czwartek, 27 sierpnia 2015

Od Twelve'a CD. Zera

Czyli granie dobrego narratora nie wyszło ze względu na brak chęci współpracy drugiego narratora. Ewidentnie wracamy do samotnego trybu życia.
Twelve przytaknął na słowa basiora, po czym zaczął szukać czegoś w swojej torbie. Po kolei wyrzucał dziwne przedmioty typu latające ryby, kotwica statku, nawet tęczowy schab, który znalazł gdzieś po apokalipsie. Poszukiwał nowego pióra, gdyż to, którego używał, złamało się.
- Jak to możliwe, że nie mam żadnego pióra, ołówka ani niczego innego?! - warknął do siebie i w końcu westchnął ciężko, porzucając poszukiwania. Wstał z miękkiego, zielonego mchu. Wolnym ruchem skierował się ścieżką w głąb lasu. Zniknął w cieniach drzew.
Miał zamiar wybrać się do miasta po nowe przybory do pisania. Nie pojmował jak to jest, że ma latające ryby w torbie, a nie znalazł żadnego innego pióra. I skąd się tam te ryby wzięły?! Je też wyniósł z laboratorium? Ech... Bóg jeszcze wie co on tam skrywa.
Minęło może zaledwie dwadzieścia minut spacerku, a znalazł się na skraju lasu. Dalej prowadzi kręta ścieżka aż do miasta, jego dawnego domu. Przybrał pierwotną postać, z którą obudził się po raz pierwszy na tym świecie i zniknął pośród wysokiej trzciny.

<Zero? Wybacz, że takie beznadziejne, spieszyłam się... ;-; >

Od Alissy CD. Zera

- W sumie... Czemu nie.- Zerknęłam na Nirvanę.
-A ty idziesz?- spytałam.
-Jasne!- odparła wadera. Przez chwilę szliśmy w milczeniu. Po chwili nie wytrzymałam i odezwałam się:
-Co to właściwie było? To, co nas zaatakowało? Chyba jeszcze nigdy nie spotkałam takich zwierząt...- Próbowałam sobie przypomnieć czy kiedykolwiek miałam do czynienia z tymi agresywnymi stworzeniami. Doszłam do wniosku, że chyba nie.
-To były Argale. Naprawdę ich nigdy wcześniej nie widziałaś?- odparł Zero, wyraźnie zdziwiony. Nir też wyglądała na zaskoczoną.
-No... Nie przypominam sobie.
-To masz szczęście- usłyszałam w odpowiedzi. Uświadomiłam sobie, ile jeszcze rzeczy muszę się dowiedzieć, nauczyć, przypomnieć sobie... Tak bardzo chciałabym odzyskać wspomnienia. Tylko jak się do tego zabrać? Pogrążona w myślach nawet nie zauważyłam kiedy dotarliśmy na miejsce.

< Nirvana? Zero? >

środa, 26 sierpnia 2015

Od Zera CD. Twelve'a

Wbiłem wzrok w horyzont zastanawiając się ile mogę na ten temat powiedzieć. Na pewno nie przyznam się, że mam na imię Araxsjel... Minęło już tyle czasu odkąd ktoś tak się do mnie zwracał, że nie jestem pewny czy pamiętam jak brzmi to słowo wypowiedziane na głos. No i zostaje kwestia Zera. W zasadzie znaczy to dokładnie tyle ile zostało mi z mojego normalnego życia. Ale po co mam się chwalić tym jaką sentymentalną osobą jestem? W zasadzie mogę mu powiedzieć o...
- Nie zawsze byłem taką otwartą na innych osobą. Zero idealnie opisywało moje relacje z grupą z którą podróżowałem przez jakiś czas. Myślę, że stąd się to wzięło.
Wyjaśniłem. Nie lubię mówić o sobie. Wstałem i odszedłem kawałek dalej. Może to i niekulturalne, ale położyłem się plecami do Twelve'a. Zamknąłem oczy. Muszę znaleźć sobie jakieś zajęcie, bo inaczej będę wracał wspomnieniami w takie miejsca do których już więcej nie chcę zaglądać.

<Twelve? Trzy zdania. Szaleję XD >

Od Twelve'a CD. Zera

Twelve zabrał swoje kartki i dokładnie ułożył je według zaplanowanej wcześniej kolejności. Perfekcjonista jak się patrzy, uwielbiał poprawiać krzywo leżące, stojące przedmioty, a każdy drobny, nieplanowany szczegół przyprawiał go o mękę i cierpienie. Niestety był pełen nawyków, których można się nabawić obejmując stanowisko naukowca. Przestawał sypiać, jeść, a jedynym pożywieniem, jaki zażywał to resztki z polowań oraz napój zwany kawą. Stresował się w momentach popełnienia błędu teoretycznego. Popadał w izolatkę z własnej psychiki, zamykał się w sobie, liczył tylko na samotność. Doprowadzał się do granic życia i śmierci, długo tak nie pociągnie, więc jako narratorka mam zamiar mu pomóc narzucając dane czynności.
Twelve zirytowany błędnym wynikiem, odłożył kartki na bok i zerknął na liczbowego "kolegę".
- A tak właściwie dlaczego masz na imię "Zero"? - spytał unosząc brew. Być może jest jednym z ludzkich dzieci, które trafiły do tego paskudnego laboratorium, w którym Twelve otrzymał wilczą twarz?

<Zero? Jest pierwsze zdanie, sukces!>

wtorek, 25 sierpnia 2015

Od Zera CD. Nirvany

Uśmiechnąłem się i zanurzyłem w wodzie. Obserwowałem jak niewielkie czerwone strużki unoszą się ze mnie i rozpływają.
- Zero? Czy to krew? Jesteś ranny? - nie do końca usłyszałem która to powiedziała
- Nic mi nie będzie. To tylko niewielkie zadrapania - stwierdziłem.
- Na pewno?
- Taaaa...
Wyszedłem z wody i otrzepałem się. W zasadzie poszedłbym do siebie.
- Idziecie ze mną do jaskini? - spytałem ziewając.

<Alissa? Nirvana?>

Od Zera CD. Twelve'a

Potrząsnąłem łbem, żeby uwolnić się od zapisków drugiego wilka.
- Domyśliłem się - mruknąłem oddając mu notatki.
- Dzięki - mruknął w odpowiedzi
- Dobrze pamiętam, że ty jesteś Twelve? - spytałem nagle.
- Mhm... - odwrócił się żeby odejść.
Parsknąłem pod nosem. Twelve posłał mi zdziwione spojrzenie.
- Ciekawe. Bo ja jestem Zero - wyjaśniłem nie patrząc na niego.
Twelve wrócił na swoje miejsce i zajął się tym czym wcześniej. Idę o zakład że coś liczył albo planował. Najpewniej jedno i drugie. W zasadzie chciałbym zobaczyć co on tam tworzy, ale nie interesuje mnie to na tyle, żeby coś z tym zrobić. Wbiłem wzrok w dno strumienia. Zaczynało być ciepło. Nie tak ciepło jak w środku lata, ale mimo wszystko. Niby do jesieni jeszcze daleko, ale już można późnym wieczorem lub wczesnym ranem wyczuć że się zbliża. Jeszcze trochę i doczekam się mgieł i deszczu. Noce stają się coraz dłuższe i jest coraz chłodniej. Tak, powoli nadchodzi jesień. Będę czekał z niecierpliwością. Widać że się nudzę skoro zacząłem analizować pogodę i pory roku...
No ale w zasadzie co mi pozostało?

<Twelve? Nie bij za jakość. Gorączka utrudnia mi zadanie>

Od Nirvany CD. Zera

Gdy było już po wszystkim ja i Alis odetchnęłyśmy z ulgą i podziękowałyśmy Zerowi.
- No to co teraz robimy? - zapytała Alis
- Nie wiem - odpowiedziałam
- Hmm...może by tak pobiegać? - zaproponowała Alis
- Czemu by nie... - odpowiedział Zero
Biegaliśmy sobie po polanie aż Zero zaproponował berka.
To była gonitwa...biegaliśmy tak do zmęczenia...oczywiście Zero miał nadal dużo energi ale ja z Alis już nie.
Postanowiłyśmy, że dla ochłody wejdziemy jeszcze trochę do wody.
Wtedy Alis wepchnęła mnie do wody gdy już się wynurzyłam zrobiłam z nią to samo teraz kolej na Zero.

<Zero? Alis?>

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Od Jethro CD. Snowbird

Wadera chyba nie jest do mnie przekonana... No cóż, ja też pewnie bym się siebie wystraszył. Nie codziennie spotyka się gości z metalową ręką....
-Od dawna tu jesteś? – próbuję zagadać.
-N-nie...- nadal odpowiada jakbym miał ją zaraz zjeść. Nie mam pewności czy dalsze próby rozmowy mają sens, więc podchodzę do jeziora i na chwile zanurzam w nim łeb. W takie upały woda naprawde jest zbawieniem... Czuję na plecach wzrok Snowbird, aczkolwiek nie zwracam na to uwagi. Po chwili słysze jak coś bardzo cicho mówi.
-Hmm?
-A t-ty...od dawna tu jesteś? – duka głośniej niż przed chwilą. Przez chwilę zastanawiam się co właściwie jej powiedzieć, żeby przestała się mnie bać. Przecież nie jestem taki znowu straszny....W końcu mówię tylko:
-Nie. Od niedawna.
Zmieniam się spowrotem w człowieka. Nawet polubiłem swoją drugą postać. Nabrałem w ręce troche wody i przemyłem sobie twarz, po czym wstałem i skierowałem się w stronę watahy.
-Idziesz też?

<Snowbird?>

Od Shiry

Mam dziś dość wszystkich... Nie wiem czemu, to jest po prostu fakt. Gdy rano spotkałam Nir tylko na nią warknęłam, Zero unikałam jak ognia, bo wiem jakby się to mogło skończyć, Toxicowi i Alis omal się do gardeł nie rzuciłam... A nawet się do mnie nie odezwali... Coś jest dziś nie tak... Pognałam przed siebie próbując w ten sposób wyładować wściekłość, pędziłam naprawdę szybko ale niewiele to pomagało. W pewnym momencie przebiegłam nawet przez stado jakichś stworzeń na złych ziemiach, słyszałam zaskoczone piski, jęki i kwiki ale nic mnie nie goniło... A szkoda... Bo przynajmniej miałabym powód by je rozszarpać. Przede mną nagle wyrosła przepaść. "cudownie" pomyślałam i spróbowałam się jeszcze bardziej rozpędzić i skoczyłam. Zatrzymałam się z poślizgiem po drugiej stronie, spojrzałam za siebie na chwilę z uznaniem i pognałam dalej. W zasięgu wzroku były mury miasta ludzi, daleko zaszłam... Nie myślałam o tym że z każdym krokiem głośniej szumi krew, że ślady moich pazurów nad przepaścią były tak głębokie. Kocham prędkość, nienawidzę kiedy ktoś mnie zatrzymuje ale niektórzy tego nie rozumieją... Pędząc przez miasto większość jego mieszkańców przede mną uciekała, słyszałam też krzyki przerażenia. Orzed bramą którą zamierzałam opuścić to miasto dostrzagłam lśniące w słońcu ostrza pik. Zabawne, myślałam że mnie tu nie chcą. Pochyliłam głowę i spróbowałam przyśpieszyć jeszcze trochę. Próby przeskoczenia nad strażnikami byłyby samobójstwem, więc zagram z nimi w "kto pierwszy stchórzy", co więcej mam zamiar wygrać. Byłam tuż przed nimi, zgrabnie uniknęłam broni i zanim z wściekłym warkotem dopadłam gardła strażnika dostrzegłam białka jego oczu błyskające w przerażeniu. Kolejne krzyki zagłuszone przez krew szumiącą w moich żyłach. Pobiegłam dalej, chyba gdy byłam zajęta robieniem sobie przejścia któryś z kumpli mojej ofiary zadrapał mnie tym żelastwem w bok. Czuję krew kapiącą mi z pyska, ale też ściekającą powoli z mojego boku. Nie mamsię po co zatrzymywać, rozchodzi się... Po chwili znów zobaczyłam znajome miejsca watahy, pędząc minęłam kogoś siedzącego nad notatkami, ciekawe czy mu je zachlapałam? Nieważne, wparowałam na polanę ku zaskoczeniu zgromadzonych,  powiodłam po nich szaleńczym wzrokiem, ciężko dysząc. Ktoś coś mówi? Nie wiem, nic nie słychać przez ten chałas... To moja krew tak głośno szumi, czy słyszę szept tuż przy moim uchu?
<Ktoś? Opo powstało w całości dzięki mojej flustracji i furii, więc... Jest takie a nie inne>

Od Twelve'a CD. Zera

Twelve nie patrząc na kogo też wpadł, zniknął gdzieś pośród chaszczy i dalej zagłębiony w odwetach wyobraźni oraz logiki poszukiwał wypaczonego z hałasu miejsca, które spełni jego wymagania i pozwoli mu pracować nad dosyć ciężkim projektem. Ostatnio podjął się wynalezienia machiny pozwalającej latać nieuskrzydlonym. Musiał zasięgnąć do wynalazków z dalekiej przyszłości, bo jak na te czasy taka maszyna to nie lada wyczyn. Oczywiście istnieją balony, które unoszą się pod wpływem gorącego powietrza, ale Twelve'owi marzyła się konstrukcja niewielka, podręczna, będąca na wyciągnięcie ręki. Nie, nie skrzydła... A zresztą co ja, narratorka, będę się tu produkować skoro moje matematyczno-fizyczno-chemiczne pojęcie nie dosięga wiedzy Twelve'a? Jak zbuduje to zbuduje.
Po dosyć długiej tułaczce znalazł wreszcie miejsce godne odpoczynku. Usiadł pod drzewem tuż koło wody i zajął się liczeniem ignorując cały świat. Kiedy popada w wir tych swoich maszyn włącza się jakiś dziwny stan, który polega na dezaktywowaniu nerwów zbierających bodźce z otoczenia. Żyje we własnej wyobraźni zapominając o wielu realnych sprawach. Typowy introwertyk nie lubiący spędzać czasu w licznym towarzystwie, ogólnie najlepiej czuje się w gronie liczącym tylko jedną osobę, ewentualnie dwie.
Dopiero gdy do jego uszu dotarło kilka odgłosów pochodzących zapewne od oddychającej istoty, raczył zwrócić uwagę na swoje otoczenie.
Rzeczywiście ktoś tu jeszcze był, niewiarygodnej wielkości wilk, któremu z pewnością Twelve dosięgnąłby ledwo do połowy łap. Był to dosyć niecodzienny widok, bo chyba nie spotyka się takich wielkoludów co pięć minut. Ale z drugiej strony Twelve widział gorsze kreatury, którymi przeważnie stawali się jego kumple z jednej szkoły, wróć, laboratorium. Właściwie było zaledwie pięć procent szansy na sto, że nie dojdzie do żadnych mutacji kodu DNA, ale nikt już nie raczył o tym poinformować obiektów tych męczarni.
Myśląc o dziwnych przypadkach i dosyć sporym wzroście ów wilka, nie zauważył, że spod łapy uciekły mu wszystkie papierki. Większość zdążył złapać, jednak kilka jak na złość wpadło prosto na pysk wielkoluda, jakby wiedziały, że Dwanaście nie lubi rozmawiać z innymi.
- Przepraszam, to moje szkice - podszedł bliżej osobistości.

<Zero? Oddawaj! >.> Btw, sorry, że takie marne, ale nie chce mi się pisać xddd>