kocha sztukę. Tak, aktorstwo to jej brożka, choć nigdy nie wykorzystuje go do złych celów… no, zazwyczaj. Wadera bardzo wczuwa się w role i potrafi naprawdę świetnie grać. Nawet improwizacja wychodzi jej nadzwyczaj dobrze. Nie wstydzi się nawet większej publiki, pod warunkiem, że nie zostanie postawiona sama na scenie. Ona po prostu ma talent do grania wielu ról i stąd też u niej ta duża sprzeczność emocji. Jednak gdyby pominąć ten jeden fakt, to Ramphilla jest naprawdę wesołą i towarzyską osóbką. Kocha zabawę i szwendanie się gdzie popadnie, nawet jeśli wiele wilków wiąż powtarza, że już dawno powinna z tego wyrosnąć. Niektórzy mają ją za dziecko, inni za dojrzałą i samodzielną waderę. Właściwie to Ramp czasem zachowuje się tak, jakby jednocześnie miała osiem i osiemdziesiąt lat. Bywają dni, kiedy ma ochotę biegać po lasach i wchodzić na drzewa, bawić się w chowanego wśród łanów pszenicy, bądź urządzać ekstremalne tory przeszkód i ślizgawki po zamarzniętych jeziorach. Zdarzają się jednak momenty, w których popada w zadumę lub nostalgię. Najczęściej chodzi wtedy z lekko zwieszoną głową, sprawiając przy tym wrażenie nieobecnej. Nie potrzeba jednak wiele, by na jej pyszczku znów zagościł ten sam wesoły, choć lekko zadziorny uśmieszek. Jej zaletą, ale również i największą wadą jest szczerość. Ramp nie widzi niczego złego w byciu bezpośrednim, dlatego też normalne jest dla niej mówienie wszystkiego prosto z mostu, bez niepotrzebnego owijania w bawełnę. Nie zdziwcie się więc, gdy napotkawszy na swej drodze wampira, podejdzie do niego i jakby nigdy nic krzyknie: „Stary! Ale ekstra kły!”, albo odezwie się do jednookiego wilka: „Ło, rany! Masz tylko jedną gałę!”. Brak wychowania? Cóż, może po części również, ale dla niej takie zachowanie jest zupełnie normalne. Czasem jest trochę zbyt łatwowierna i bywa, że za bardzo przywiązuje się do innych. Nie jest jednak ani tępa, ani nieświadoma zagrożenia. Ona po prostu tak ma i tyle. Jest przedstawicielką młodego pokolenia buntowników i pociąga ją właściwie wszystko, co niedozwolone, lub karalne. Ogólnie to całkiem ekscentryczna z niej osóbka, do której trzeba po prostu przywyknąć. Do niej, jak i do tych wszystkich zagrań aktorskich i wczuwania się w role
Cechy szczególne: To wilczyca raczej średniego wzrostu, a na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się niczym specjalnym spośród tłumu. No, pod warunkiem, że znajduje się w tłumie panów. Cóż, Ramphilla ma raczej chłopięcą urodę. Mimo swojego wieku wygląda bardziej jak uroczy młodzian, niż śliczna dziewczyna… właściwie to w ogóle nie przypomina dziewczyny, nie ważne jakiej. Nie powiem jednak, by specjalnie jej na tym zależało. Dzięki temu może przecież grać więcej ról! A to się liczy najbardziej. Jej futro jest dość specyficznego koloru, ni to czarny, ni granatowy. W oczy rzuca się silnie niebieski grzbiet, ogon i włosy, które z tyłu są znacznie dłuższe niż z przodu. Ma błękitne oczy i nos. Jedynie jej białe uszy wyróżniają się barwą wśród burzy niebieskich kudłów. Coś jeszcze? A, jej pazurki też są błękitne, choć Ramphilla sama nie wie dlaczego.
Status: Omega
Stanowisko: Muzyk
Partner: Jeszcze nie, jeszcze nie, ale może znajdzie się! No dobra, sytuacja wygląda mniej więcej tak. Pomińmy fakt, że gdy ktoś poruszy przy niej ten temat, Ramph odpowiada sarkastycznie, teatralnie wczuwając się w rolę „Czekam na swojego księcia z bajki!”. W rzeczywistości nie wie, czy na kogoś czeka, czy nie, szuka, czy też może woli być szukana. Nigdy się nad tym nie zastanawiała, ale do dojrzałych związków to ona na pewno się nie nadaje.
Rodzina: Oho! Ile tego jest! Ramphilla urodziła się w dość sporej watasze, którą zamieszkiwali wszyscy członkowie jej rodziny. Mnóstwo braci, sióstr, oraz kuzynów, nie wspominając już o wujostwie pociotkach, dziadkach i dalszych krewnych. Wszyscy plątali się wszystkim pod nogami, młodsi zawracali głowę starszym, a rówieśnicy szukali towarzyszów do przygód i długich wypraw. Każdy znał się z każdym, choć wiele wilków plątało się w swoich korzeniach rodzinnych i nie wiedziało nawet kto jest ich ojcem (bo matka zawsze jest pewna). Zamieszanie, chaos i paraliż totalny… ale i tak było wesoło.
Przyjaciele: Zaskakująco szybko nawiązuje relacje z nowopoznanymi osobami, choć ciekawe jest to, że prawdziwych przyjaciół ma stosunkowo niewiele. Poza tym, Ramph potrafi nie tylko szybko zdobyć znajomych, ale równie sprawnie zniechęca do siebie obcych, przez co ma tyle samo wrogów, co sojuszników.
Rasa: Jest mieszanką Wilka Muzyki, oraz Wilka Elektryczności. Nie wykluczone, że w jej żyłach płynie również domieszka krwi Wilków Słońca, choć to tylko domysły.
Żywioł: Elektryczność
Moce: Ramphilla jest niczym chodząca kulka energii. Można powiedzieć, że promieniuje elektrycznością, przez co przebywanie w jej towarzystwie czasem może stanowić poważne zagrożenie. Wszystko zależy jednak od jej humoru, intencji, albo szczęścia. Potrafi puścić w czyjąś stronę strumień prądu, albo sprawić, że kopnie on kogoś, kto jej dotknął, lub chociażby znalazł się w polu rażenia. Niestety, nie panuje całkowicie nad tą mocą, więc czasem pod wpływem emocji (najczęściej zaskoczenia, złości, lub też ze zwykłej złośliwości) nieświadomie porazi kogoś prądem.
Inne: - Jak już zapewne się domyśliliście, Ramhilla jest urodzoną aktorką. Jednak nie na tym kończą się jej zdolności. Często mówi, że ma artystyczne wykształcenie, choć lepiej odnajduje się w świecie muzyki, niż sztuki. Tak, potrafi śpiewać i grać na gitarze (przeważnie akustycznej, choć na elektrycznej i basowej też umie).
- Nigdy nie przegapiła żadnego zachodu słońca- za bardzo kocha je oglądać, by jej uwadze umknął chociaż jeden z nich.
- Ma pamięć absolutną, co wiele razy przydało jej się do nauki scenariusza, lub pieśni, czy innych tekstów.
- Choć czasem podaje się za basiora i zdarza jej się wychwalać urodę pań, to jest całkowicie heteroseksualna.
-Kiedyś, jeszcze zanim zaczęła występować ze swoją ekipą na scenie i odgrywać przedstawienia, była członkinią rock’owego zespołu Blast i chociaż dalej utrzymuje kontakt z resztą bandy, to sam zespół rozpadł się już dawno temu.
-Lubi opowiadać przeróżne historie i niesłychane opowieści (najczęściej przy ognisku), nie ważne o czym. Ktoś taki, jak Ramphilla potrafi gadać na każdy temat.
-Często porównuje siebie do ognia, choć właściwie to nikt nie wiem dlaczego.
Lubi: Gwiazdozbiory i nocne niebo, oglądać przedstawienia, występować na scenie, grać na gitarze, włamywać się i dla zabawy otwierać zamki wsuwkami.
Nie lubi: Zakazów, ani tego, gdy ktoś próbuje ją pouczać, lub mówić w jaki sposób powinna żyć. Tak, ma w sobie coś z buntowniczki i bardzo nie lubi, gdy ten płomień jest przez kogoś gaszony.
Historia: [LINK]
Sterujący: Annabeth
Galeria: -

Ekwipunek: Mnóstwo scenariuszy, przeróżne teksty i wiersze, znajdzie się gdzieś kilka ołówków, kredek i może jakieś pióro, gdyby nagle naszło ją na pisanie. Zawsze nosi ze sobą skórzany brulion, z którym nigdy się nie rozstaje, a do tego jeszcze odtwarzacz mp3, niewielki nóż sprężynowy oraz scyzoryk (raczej służą jej do rzeźbienia w drewnie, niż do odstraszania) i całkiem niezła kolekcja wsuwek, choć nie korzysta z nich, by spinać włosy.
Sakwa: 180 ZM
Umiejętności: Szybkość: 40 
                        Siła: 15 
                        Zwinność: 30 
                       Wytrzymałość: 15
Punkty Awansu: 80/200
Upomnienia: 0/3

Od Raven'a CD. Toxic'a

Przepchnąłem się obok chłopaka i wszedłem do środka. Widać było, że dom jest opuszczony, ale nie zdemolowany. Panował tu względny porządek, oczywiście pomijając tonę kurzu i pajęczyn absolutnie wszędzie. Odetchnąłem głęboko i kichnąłem. Przez ten kurz niczego nie wyczuję.
- Na zdrowie... - usłyszałem za sobą.
Odwróciłem głowę patrząc na Toxic'a przez ramię. Powoli skinąłem mu głową.
- Grazie.
- Przerzuciłeś się na włoski? - spytał marszcząc brwi - Możesz przestać?
- Nessuna problema.
Chłopak przewrócił oczami i westchnął.
- Nieważne.
- Spodobały mi się Włochy w dobie renesansu. I tyle - mruknąłem unosząc jeden kącik ust w górę.
- Czyli umiesz jednak mówić normalnie? Zaskoczyłeś mnie.
- Nie wysilaj się złociutki. - parsknąłem. - Tylko sobie szkodzisz.
Poprawiłem swoją skórzaną kurtkę i strzepnąłem z niej jakieś pyłki, a potem kompletnie ignorując Toxic'a poszedłem na piętro. Mam zamiar zbadać cały dom z góry na dół.

<Toxic?>

sobota, 5 marca 2016

Od Leny CD. Vestarii

No i to by było na tyle. Obstawiam że więcej Vest nie zobaczę. Wzruszyłam ramionami na swoje myśli. Tak już bywa. Mam coś do roboty? Przeszłam się po pomieszczeniu. Nie, nie, nie. Absolutnie nic... O... a to skąd tu się wzięło? Wyciągnęłam zza szafki książkę. Hmm... Nie kojarzę tego. Przewertowałam kilka pierwszych stron. W zasadzie czemu nie? Nic lepszego nie mam do roboty, mogę po prostu czytać. Oh wiem, jestem potwornie nudna. Cóż, nie każdy ma to szczęście by przeżywać niesamowite przygody i ocierać się o śmierć na każdym kroku, by wywalczyć sobie swój happy ending. Nie wiem czy w ogóle chciałabym się w coś takiego bawić. Kiedyś próbowałam. To był złyy pomysł. Rozsiadłam się na łóżku i zabrałam za czytanie. Jeśli można tak to nazwać. Książka nie miała tytułu, do tego była chyba napisana w innym języku. Dlaczego chyba? Bo cześć słów była całkiem zwyczajna, ale niektórych w ogóle nie mogłam zrozumieć. Wygląda na to że zajmie mi trochę czasu ogarnięcie o co chodzi.
Coś mnie obudziło. Kiedy zasnęłam? Sama nie wiem. Przetarłam oczy, co mnie obudziło? Rozejrzałam się. Trochę za ciemno żeby coś zauważyć, więc zaczęłam nasłuchiwać. Przez kilka chwil była cisza. Nagle poczułam jak coś się porusza przy mojej nodze, zanim w ogóle zorientowałam się co to odruchowo wyskoczyłam z łóżka. Uh.... Wyskoczyłam to chyba złe słowo, zważywszy na to że wylądowałam na ziemi zaplątana w prześcieradło. Przy okazji to co mnie wystraszyło także spadło z łóżka z cichym stuknięciem. Telefon... Telefon? Nie mam przecież telefonu... Wpatrywałam się w podświetlony ekran. Jeśli nie jest mój to pewnie Vest. Pewnie będzie chciała go odzyskać. Podniosłam się z ziemi. Dlaczego ktokolwiek miałby pisać lub dzwonić do kogoś o trzeciej w nocy? No cóż. Nie moja sprawa. Odłożyłam telefon na stół. Diabelskie urządzenie... Teraz już raczej nie zasnę. Może spacer? Zmieniłam się w wilka i wyszłam na zewnątrz. Godzinę mogę spokojnie połazić zanim ktokolwiek się obudzi, mam nadzieję. Rano spróbuję się dowiedzieć czy Vest jest jeszcze gdzieś w okolicy.

<Vest? Yup. BRAK pomysłu. Sorry że tyle to trwało>

Od Engel'a - Historia

Co mogę powiedzieć? Moja historia jest dość trudna. Ot, wir kolorowych zdarzeń chaotycznie rozrzuconych w przestrzeni bez najmniejszego ładu i składu. Ciężko będzie to zebrać i przedstawić najważniejsze wydarzenia. No bo co jeśli uznam za ważne wydarzenia wspominania naprawdę nieistotne dla wszystkich poza mną? Podobno jestem artystą. Tacy jak ja mają nieco inne spojrzenie na wszystko. Na świat przyszedłem jako czwarty z szóstki swojego rodzeństwa... Engel ty nudziarzu. Więcej luzu. Wszystko się uda. Musi prawda? No to zacznę od nowa. Zgniotę kartkę z tym szajsem, wezmę nową, głęboki oddech i jedziemy.
A więc tak... Urodziłem się w uroczej, niezbyt dużej watasze zajmującej tylko dolinę pewnej rzeki, której nazwy nie dane mi było pamiętać. Piątka rodzeństwa i oboje rodziców. Raj na ziemi i tak dalej. Wszystko pięknie, żadnych wrogów i niczego co miałoby w jakimkolwiek stopniu skrzywić mi psychikę. Tylko, że czegoś mi tam brakowało. Coś było nie tak. Jakby ta dolina była dla mnie ciut za ciasna. Marzyły mi się podróże, te przygody, i może też odrobina ryzyka czy niebezpieczeństwa. W domu tego nie miałem. Skończyło się na tym, że postanowiłem wyruszyć w podróż. Bez planu i pomysłu, ale ze świadomością, że może już nigdy nie wrócę do domu. Liczyłem się z tym. Ale i tak postanowiłem wyjechać.
Błądziłem po świecie czasami jako wilk, czasami jako człowiek... Odkryłem, że (zabrzmi to melodramatycznie, ale trudno) żyję dla sztuki we wszelkiej postaci. Może z wyjątkiem filmowej, bo to nigdy mnie nie kręciło aż tak bardzo. Wtedy też z paczką ludzkich przyjaciół, bardzo podobnych do mnie założyliśmy nowy ruch nazwany przez nas "Neobohemą". Liczyło się tylko tworzenie, żadnych zleceń, żadnych norm. Nieco kontrowersyjnie się zachowywaliśmy odrzucając wszelkie proste szlaki, utarte przekonania, całą monotonię tego świata, ale za to byliśmy oryginalni. Myśleliśmy o sobie jako o kolorowych ptakach zamkniętych w klatce szarego świata. Dużo się wtedy działo. Czasami niezgodnie z prawem, czasem w zgodzie z nim, ale cały czas wbrew krytyce. Wolny styl, którego bezkompromisowe odrzucenie wszystkich reguł nie podoba się ludziom był jedyną radością. Z czasem jednak coś się popsuło. Nie powiem, żeby było źle. Neobohema nadal żyje, a ja tworzę w myśl jej założeń, ale jednak tamci ludzie... To nie było to. Miło wspominam te półtora roku, ale jednak to zdecydowanie przestało mi leżeć. Może po latach zrobię wielki powrót, ale jak na razie szukam swojej drogi z dala od świata.
No i jestem tu. Daleko od wszystkiego, ale z możliwością wycieczek do miasta. Idealne warunki. Swoją drogą okres Apokalipsy bardzo mi się przysłużył. Sporo wtedy powstało mimo że żyło się trudno. Ale to minęło. Teraz jestem członkiem Watahy Apokalipsy. Pewnie kiedyś znowu wyruszę w świat, ale póki co sprawdźmy co przyniesie czas...
Uff... W końcu. Nikt tego nie przeczyta. Schowanych w szufladzie papierów się nie czyta. No chyba, że jednak mi karzą to oddać. Wtedy pewnie drogi czytelniku zaczniesz się śmiać z mojej głupoty. No... To ten... Chyba już wszystko jest. Mogę zająć się czymś innym. Cześć!
Engel, bez odbioru.

czwartek, 3 marca 2016

Engel

"Łzy nie są oznaką słabości, lecz 
dowodem, że nasze serce nie wyschło i nie stało się pustynią."

Imię: Engel
Skróty: Raczej nie ma, ale zawsze można wymyślić.
Przezwisko: Najczęściej Angel, jedak nic nie stoi na przeszkodzie nadania mu kolejnego tytułu.
Płeć: Basior
Wiek: 3 lata
Charakter: To otwarty na świat i innych basior, który nie boi się mieć swojego zdania. Ba, nawet z dumą obnosi się ze swoją oryginalnością. Ma swoje własne podejście do życia i raczej ciężko go odwieść od tego co sobie ubzdura. Nawet wtedy gdy jest doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że źle myśli. Jest niepoprawnym optymistą. Nie jest głupi. Wie o życiu dość sporo, ale uznaje, że nie ma sensu się przejmować. Odpowiedzialność jest dla niego pojęciem abstrakcyjnym, chociaż kiedy trzeba potrafi się zebrać do roboty. Najefektywniej działa pod presją. Zawsze tak było. Dajmy mu 2 tygodnie na zrobienie czegoś, a on zmarnuje cały dany mu czas i będzie kombinować pod wieczór ostatniego dnia. Jest nieuleczalnym romantykiem i gdzieś tam głęboko w sobie marzy o tej prawdziwej, jedynej miłości swojego życia. Jednak okazuje się, że tacy jak on padają ofiarą wykorzystywania, więc Engel stara się przytępić tę cechę. Przenigdy nie zobaczysz go na oczy jeśli nie będzie wyglądał jak należy. To samo tyczy się jego wilczej i ludzkiej wersji. Chyba tylko na tym polu jest niemal pedantem. Lubi porządek, lecz na jego nieszczęście nie potrafi go długo utrzymać. Ubóstwia obserwować otoczenie. Ludzi, wilki, nawet drzewa i krzaki - wszystko go fascynuje. To bardzo ciekawy świata przypadek, który nie prowadzi do bezpośredniego wścibstwa. Ma bardzo wyczulony zmysł piękna kosztem poczucia moralności. Jednak Engel nigdy w życiu nie zrobi niczego niezgodnego ze swoją całkiem miłą naturą. Jest życzliwy i bardzo towarzyski. Nie znosi ciszy. No chyba, że aktualnie coś tworzy. Wtedy na ogół nie lubi kiedy ktoś mu przeszkadza. W miarę możliwości zawsze pomoże potrzebującym. Czasami, zwłaszcza w kontaktach z płcią piękną, robi się odrobinę nieśmiały. Czasami bywa niezdarny. Uważa się za artystę, ale zbytnio się nie chwali talentem. To chodzący wulkan energii i na ogół dobrego humoru. Na jego twarzy (względnie pysku) niemal zawsze gości wesoły uśmiech, bo znacznie łatwiej mu grać wiecznie zadowolonego niż odpowiadać na pytania z serii "Co się stało?" czy "Nic ci nie jest?". Denerwują go puste słowa czy obietnice, których nie da się spełnić. Uważa, że skoro on jest wobec innych w porządku to inni mogliby chociaż się postarać odwdzięczyć się tym samym. Ma dystans do siebie i reszty życia. Od znajomych z Neo-Bohemy" nauczył się, że warto nie okazywać wszystkich swoich uczuć i lepiej prowadzić rodzaj osobliwej gry. Jednak chłopak i tak stawia na naturalność i dopóki sytuacja tego nie wymaga będzie uparcie "grał" siebie.
Cechy szczególne:Engel jest szczupłym chłopakiem, który nie może się pochwalić jakąś widowiskową rzeźbą ciała. Ot, zwykły, chuderlawy, ale mimo wszystko dobrze wyglądający człowiek o ciężkich brązowych włosach i oczach tego samego koloru. W wilczej wersji ma gładką, lśniącą i ponoć całkiem miękką sierść. Charakterystyczna jest dla niego perfekcyjnie ułożona, brązowa grzywka z niebieskimi końcówkami. Ma dość oryginalny zielony wzór na grzbiecie, łagodnie przechodzącą z zieleni w czerń końcówkę ogona i poduszki na łapach w tym samym kolorze. Poza tym obwieszony jest całą masą różnych ozdóbek (zielone bransoletki z kolcami na tylej łapie i czarna siatka na przedniej, obroża z zawieszką w kształcie rybiej ości, rzemyk na szyi, kolorowe kolczyki w uszach i biały szur na ogonie.)
Status: Omega
Stanowisko: Opiekun szczeniąt
Partnerka: Kiedyś już był zakochany. A potem zdradzony, oszukany i zapomniany. Z dwa albo trzy razy. Engel zdecydowanie nie ma szczęścia w miłości. Co nie oznacza, że przestał szukać. Zrobił się natomiast ostrożniejszy i boi się, że znów go spotka to samo co zwykle.
Rodzina: Mieszka tam gdzieś w świecie i pewnie tęskni.
Przyjaciele: Znalazłoby się kilku, ale nie tu.
Rasa: Wilk Życia
Żywioł: Magia
Moce: - nigdy nie był uzdolnionym magiem, więc nie zna za wiele, a nawet jeśli to i tak z tego nie korzysta.
Inne: - Jest artystą. Cała jego jaskinia dosłownie ocieka zdjęciami, obrazami, wierszami, rzeźbami, muralami, rysunkami i wszystkim innym czego dusza zapragnie.
- Śpiewać i grać na kilku instrumentach też umie (np. gitara, pianino, trąbka, perkusja) i czasami bawi się w DJ albo nagrywa jakieś kawałki.
- Umie robić tatuaże, ale ze sprzętem kiepsko... Za to cosplay'e mu wychodzą.
- Ma swoje małe prywatne studio i pracownię. No i pokój do imprez oczywiście.
- Czasami mówi o sobie "Król zmarnowanych głupio szans". Kilka rzeczy zawalił w swoim życiu i ma to co ma.
- Kiedyś trzymał się z ludźmi tworzącymi tak zwaną "Neo-bohemę", czyli ludźmi starającymi się otworzyć ruch artystyczny który umarł dawno przed Apokalipsą. Jest także jednym z jej założycieli.
- Ogólnie to sporo się u ludzi nauczył, ale odszedł od nich, żeby zaleźć swój własny styl i miejsce w świecie.
- "Angel" jest jego stałym pseudonimem artystycznym, to słowo wraz z pojedynczym piórem są jego znakami rozpoznawczymi w świecie sztuki.
- Marny z niego ścisłowiec i trzyma się z dala od wszelkich takich nauk. Kręci go natomiast filozofia i troszkę historia.
- Jest leworęczny.
Lubi: - Jakoś tak ciągnie go do koloru zielonego i niebieskiego.
- Nie ma nic przeciwko dobrej imprezie ze znajomymi o ile nikt nie zabroni mu robić zdjęć.
- Lubi lilie i zapach wanilii. Smakują mu owoce i nie pogardzi słodkimi przysmakami.
Nie lubi: - Samotności.
- Tego chorego uczucia, kiedy chciałby coś zrobić, ale nie ma bladego pojęcia co.
- Zdecydowanie nie lubi całej tej masy wrednych, aroganckich, czy po prostu "złych" typów.
- Z ładem i porządkiem też mu się nie układa.
Historia: [LINK]
Sterujący: Apocalypse Rider
Galeria: -

Ekwipunek: Tona kredek, ołówków, pędzli, farb, jakieś płótna, deski, kalki, miliony płyt i zdjęć... Ogólnie dużo tego, a wszystko jest bardzo potrzebne.
Sakwa: 170 ZM
Umiejętności: Szybkość: 40
                     Siła: 10
                     Zwinność: 25
                     Wytrzymałość: 25
Punkty Awansu: 70 / 200
Upomnienia: 0/3


Od Toxic'a CD Raven

Nie byłem pewien co myśleć o tym że Raven mnie właśnie nazwał 'Maestro'. Cóż, wzruszyłem tylko ramionami i ruszyłem w kierunku jednego z opuszczonych domów. Nie ważne że byłeś kiedyś w tym mieście czy nie, to i tak otrzymujesz to samo złe przeczucie. I tą samą myśl co zawsze, że nie jesteście tu sami. Próbowałem się skoncentrować na celu. Był to niewielki, całkiem przeciętny, dom. Mieszkała tam pewnie jakaś nie wielka rodzinka. Mam tylko nadzieje że mają piwnice, albo strych, ale najlepiej piwnice. One zawsze są fajne. Jeszcze lepiej jeżeli jest nawiedzony, albo zamieszkany przez stworki. Powoli kierowaliśmy się w stronę domu, przez te pustkowie, które jest opętane. Jak już stałem przed drzwiami to je otwarłem z głośnym skrzypieniem.

<Raven?>

Od Razor CD Sorrow

Przewróciłam oczami i przeszłam w las, zostawiając Sorrow samego. Odwróciłam się. Sorrow nie zmieniła pozycji. Ale stała kilka metrów ode mnie.
- Czego chcesz? - warknęłam.
Sorrow roześmiała się. Czułam w tym jakiś podstęp.
Wybrałam się na długi spacer po lesie. Oczywiście Sorrow szła ciągle za mną. Co chwila coś marudziła i próbowała mnie o coś spytać. Puszczałam to mimo uszu. Chciała wyprowadzić mnie z równowagi za wszelką cenę, jednak ja nie dałam jej tej satysfakcji. Kilka razy próbowała.
- Duży ten las, prawda? - spytała Sorrow.
- No to idź się w nim zgubić! Nie wiem po co nadal za mną łazisz?! - krzyknęłam waderze prosto w twarz, po czym pobiegłam żywym truchtem starając się zgubić Sorrow.

<Sorrow?>

środa, 2 marca 2016

Od Ehredila CD. Sorrow

- Masz względne pojęcie o anatomii? - spytałem wyciągając długi cienki sztylet.
- Chyba...
- No dobrze, ale chyba widzisz po której stronie kości są najbliżej skóry, prawda?
- Widzę.
- Świetnie. To teraz tnij na łapach i wzdłuż klatki piersiowej.
- A ty?
- Ja idę odrąbać temu łeb i sprawdzić do czego się nada - stwierdziłem.
Po pewnym czasie wszystko co było wartościowe leżało ładnie wyczyszczone w worku. Natomiast ja z Sorrow byliśmy cali brudni. Zabrałem sztylety i zaniosłem je do łazienki. Dokładnie je wymyłem i osuszyłem, a potem poszedłem wziąć sobie ciuchy do przebrania.
- Zajmuję prysznic! - usłyszałem Sorrow, a zaraz potem huk zamykanych drzwi. Wróciłem do drzwi.
- Założysz się?! - odkrzyknąłem.
Szybko zabrałem czyste ubrania i z powrotem wróciłem pod drzwi. Przyłożyłem ucho do drzwi i odczekałem aż usłyszę dźwięk lejącej się wody. Cicho otworzyłem drzwi i wślizgnąłem się do środka. Odłożyłem ubrania i rozebrałem się. A potem ostrożnie rozsunąłem drzwi kabiny i wsunąłem się za dziewczynę. Stała tyłem do mnie niczego nie świadoma.
- Umyć ci plecy? - spytałem obejmując ją.

<Sorrow? :3 XD >

Od Vestarii CD. Venom'a

Zmrużyłam oczy. Coś do mnie lazło i wyraźnie to ja byłam głównym powodem tego spaceru. Zgubiło się to czy co?! Przewróciłam oczami przy okazji prostując i składając skrzydła. Nie ma sensu zwiewać. Widział mnie, więc może mnie gonić. Nie mam ochoty kombinować. Zróbmy to po męsku, rzuciłam w myślach szykując się do tego 'przyjemnego' spotkania z bliżej nieokreślonym biało-czarnym czymś o kształcie wilka kilka metrów ode mnie.
- Cześć - rzuciło. Ewidentnie basior. Na 100%. Czarna grzyweczka i uszy jeszcze większe niż moje. Z pewną zazdrością zmierzyłam kolczyki ww jego uszach. Niby mam swoje, ale moje są takie no... inne. Odrzuciłam na na bok swoje czaro-czerwone kudły i zmierzyłam przybysza chłodnym wzrokiem.
- Czego? - warknęłam na niego.
- Chciałem się przywitać...?
- To coś ci się popierdoliło.
- Nie wydaje mi się - uśmiechnął się - Jestem Venom, a ty?
- Wal się - odsunęłam się od niego na bezpieczną odległość.
- Oryginalnie 'Wal się' - wyszczerzył się - A tak na serio?
- Wydupiaj - warknęłam.
- Coś ci zrobiłem? - zrobił zdziwioną minę. Przybrałam jeszcze groźniejszą minę patrząc na niego spod byka.
- Gówno. Do widzenia - odwróciłam się.
- Zaczekaj!
Jeszcze bardziej wkurzona rzuciłam na niego okiem przez ramię.
- Zaraz zrobię ci krzywdę zjebie...
- Ale się nie przedstawiłaś...!
- Oh... Vest do cholery! - wrzasnęłam i szybkim krokiem ruszyłam przed siebie.

<Venom?>

Od Zero CD. Nirvany

- Ciebie na moment zostawić samą... - mruknąłem zamieniając się w człowieka i uważnie badając jej ranę.
- Przepraszam - odpowiedziała cicho. Westchnąłem i wziąłem ją na ręce. Przytuliła się do mnie - Tam był drugi demon...
- Wiem o tym kochanie. Wiem wszystko. Obiecuję ci, że to niedługo się skończy.
- Mhm...
Resztę drogi pokonaliśmy w milczeniu. Z naszego wyjścia chyba nici... No trudno.
- Zaczekaj momencik skarbie - posadziłem dziewczynę na kanapie. Puściłem oczko do Nir i poszedłem po wodę i bandaże. Już po chwili siedziałem na ziemi delikatnie czyszcząc ranę na jej nodze.
- Boli? - spytałem patrząc jej w oczy.
- Trochę... - odpowiedziała uśmiechając się lekko. Pochyliłem się i delikatnie pocałowałem jej zranienie.
- A teraz? - spytałem podnosząc głowę i uśmiechając się.
- Niezła próba. Ale chyba potrzeba czegoś więcej.
Westchnąłem szybko bandażując jej nogę. Wstałem i podszedłem do szafki. Wygrzebałem z niej tabletki przeciwbólowe i podałem je dziewczynie razem ze szklanką czystej wody.
- To powinno pomóc.

<Nirvana?>