środa, 25 maja 2016

Od Aidy DO Kogoś

Ehhh dawno nie robiłam nic ciekawego. Jest piątek wieczór a ja siedzę sama w domu…Fajnie by było się gdzieś przejść, coś wypić i po imprezować. Co prawda ostatnio jak ruszyłam sięz domu to wpadłam do jakiejś dziwnej dziury, ale tym razem nie będzie tak źle…Chyba. Dobra! Nie będę tu siedzieć bo zwariuję! Wziełam tylko szybko moją torbęi ruszyłam na poszukiwanie towarzystwa. W grupie zawsze raźniej! Po niecałym pół godziny łażenia po terenach watahy (Udało mi się nigdzie nie wpaść ani nic nie zepsuć!!Szok!) Zauważyłam w oddali jakąś postać. Trzeba wreszcie sięz kimś zaprzyjaźnić. Ruszyłam w tamtym kierunku.

<Ktoś?>

Od Aidy DO Kogoś

Ehhh dawno nie robiłam nic ciekawego. Jest piątek wieczór a ja siedzę sama w domu…Fajnie by było się gdzieś przejść, coś wypić i po imprezować. Co prawda ostatnio jak ruszyłam sięz domu to wpadłam do jakiejś dziwnej dziury, ale tym razem nie będzie tak źle…Chyba. Dobra! Nie będę tu siedzieć bo zwariuję! Wziełam tylko szybko moją torbęi ruszyłam na poszukiwanie towarzystwa. W grupie zawsze raźniej! Po niecałym pół godziny łażenia po terenach watahy (Udało mi się nigdzie nie wpaść ani nic nie zepsuć!!Szok!) Zauważyłam w oddali jakąś postać. Trzeba wreszcie sięz kimś zaprzyjaźnić. Ruszyłam w tamtym kierunku.

<Ktoś?>

wtorek, 24 maja 2016

Od Ehrendila CD. Lizzy

Przez kilka sekund jak skamieniały wpatrywałem się tylko we włamywaczkę. Zawsze. Za każdym razem moja zbrojownia ściąga jakieś niepożądane osóbki do mojego domu. Jedyny minus jej posiadania.
- Co ty tu do licha ciężkiego robisz? - spytałem kręcąc z niedowierzaniem głową.
- Yyyy... Zwiedzam? - wyszczerzyła się nieznajoma. Westchnąłem uciskając palcami nasadę nosa.
- Opuść mój dom - zażądałem.
- Jeszcze nie - odparła.
W tym samym momencie przyszła Sorrow. Jeszcze zaspana i w mojej (nieużywanej nigdy) koszulce. Przytuliła się do mnie, a ja objąłem ją ręką. Przetarła oczy i ziewnęła.
- Zapraszałeś kogoś Ehrendil? Teraz?
- Nie Sorrow. Mamy niezapowiedzianego gościa. Na szczęście zaraz idzie.
- Ładnie to tak podejmować za mnie decyzję? - spytała tamta bezczelnie spacerując i podnosząc z ziemi moją broń, oglądając ją, wypróbowując i znów porzucając.
- Owszem. Bo jesteś w moim domu i to ja decyduję - rzuciłem zły - Poza tym traktujesz moją broń tak, jakbyś była na wyprzedaży. A ja nie mam zamiaru oddawać ci żadnej z nich.
- A nie słyszałeś nigdy o tym, że trzeba się dzielić? - spytała tamta słodko i roześmiała się.
- Lie ata Ruhnon Naumnon  et. - poskarżyłem się cicho Sorrow.
- Jest jak co? - spytała.
- Jak plagi Ruhnon. Kiedyś ci opowiem tę legendę.
- Uhm... Możesz już stąd sobie iść? - spytała tamtej - Chciałabym już iść spać.
- Stoicie w przejściu. Zresztą i tak nigdzie nie idę.
- Właśnie, że idziesz - odparłem - Albo sam cię stąd wyciągnę.
- Nie radzę - stwierdziła tamta radośnie - Większym od ciebie potrafię skopać tyłek.
- Bez wątpienia. Wszak ludzie to istoty słabe - prychnąłem - Ja człowiekiem nie jestem.
- Że co?
- Nic. Wyjdź z tego domu i już nigdy nie wracaj.
- Eeeee... Nie. Jeszcze nie. Dostanę katanę?
- Nie dostaniesz nic - zgromiłem ją wściekłym spojrzeniem.
- Wyluzuj. Dobrze się razem bawimy.
- Daj już spokój... - westchnęła Sorrow.
- Drzwi są tam... Chociaż pewnie sama tam trafisz. - odsunąłem się robiąc miejsce.
- A jak. Ale nie idę.
- Co ja ci zrobiłem...
- Masz fajne zabawki. A moje zabawki szukają kolegów wśród twoich zabawek.
Zanuciłem cicho jedną z ciekawszych pieśni. Przez pojedyncze okno wlały się do środka gałęzie, które unieruchomiły włamywaczkę i wyciągnęły ją na zewnątrz. Zatrzasnąłem okno z hukiem.
- Chyba rano trzeba będzie tu sprzątnąć.
- Taak... Ale teraz chodźmy spać.
- Co tylko chcesz.
Wychodząc z pokoju zamknąłem za sobą drzwi i poszedłem za dziewczyną.

<Lizzy?>

Od Zero CD. Nirvany

- Nudzę się - zacząłem - Powinienem pracować, ale mi się nie chce.
- Aleś ty leniwy - odpowiedziała Nir śmiejąc się cicho.
- Możliwe kotku. Bardzo możliwe... Chociaż lubię mieć coś do roboty.
- To coś sobie znajdź? Czy może nie ma co zrobić?
- To jest Wataha Apokalipsy, Nir... Tu zawsze jest coś do roboty - zaśmiałem się.
- Fakt. No to co będziemy robić?
- Nie mam bladego pojęcia...

<Nir? Serio nie mam pojęcia xD>

poniedziałek, 23 maja 2016

Od Lizzy DO Ehrendila

Nuda, nuda, nuda. Ale w zasadzie czego się spodziewać po trzeciej w nocy w lesie? ... Właśnie
Jednak mam ja już pomysł na to co robić. Z racji że mój tak zwany współlokator gdzieś przepadł szukałam praktycznie każdego sposobu na zabicie nudy. Głównie siedziałam w podejrzanych knajpach w mieście gdzie nikogo nie obchodzi że jestem poszukiwana i udawałam pijaną. Hihi. Na samo wspomnienie zaczęłam się chichrać. Tak się zabawiałam aż do momentu w którym mały ptaszek wyćwierkał mi o bardzo ciekawym miejscu. Więc o to jestem, o trzeciej w nocy, w podskokach przemierzając ten niewielki odcinek lasu, w towarzystwie rytmicznego pobrzękiwania łańcucha i nucąc pod nosem Whispers In The Dark. O! To tutaj.
Stanęłam przed wejściem do jaskini, praktycznie identycznej jak ta w której mieszkam. Dobra, czas na sneaky akcję. Wślizgnęłam się do środka i powoli rozejrzałam. Typek do którego obecnie to miejsce jak mniemam należy spał sobie w najlepsze na pryczy, cośtam mu się ewidentnie śniło, sądząc po aurze emocji były to raczej spokojne sny. Musiałam się powstrzymać przed parsknięciem śmiechem. Szybko zlokalizowałam drzwi wbudowane w jedną ze ścian. Bingo. Nacisnęłam klamkę. Zamknięte... Co za strata. Uśmiechnęłam się przebiegle. Czas na moje niesamowite zdolności włamywacza. Strzeliłam cicho kostkami w palcach i zdjęłam pochwę z flambergiem z pleców. Złapałam za rękojeść miecza i zamachnęłam się od góry na zamek. Na szczęście rozwaliłam go jednym ciosem, robiąc przy tym niesamowity hałas który momentalnie zbudził śpiącego. Zanim ten jednak zdążył się zorientować co się stało wskoczyłam do pomieszczenia i cofnęłam czas. Tadaa! Zamek cały, typek śpi a ja w środku. Mały ptaszek mówił prawdę, otóż znalazłam się w wyjątkowo porządnym pomieszczeniu, pełnym rozmaitego sprzętu- zapewne do ćwiczeń- i broni. Masy broni. Wypolerowanej, poukładanej w rogach pomieszczenia, wiszącej na ścianach. Broń biała, dystansowa, miotana, etc, etc..
- Hej, Flammie może znajdziemy ci nowych znajomych co? - spytałam podekscytowana mój miecz. - Chcę katanę! - podskoczyłam jak mała dziewczynka biegając od ściany do ściany oglądając i wypróbowując coraz to inne typy broni (robiąc przy tym bajzel, ale kto by się tym przejmował). Kiedy próbowałam dosięgnąć ciekawie wyglądającą kuszę potrąciłam łokciem jakiś miecz, który potrącił halabardę, która wpadła na kolejny mieczyk i tak dalej, wywołując efekt domina i zwalając bardzo dużą ilość bardzo ciężkiej i bardzo głośnej broni na ziemię. Łatwo się chyba domyślić że huk był ogromny.
- Shit...- wymamrotałam. Już miałam cofać czas kiedy drzwi otworzyły się i zobaczyłam w nich bardzo obudzonego i dość wkurzonego, srebrnowłosego właściciela tej kolekcji. Jego zaskoczona mina była bezcenna! Uśmiechnęłam się najniewinniej jak umiem. Postanowiłam jednak nie cofać czasu, tak będzie zdecydowanie ciekawiej.

<Ehrendiiiil?~>

środa, 11 maja 2016

Od Nazgar DO Kayli

Ze snu zbudził mnie chłód. Niezwykły, lecz mnie bliższy niż cokolwiek tutaj. Ziąb wywołany obecnością ducha. Otworzyłam jedno oko i rozejrzałam się. Szare, słabe światło sączące się przez wejście do jaskini wskazywało na świt. Poza tym nic się nie zmieniło. Duch, jeśli takowy nadal tu był nie pojawił się. Westchnęłam chowając twarz w poduszce. Cała ich sterta służyła mi za posłanie.
- Jeżeli nie masz zamiaru mi się pokazać i wyjaśnić jak mogę pomóc daj mi spać - wymamrotałam sennie. Chłód tylko się wzmógł. Odszukałam ręką odrzucony na bok koc i naciągnęłam go na siebie. Skuliłam się okrywając się szczelniej. Zamknęłam oczy uparcie starając się zasnąć. Im słabsza dusza tym większe ma problemy z komunikacją. Sądząc po metodzie tej zjawy trafiła mi się naprawdę słabiutka. Gdy w końcu zasnęłam po raz kolejny zaatakował mnie chłód. Z ociąganiem otworzyłam oczy i ziewnęłam rozciągając się. Obok mojego łóżka stał chłopak. Nastoletni, ludzki. Taki zwyczajny. O łagodnie pokręconych brązowych włosach i szaro-niebieskich oczach. Całkiem nie brzydki jeśli nie liczyć tego, że cały był ubrudzony krwią i poznaczony ranami.
- Jak zginąłeś? - spytałam - Możesz powiedzieć mi cokolwiek?
Chłopak zmarszczył brwi i rozpłynął się w powietrzu. Oczywiście nie pamięta. Wróci, gdy tylko będzie miał coś więcej do przekazania i być może odkryje jak to zrobić.
Po raz kolejny spojrzałam w stronę wylotu z jaskini. Światło wskazywało wczesny ranek. Z niezadowolonym pomrukiem podniosłam się z posłania i uporządkowałam je. Potem doprowadziłam do porządku siebie. Przez chwilę zastanawiałam się nad tym jak wyjść. W końcu zdecydowałam się na swoją czworonożną wersję i swobodnym truchtem opuściłam jaskinię. Słońce nie grzało jeszcze zbyt mocno i wiał chłodny, a przez to przyjemny wiaterek. Ptaki ćwierkały. Aż trudno uwierzyć, że Apokalipsa nie była tylko złym snem. Na raz chłód wrócił potężną falą, która na moment zaparła mi dech. Pod drzewem niedaleko stał ten sam nastolatek.
- Wiesz już coś o sobie? - spytałam. Ku mojemu zdziwieniu skinął głową. Musiał umrzeć niedawno skoro tak szybko sobie przypomina - Pokaż mi co wiesz.
Zjawa odwróciła się i podryfowała przed siebie. Nie tracąc czasu ruszyłam za nią. Niedługo trwało gdy chłopak znów się rozmył. Zatrzymałam się zapamiętując to miejsce. Musi mieć znaczenie. Choć z pozoru to zwykła polanka w lesie na której jakiś wilk postanowił uciąć sobie drzemkę. Bezszelestnie podeszłam do owej istoty. To wadera. Zmrużyłam oczy uparcie szukając w pamięci jej imienia. Musiałam się poddać. Takich informacji nie posiadłam. Duch chłopaka zmaterializował się przede mną jakby domagając się mojej uwagi. Nie odezwał się. Tylko smutno patrzył chłodząc powietrze wokół. I to wystarczyło, żeby zbudzić waderę. Dusza przerażona efektem który wywołała natychmiast zniknęła, a ja cofnęłam się szybko. Po chwili wadera patrzyła wprost na mnie. Skinęłam jej głową na powitanie zachowując bezpieczny dystans i mierząc ją czujnym spojrzeniem.
<Kayla?>

Od Nazgar - Historia

Moja historia nie jest ani długa, ani nazbyt ciekawa. Nie ma w niej nagłych zwrotów akcji, całych tabunów wrogich mi istot, pościgów czy innych podobnych tworów. Zwyczajne życie indiańskiej dziewczyny z plemienia Ohatikayo, czyli Wilków-Ludzi. Żadnej córki wodza. Pochodzę z szanowanej, chociaż niewyróżniającej się niczym rodziny. Tylko, że ja nie jestem do końca zwyczajna. Poczęta w największe z naszych świąt, gdy dusze chodzą po ziemi, urodzona jako w połowie duch z matki żywiołu Ognia i ojca żywiołu Śmierci. Hybryda nieprzystosowana do życia we własnej rodzinie. Zbyt wiele strachu budziła w plemieniu Dusza Wschodu, oj zbyt wiele. Oczy widzące zmarłych nie są mile widziane w tamtych stronach, a prawdę powiedziawszy ja również nie czułam się komfortowo znosząc taką sytuację. Dobrowolnie odeszłam. Z doliną Ohatikayo rozstałam się w przyjaźni, lecz nie sposób było nie dostrzegać wyrazów szczerej ulgi na wiadomość o moim odejściu. W trakcie swojej tułaczki nigdy nie narzekałam na brak towarzystwa. Czasem jedna, czasem wiele dusz na raz kręciło w moim towarzystwie. Przyciągam je jak magnes. Przychodzą, oczekują pomocy, a ja chcąc mieć choć chwilowy spokój robię co w mojej mocy by pomóc im przedostać się do Kyriess, "naszej" Krainy Umarłych. Tak czy siak pod postacią wilka pokonałam wiele kilometrów, a pod postacią człowieka niemal drugie tyle. Na ogół trzymałam się z daleka od ludzi i ich siedzib, lecz czasem, ranna bądź schorowana musiałam zwracać się do ich o pomoc. Apokalipsa zastała mnie daleko na południu i nie wspominam jej za dobrze. nagle znalazłam się w obcym, zupełnie innym środowisku. Przetrwałam wyłącznie dlatego, że duchy istot 'poległych' przede mną służyły mi radą i ostrzeżeniem. Błąkałam się w takim świecie jeszcze przez jakiś czas. W końcu dziwnym zbiegiem okoliczności trafiłam na specyficzną postać. Ogromy, niezbyt miło wyglądający basior, który mimo wszystko wydał mi się godny zaufania. Nie pomyliłam się. Zero, Alpha Watahy Apokalipsy uznał, że skoro i tak przygarnia zbłąkane duszyczki które los przygna w te strony to i dla takiej specyficznej istoty jak ja znajdzie się miejsce.

piątek, 6 maja 2016

Od Nirvany CD. Zero

Wstałam rano i zrobiłam nam pyszne śniadanie.Obudziłam Zera delikatnym pocałunkiem i poszłam do łazienki. Weszłam pod prysznic i dokładnie się umyłam, łącznie z włosami. Wychodząc spod strumienia wody zobaczyłam Zerusia stojącego na środku łazienki.
- Ty podglądaczu! - krzyknęłam śmiejąc się i równocześnie szybko owijając się ręcznikiem.
- Tylko tyle? - zapytał szczerząc się zawadiacko.
Puściłam mu tylko oczko i podeszłam do lusterka.
Przemyłam twarz wodą i wytarłam ją po czym zabrałam się za wykonanie subtelnego makijażu. Zero cały czas bacznie mi się przyglądał. Po skończeniu zabawy z kosmetykami pocałowałam go i odeszłam do kuchni by zjeść śniadanie. Zjadłam 2,3 kanapki i pozmywałam naczynia. Wszystko ładnie uporządkowałam w naszej jaskini, od kuchni do sypialni. Zadowolona z siebie usiadłam na kanapie wtulając się w Zera.

środa, 4 maja 2016

Od Raven'a CD. Lilith

-"My"?! Nie przypominam sobie, żebym cię lubił - oświadczyłem chłodno nawet nie patrząc na swoją rozmówczyni.
- Czyli wracasz do bycia nudziarzem tak? - spytała.
Gwałtownie odwróciłem się w jej stronę błyskając kłami.
- Wcale nie musisz za mną łazić - rzuciłem zły - Mam gdzieś ciebie i to co się z tobą stanie.
Lilith cofnęła się lekko, ale zaraz przyjęła tę samą pewną siebie postawę.
- Coś ty taki zły? Coś cię użarło? - spytała bezczelnie uśmiechając się.
- Widać mam swoje powody - rozejrzałem się dookoła szukając wzrokiem żywego człowieka. Ponoć demon jak głodny to zły, więc...
- Szukasz czegoś?
- Tylko szczęścia, ale ostatnio marnie mi idzie - rzuciłem czym zasłużyłem sobie na wybuch śmiechu dziewczyny. Skrzywiłem się - Idź sobie...
- No raczej nie. Podoba mi się drażnienie się z tobą - pokazała mi język. Przewróciłem oczami.
- A rób co chcesz, ale nie gwarantuję, że wyjdziesz z tego cało.
- Pffff... Jakbym się bała - odparła.
- Jak chcesz. Na twoją odpowiedzialność - nagle podchwyciłem znajomy odgłos kroków. Odwróciłem się węsząc. Zupełnie nie dbałem o swoją opinię u tej dziewczyny. Wcale mnie ona nie obchodzi.
- Jesteś chory psychicznie? - spytała śmiejąc się.
Machnąłem na nią ręką.
- Siedź, że cicho - syknąłem nasłuchując. Po chwili obrałem kierunek i szybkim krokiem ruszyłem w stronę swojej ofiary. Dziewczyna, młoda i na wysokich obcasach. Takie są najlepsze.
- Gdzie leziesz?
- Na kolację - odparłem zirytowany. Chcę krwi! Muszę ją dostać. Potrząsnąłem głową skupiając się na czekającym mnie polowaniu.

<Lilith?>

Od Raven'a CD. Toxic'a

Im głębiej w podziemie tym gorzej się czułem. Powiedzmy sobie szczerze. Jestem łowcą przystosowanym do tropienia wszelkich istot żywych z pomocą wszelkich zmysłów. Logiczne, więc iż od takiego stężenia zgnilizny, pleśni i rozkładu w powietrzu aż ciężko mi się oddychało. Poza tym smród był niemal nie do wytrzymania. Ale czy ktoś o tym pomyślał? Ten pajac którego topem właśnie zmierzam na pewno nie. Jest ograniczoną ciemnotą. Skończonym idiotą aspirującym do bycia równie irytującym co moje rodzeństwo. Westchnąłem sfrustrowany.
- Aż tak ci ciężko? - spytał tamten. W jego głosie wyraźnie brzmiała złośliwa satysfakcją. Prxewróciłem oczami.
- W każdym możliwym calu jestem od ciebie lepszy. Zabiłbym cię gdybym miał na to ochotę...
- Jakoś jeszcze tego nie zrobiłeś.
- Bo w ten sposób Alissa by mnie znienawidziła.
- Odczep się od Alis! - warknął tamten gwałtownie się zatrzymując. O mało co na niego nie wpadłem uśmiechając się do siebie. I oto trafiłem w czuły punkt naszego Toxica.
- Odpuść sobie stary. Mam większe szanse niż ty.
- Znam ja dłużej niż ty kretynie.
- Ale ja jestem przystojniejszy, lepiej zbudowany i pociągający. No i jestem prawdziwym dżentelmenem oraz znacznie wyróżniam się wyglądem. I w przeciwieństwie do ciebie mnie wychowano w dbałości o swój nienaganny wygląd - podsumowałem - Coś jeszcze?

<Toxic?>