czwartek, 11 lutego 2016

Od Raven'a CD. Toxic'a

Świetnie, idę do miasta. Nic wielkiego. Może i miasto jest opuszczone i żyją w nim niezidentyfikowane przez mojego współtowarzysza stwory, ale ja w końcu też teoretycznie do nich należę. Książę Ciemności, Czyste Zło, Wysłannik Szatana, Demoniczny Sługa... Ileż to ja się określeń przez te wszystkie lata nasłuchałam. Schlebia mi to. No bo czym innym jestem? Demonem. I to nawet nie zwykłym. Mam krew anioła. Ona daje większą moc niż można by było założyć, ale także utrudnia mi życie. Wśród mieszkańców Hadesu panuje powiedzenie, iż rzekomo im większa moc tym większe jej ograniczenia. I w ten sposób ja sam muszę unikać słońca, dębu i wody święconej. Co zabawne tym co trzyma mnie przy życiu jest krew, a sam jej smak czy zapach wywołuje Seveil. Szał Krwi. Stan którego nie da się kontrolować. Brak świadomości i jakiejkolwiek kontroli wynagradza mi jeszcze lepsza forma fizyczna. Tylko, że ja nienawidzę się za ten defekt. Ale to nieważne. Póki mam mój amulet Seveil mi nie grozi. I tej wersji będę się trzymał.
Moje rozmyślania przerwało to, że dotarliśmy do ruin miasta.
- Prowadź ca... - ugryzłem się w język, żeby nie powiedzieć tego co miałem zamiar mu powiedzieć. To nie czas żeby go wyzywać - Masetro.
Dokończyłem. Za "mistrzu" nie powinien się obrazić.

<Toxic?>

Od Raven'a CD. Scarlett

Postawiłem kołnierz kurtki i naciągnąłem na głowę kaptur. To nic takiego... Jedna śnieżyca. Tyle ich już przeżyłem, że jedna więcej nie zrobi mi różnicy. I tak nie zachoruję, więc nie widzę żadnego problemu. A Scarlett niech sobie radzi. Zaśmiałem się w myślach zerkając przez ramię na dziewczynę. Nie sądziłem, że za mną pójdzie, ale skoro chce to jej wybór. Teoretycznie. Parskałem cicho na myśl o tym, że w sumie mój ujmujący charakter musiał jakoś ją przy mnie zatrzymać. Inna sprawa, że wyraźnie działam jej na nerwy.
Zmrużyłem oczy usiłując coś wypatrzeć w gęstym, mokrym śniegu, który osiadał na wszystkim i sprawiał, że nawet ja miałem problemy z rozróżnieniem kształtów. Łowca o doskonałym wzroku ślepy niczym zwykły śmiertelnik. Tak nie powinno być. Pokręciłem głową przy okazji strzepując z siebie nadmiar ciężkiego białego puchu. Śnieg sięgał mi już do kolan, ale nie pozwoliłem sobie zwolnić. Nagły podmuch wiatru sypnął mi w twarz śniegiem oślepiając mnie do reszty. Przetarłem twarz i oczy czując chłodne igiełki na policzkach. Pewnie miałbym rumieńce, ale powiedźmy sobie szczerze, mój organizm nie reaguje normalnie. Może gdyby nie to, iż cierpię na albinizm miałbym choć lekko zaróżowiną twarz, ale biorąc pod uwagę swoją karnację i niemożliwość wychodzenia na słońce co dodatkowo mnie "wybieliło" nawet teraz wyglądałem jak kartka czystego papieru. Trudno. Do miasta już nie daleko. Zerknąłem za siebie żeby sprawdzić czy Scarlett dalej za mną idzie. Została z tyłu, więc zwolniłem. Opóźnia mnie. Zdecydowanie idzie za wolno. Dotknąłem kieszeni kurtki na piersi i wyczułem tam nieregularny przedmiot. Z jego powodu tak się spieszę. Zadrżałem z zimna.
- Nie żebym cię poganiał księżniczko w czerni i czerwieni, ale prawdę powiedziawszy spieszę się bardziej niż jesteś w stanie sobie wyobrazić - stwierdziłem lekko poirytowany tym, że specjalnie dla niej muszę zmniejszyć tempo.
- A co? Ktoś umiera? - spytała z uporem brnąc przed siebie. Uparta, ale za wolna jeśli miałbym ją ocenić.
- Tak. My o ile nie przyspieszysz.
Dziewczyna przewróciła oczami.
Już po chwili przekraczaliśmy mur miejski. Tu, wewnątrz, śnieżyca aż tak nie dawała się we znaki.
- Skoro ja powiedziałam ci po co idę tutaj może byś się zrewanżował? - zasugerowała.
- Wiedza unieszczęśliwia - mruknąłem idąc wzdłuż głównej ulicy.
- To niesprawiedliwe.
- Nic nie jest tu sprawiedliwe - odpowiedziałem rozglądając się dookoła. Ulice były puste. Nikt nie wychodził w taką pogodę na zewnątrz, więc miasto wydawało się martwe. Tylko ciepłe złote światło w niektórych oknach uroczych kamieniczek świadczyło o tym, że ktoś tutaj żyje.
Niemal bez trudu odnalazłem niewielki sklepik astronomiczny. I po chwili namysłu wszedłem do niego. To tu powinno być to czego szuka dziewczyna, a ja chętnie się rozejrzę co też w takim sklepie można nabyć.

<Scarlett?>

środa, 10 lutego 2016

Od Eleonory - Historia

Przyznaję się. Zabłądziłam. Przynajmniej tak mi się wydaje, nie mam żadnego konkretnego celu podróży. Słońce zaszło już kilka godzin temu, do tego całe niebo spowiły chmury, więc nie widziałam prawie nic. Żeby nie potknąć się o jakieś wystające korzenie i nie skręcić karku musiałam zostać w wilczej postaci. Przynajmniej dzięki temu świecącemu futru mogłam coś widzieć. Nagle usłyszałam trzask gałęzi. Spokojnie El, to las... Co chwila tu się coś łamie i szeleści. Co z tego że jesteś tu całkiem sama, po ciemku, w obcym miejscu i świecisz jak kolorowa lampa i widać cię z odległości jakiegoś kilometra , to wcale nie znaczy że wszystko wokół chce cię zabić prawda? Prawda?! Gdy kolejna gałąź trzasnęła gdzieś bliżej podskoczyłam i zerwałam się do biegu. Po kilku minutach zwolniłam. Spokojnie, przecież jestem wilkiem. Wilki to drapieżniki, w razie czego wystarczy że trochę powarczę i już... Prościzna. Ta myśl nieco mnie pokrzepiła. Dobra, trzymamy się planu. Znaleźć jakąś polanę i zatrzymać się tam na noc, jutro poszukam jakiegoś miasteczka albo czegoś w tym stylu i zacznę wszystko od nowa. Już czułam się całkiem odprężona. Za chwilę będę mogła znowu przybrać ludzką postać i wtopić się w mrok. I spać. O tak, sen. Dokładnie tego potrzebuję. Nie spałam od kilku dni. Pewnie przez to jestem taka zdenerwowana. Ziewnęłam przeciągle i potrząsnęłam łbem żeby odgonić sen, przynajmniej jeszcze na kilka minut. Nie zdążyłam jeszcze do końca skupić wzrok gdy w coś uderzyłam. Z początku myślałam że to drzewo, ale drzewa z reguły nie mają białego futra i nie są wilkami. Odskoczyłam do tyłu przerażona. Wilk przyglądał mi się z niejakim rozbawieniem gdy potknęłam się o wystający korzeń. Wpatrywałam się w jego pysk, nie ma takiej siły która zmusiłaby mnie do spojrzenia mu w oczy, albo co gorsza odwrócenia wzroku. Zupełnie jakby moje nieruchome spojrzenie było ostatnią rzeczą która może mnie uratować przed rozszarpaniem. Przez kilka sekund panowała idealna cisza.
- Mówi się przepraszam
- P-przepraszam? - wydukałam zanim zdążyłam się zastanowić zaskoczona tym że nagle się odezwał. Na pysku basiora zagościł uśmiech, był to jeden z tych uśmiechów na których widok bardzo chcesz schować się pod łóżkiem, niestety żadnego nie było w okolicy.
- Bardzo ładnie. Co tu robisz tak całkiem sama co? - to jakiś dar że ten osobnik jest w stanie mówić tak jakby rozmawiał z małym dzieckiem i jednocześnie sprawiać wrażenie jakby informował cię że ma ochotę cię wypatroszyć prawda? Wydukałam coś bardzo cicho, nawet sama nie do końca wiem co, ale zapewne było to coś w stylu "błagam nie zabijaj". Tamten tylko prychnął rozbawiony i odwrócił się w swoją stronę. I właśnie w tym momencie zrobiłam coś wyjątkowo głupiego. Postanowiłam iść za nim, no w końcu... On przynajmniej wie gdzie idzie. No i jeszcze mnie nie zjadł, czyli teoretycznie nie mam się czego bać. Nie miałam pojęcia czy powinnam się odezwać, nieznajomy jakoś nie kwapił się by zacząć rozmowę czy choćby na mnie spojrzeć, co mi bardzo odpowiadało. Okazało się że w pobliżu jest wataha, nazajutrz odbyłam coś na kształt rozmowy z alfą. Na szczęście chyba nie miał ochoty bawić się w formalności, wyjaśnił mi jak dotrzeć do jednej z jaskiń i wrócił do swoich zajęć. O dziwo nie zabłądziłam i nie natrafiłam na żadnego wilka.

Eleonora

Imię: Eleonora
Skróty: El, Lena, Elena, Nora, nawet trafiło się Leo
Przezwisko: jakiekolwiek, wszystko byle nie pełne imię
Płeć: Wadera
Wiek: 3 lata
Charakter: El jest bardzo nieśmiała, wręcz boi się obcych wilków, mimo wszystko jest gotowa przyjść z pomocą każdemu potrzebującemu. Nie jest szczególnie.... rozgarnięta, łatwo się rozprasza i jest dość niezdarna na pierwszy rzut oka, jednak w poważnych sytuacjach potrafi być bardzo opanowana i precyzyjna. Stara się zawsze dotrzymywać danego słowa i nigdy nie zdradza powierzonych jej sekretów, jest też bardzo dobrym słuchaczem. Choć wydaje się to sprzeczne z naturą nieśmiałej osoby jest bardzo ufna, można powiedzieć że naiwna. Łatwo wybacza innym. Jest strachliwa, jednak stara się nad tym pracować, nabiera odwagi zawsze kiedy myśli że niewinnej osobie może stać się krzywda. Jest zaskakująco uparta. Szybko myśli i analizuje rozmaite sytuacje, jest mądra i próbuje używać swojej wiedzy by pomagać innym. Jak można się domyślić stawia dobro innych nad swoje. Zdenerwowanie jej graniczy z cudem, jednak jest to ten rodzaj cudu którego raczej nikt nie chce oglądać
Cechy szczególne: świecące futro, wiecznie ma zimne ręce (czy łapy)
Status: Omega
Stanowisko: Uzdrowiciel
Partner: ....uh?
Rodzina: brak
Przyjaciele: brak
Rasa: wilk natury? raczej nie ma żadnych niezwykłych zdolności więc sama nie wie
Żywioł: brak
Moce: ..to raczej nie jest żadna przydatna umiejętność, bardziej... symptom choroby? Nie da się nad tym zbytnio panować, na szczęście pojawia się bardzo rzadko
Inne: jąka się, BARDZO, zwłaszcza kiedy musi rozmawiać z nieznajomymi, większość czasu spędza w ludzkiej postaci, swego czasu pracowała nad eksperymentalnymi metodami leczenia, ale nigdy więcej. Zawsze ma ze sobą torbę, jednak nikomu nie chce pokazać jej zawartości
Lubi: motyle- zwłaszcza te niebieskie
Nie lubi: tłumów, głośnych miejsc, swojego świecącego futra
Historia: [LINK]
Sterujący: Geneza
Galeria:
X, X, X, X
Jako człowiek: X, X

Ekwipunek: torba, nie ma tam wiele rzeczy , ale nie chce ich pokazać
Sakwa: 120 ZM
Umiejętności: Szybkość: 50
                 Siła: 10
                 Zwinność: 15
                 Wytrzymałość: 25
Punkty Awansu: 70 / 200
Upomnienia: 1/3

wtorek, 9 lutego 2016

Od Scarlett CD. Raven

Zapytałam go... i od razu tego pożałowałam. Ten jego drwiący, wręcz prześmiewczy uśmiech, analizowanie mnie, ten ton i sposób jego mówienia...Ugh. Jak on właściwie miał na imię? Ra...dek? Raczej nie, ale czy to istotne? Mamy spędzić ze sobą jeden dzień, a nie całe życie, a ta informacja aktualnie nie jest mi potrzebna.
Ehh.. w sumie mogłabym wybrać się po obiecaną rzecz jutro, ale nie mam ochoty znowu znosić użalań Alis, która stale dopytuje się o ten przedmiot. Odchrząknęłam więc.
- Alis poprosiła mnie bym kupiła jej arkusz do rysowania gwiazd. Ma być podobno w sklepie astronomicznym.- odpowiedziałam w miarę spokojnie, kierując się w stronę wyjścia. Chłopak szedł obok mnie, a na jego twarzy zagościł ten sam uśmiech. Jak ja z nim wytrzymam do końca tej drogi? Przyspieszyłam wyprzedzając go o krok i chwyciłam klamkę od drzwi i tym razem ostrożniej je otworzyłam, mając na uwadze ostatnie wydarzenia.
Pogoda była... znośna łagodnie ujmując. Szare chmury, z których delikatnie sypał śnieg, spokojnie dryfowały po niebie. Ptaki siadały na gałęziach drzew i melodyjnie ćwierkały w promieniach południowego słońca. Biel śniegu wręcz oślepiała mnie, więc pomimo pochmurnego dnia, musiałam mrużyć oczy. Poprawiłam płaszcz i pewnym krokiem poszłam w wyznaczonym kierunku, z moim towarzyszem po prawej stronie. Przeważnie szliśmy w milczeniu, nie było tematu, na który moglibyśmy spokojnie porozmawiać, a opowiadanie historii życia nie leży w mojej naturze i widocznie z nim jest podobnie. Czasem któreś z nas rzuciło uwagę na temat ładnej pogody czy określonego członka watahy, lecz na tym się kończyło. Minęło niecałe 10-15 minut, kiedy niebo zaczęły stopniowo pokrywać ciemniejsze chmury, a śnieg opadał coraz szybciej i coraz gęściej. Nie żebyśmy się tym jakoś bardzo przejęli, prawdę mówiąc, zlekceważyliśmy to co się działo. I to był błąd. Kolejne chwile stawały się coraz gorsze, a my maszerowaliśmy dalej.
Zimowy wiatr z drobinkami śniegu zawiał prosto na moją twarz, rozwiewając i kołtuniąc moje włosy, które rano starannie rozczesywałam. Biały puch sięgał mi teraz aż do łydek, pomimo tego, że niedawno była jeszcze nic nieznacząca warstewka. Nie było widać słońca ukrytego za szarymi, mknącymi chmurami i tylko nieznaczne prześwietlenia jego promieni powodowały, że człowiek nie mylił dnia z nocą. Drzewa ogołocone z liści uginały się pod siłą szalejącego wiatru, lecz nie było na nim żadnych zwierząt. Dodatkowo pojawiła się nieszczęsna mgła, gęsta jak mleko, zasłaniająca tylko pole widoku. Wiem z książek, że śnieżyca może objawić się w najmniej spodziewanym momencie i jest bardzo gwałtowna, lecz nigdy nie przeżyłam tego zjawiska na własnej skórze. Na moich policzkach pojawiły się wyraziste, czerwone wypieki, a z każdym oddechem, z moich ust wydobywał się spory obłoczek pary. Włożyłam ręce do kieszeni, uporczywie szukając rękawiczek. Znalazłszy je, w pośpiechu wsunęłam na dłonie, a czapkę zsunęłam tak, by zakrywała uszy.
-To niemożliwe byśmy szli w taką pogodę, zawracajmy! Przełożymy to na kiedy indziej, co? - protestowałam, a przynajmniej próbowałam. 
-Nic nie jest niemożliwe.- mruknął pod nosem a nie doczekawszy się mojej odpowiedzi krzyknął - To już niedaleko! Serio! Chodź, mam ważną sprawę do załatwienia!
"Wariat" pomyślałam." O co mu chodzi? To jest tak ważne, by brnąć dalej przez tę śnieżyce?"Nie wiem co we mnie wstąpiło. Zrobiłam krok do przodu. Drugi. Trzeci. I dalej jakoś poszło. Sunęłam za nim, nawet nie wiedząc co robię. Idiotka ze mnie, trzeba było zostać przy lekturze.

<Raven?>

niedziela, 7 lutego 2016

Od Toxic'a DO Alissy

Przechadzałem się po zaśnieżonym lesie. Nie było aż tak zimno jak mi się wydawało żę będzie, ale i tak jest mi często ciepło dość żę tak na prawde jest zimno na polu. Więc dla mnie to nic nowego. Muj spacer w ciszy nie trwał długo. W oddali mogłem dostrzedz figurę innego wilka, a z tego że sierść była podobna do śniegu to stawiałem na Scarlett, Snowbird lub Alis. Raven był wykluczony bo nie było widać żadnych skrzydeł. Im bliżej byłem tym łatwiej bylo dostrzedz wilka czającego się za tą sylwetką. Okazało się że to była mała Alis, ktura prawdopodobnie też tędyt tylko przechodziła. Jeżeli się nie mylę to mnie już dawno dostrzegła, powodem do takiego myślenia jest kolor moiej sierści ktura jest czarna. Nie trwało to długo zamin się spotkaliśmy. Przywitałem się z lekkim uśmiechaem, a wadera zrobiła to samo.
-Co cię tu sprowadza?
Zapytała zaciekawiona moim pobytem.
-Dziwnie to zabrzmi, ale spacerowałem sobie. A ciebie co tu sprowadza?
Zapytałem w ciąż lekko się uśmiechając do Alis.

<Sry że krutkie ale ni ma pomysłu xD>

Od Toxic'a DO Raven'a

Zaciekawiony fanjym miejscem postanowiłem pójść na polanę żeby zebrać towarzystwo. Ku mojemu zdziwieniu ktoś już tam był, tym kimś był Raven. Stał sam we formie człowieka. Normalnie wyglądało jak by miał śnieg na włosach, ale nie będe tego bardziej komentować bo sam mam dość jasne włosy. Jak by na to nie patrzeć to jestem blądynem. Zmieniłem się w człowieka i podeszłem do chłopaka.
-Cześć
Przywitałem się i uniosłem rękę lekko do gury, a chłopak odwzajemnił gust.
-Co tutaj robisz?
Zapytał na co ja lekko się uśmiechnałem.
-Chcę pozwiedzać piwnice domów w opuszczonym mieście, no i myślałem że chciałbyś się dołączyć
Na twarzy czerwonookiego ujawnił się lekki uśmiech co pewnie oznaczał że z chęcią pujdzie.
-Jeżeli idziesz ze mną to chodź, a jak nie to nie
Zacząłem się kierować w stronę lasu. Nie trwało to długo zanim Raven się dołączył.
-A są tam potwory?
-Są potwory i też takie o kturych nie wiemy
Odpowiedziałem na pytanie i kątynuowałem podruż do miasta, w raz z moim towarzyszem.

<Raven?>

Od Sorrow CD. Razor

Wyszłam z krzaków słysząc słowa nowej. A myślałam że będzie jak inni i poczeka aż sobie wyjdę. No ale nie, bo musiała się wyrużnić.. Dobra nie ważne. Czas poznać nową osobe! Cieszmy się wszyscy razem, oczywiście rozchodzi mi się o tych co umią się cieszyć.
-Słyszałam że jesteś nowa
Powiedziałam jako powitanie. Niebieska wadera tylko przytakneła. Najwyraznej nie lubi dużo mówić, ale to tylko pierwsze spotkanie. Możliwe że jest inna niż mi się na razie wydaje. Wadera postanowiła użyć chwilę ciszy by przestudiować muj wygląd. Tak po prostu od stup do głów, choć mam tylko jedną.
-Kim jesteś i czego chcesz?
Zapytała chłodnym, i nie koniecznie przyjaznym tonem. No ale mnie to nie przeszkadzało, oznaczało to tylko że będzie ciekawie ją lepiej poznać.
-Mam na imię Sorrow i jestem tu bo tak chce, a ty jak masz na imię?
Tak, to była moja odpowiedź na jej pytanie. Uśmiechnełam się lekko i przyglądałam się jej reakcji. Wadera najwyraźniej nie polubiła mojej postawy.
-Jestem Razor
Krutka i wystarczająca odpowiedź. Czyli to potwierdza że nie bardzo lubi moje towarzystkwo. Ale nic nie szkodzi, bo drażnienie innych to tylko frajda! Moje postanowienie na ten moment było proste; spędzić czas z Razor ktura mnie nie lubi.

<Razor?>

Od Raven'a CD. Scarlett

Skrzyżowałem ramiona na klatce piersiowej i popatrzyłem na dziewczynę zirytowany.
- Może...
- To tak czy nie?
- Spora szansa, że i tak coś wymyślisz innego jeśli się nie zgodzę. Więc dobra. Chodźmy. A potem dasz mi spokój.
- Jasne - odpowiedziała. Dopiero teraz zmierzyłem ją wzrokiem. Bardzo dokładnie od dołu do góry. Wyglądała bardzo przyzwoicie. W sumie mogę się z nią pokazać na mieście. Pochwyciłem spojrzenie dziewczyny, której widać niezbyt podobały się te moje wstępne oględziny i uśmiechnąłem się leniwie.
- No to w drogę - wskazałem jej kierunek i odczekałem chwilkę aż zrobi krok i dołączyłem do niej. Nawet nie zadawałem sobie trudu ukrycia swojego na wpół drwiącego uśmiechu.
- No to może oświecisz mnie co do tego gdzie idziemy? - spytałem po chwili milczenia.

<Scarlett?>

sobota, 6 lutego 2016

Od Sorrow CD. Nirvana

Gwiazdy są takie piękne. Można w nich wszytko zobaczyć. A najlepiej się je ogląda gdy masz posuszke z przerośniętego, czarnego, skrzydlatego kota. Powstałam i zmieniłam się spowrotem w wilka. Kot był teraz odemnie wyższy, jest wielkości tygrysa jak by ktoś nie wiedział, a ja nawet przeciętnemu wilkowi nie dogadzam wysokością. Pewnie to wygląda komicznie jak chodzę obok mojego towarzysza. -To może rozpalimy ognisko żebyś się trochu ogrzała?
Zapytałam przemoczoną waderę. A mokra sierść podczas zimy, to nic dobrego. Podeszłam bliżej Nirvany i czekałam na jej odpowiedź.

<Nirvana? Sry że krutkie>