poniedziałek, 13 czerwca 2016

Od Raven'a CD. Lilith

Ałć. Prosto w najczulszy punkt. Skrzywiłem się jak po ciosie w żołądek.
- Na wszystkie istoty piekielne... Musiałaś mnie o to spytać? - zapytałem z żalem - Nie mogłaś na przykład o mój ulubiony kolor? Naprawdę?
- To tak czy nie? - w głosie dziewczyny pobrzmiewała nutka niepewności.
Westchnąłem. Tak bardzo nie cierpię o tym mówić...
- Ta informacja nie jest ci do niczego potrzebna. - oznajmiłem siląc się na obojętność.
Niby luźnym krokiem podszedłem do okna i z niemal pedanterią strzepnąłem z nich kurz, a potem je zasłoniłem. Dzień niedługo będzie, trzeba się prztgotować. Zignorowałem badawcze spojrzenie Lilith poprawiając zasłony. Nie mam obowiązku spowiadać jej się z tego co robię. Odstawiłem jeszcze parę rzeczy na swoje miejsca, schowałem dokładniej butelkę whisky i usiadłem na łóżku ziewając.
- Idziesz spać? - spytała zawiedziona.
- Demony dzień przesypiają. - stwierdziłem - Ale ja nie jestem głupi. Sypiam wyłącznie we własnym towarzystwie. Nikogo więcej.
- Myślisz, że zabiję cię jak zaśniesz?
- Przeżyłem już dość by zakładać, że to prawdopodobne.
Położyłem się na kołdrze. Słońce... Wystarczy, że wstanie, a ja już zdycham. Dlatego w dzień się śpi. Żeby słońce aż tak nie osłabiało. Ziewnąłem po raz kolejny walcząc z sennością.
<Lilith?>

Od Lilith CD. Raven'a

Weszłam do domu chłopaka. Usiadłam na krześle i zaczęłam błądzić bezmyślnie wzrokiem po jego mieszkaniu. To nie tak, że byłam smutna, …Mój brat… On sobie na to zasłużył, nie ważne za co. Ja wiem, że nie był dobrą osobą… Miałam w głowię totalną pustkę i zastanawiała się co w sumie powinnam teraz czuć. Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk otwieranych drzwi.
-Rozumiem, że wzięłaś sobie za punkt honoru łażenie za mną i aż tak łatwo się nie uwolnię. Rzucił oschle.
-No, tak w sumie… chyba jesteś jedyną osobą stąd, którą znam, tak nie tylko z widzenia… Więc chyba nie mam nikogo innego komu bym mogła uprzykrzać życie… Powiedziałam cicho, wgapiając się w swoje buty.
-Mogę cię o coś zapytać? Dodałam po chwili.
-Dobra, byle szybko…
-Dogadujesz się ze swoją rodziną? 

<Raven ?>

Od Raven'a CD. Lilith

- Interesujące - mruknąłem obojętnie.
Mam gdzieś zarówno tę dziewczynę jak i jej problemy. Nic mnie nie obchodzi jej irytująca osoba. Oblizałem się wycierając dłonie w spodnie. I tak są do niczego. Przeciągnąłem się i ściągnąłem z ramion swoją skórzaną kurtkę. Zaraz potem koszulę, nadal nic sobie nie robiąc z obecności Lilith. Rozwinąłem skrzydła i najzwyczajniej w świecie poleciałem do domu. Bez słowa czy czegokolwiek innego.

Wylądowałem na dachu gospody w której aktualnie mieszkam i przez okno dostałem się do swojej malutkiej kawalerki. Tylko łazienka i salono-sypialnia łączona z kuchnią. Westchnąłem sobie cicho wspominając willę w Hadesie. Ładna jest. I całkiem ogromna. Ale wracając... Zdjąłem z siebie zakrwawione ubrania i polazłem pod prysznic. Jakoś tak lubię być czysty i zadbany. Takie tam przyzwyczajenia z domu. Jednak nie dane mi było relaksować się długim, ciepłym prysznicem, bo ledwo tylko udało mi się doczyścić z krwi, a już ktoś zapukał w drzwi. Zakręciłem wodę i mamrocząc przekleństwa owinąłem się ręcznikiem. Po chwili, bardzo zirytowany otwierałem drzwi mojemu "gościowi".
- Czego?!
- Ymmm.... Cześć. Mogę u ciebie troszkę zostać? - spytała. Ta sama co zawsze. Lilith. Znowu.
Zmrużyłem oczy przyglądając jej się.
- Nie masz nic ciekawszego do roboty?
- Nieee...
- Niech no stracę - mruknąłem otwierając drzwi szerzej. Zabrałem sobie czyste ubrania i znów zamknąłem się w łazience. Bądź co bądź nawet niechcianych gości przyjmuje się w czymś ładniejszym niż zwykły, biały ręcznik zawiązany na biodrach.

<Lilith? xd>

Veena

"Ideałami będziemy później, teraz po prostu bądźmy szczęśliwi."

Imię: Veena
Skróty: V
Przezwisko: Aidan często nazywał ją ’’siostrzyczką’’ ,jednak głównie przezwiska/wyzwiska jakie słyszy są mniej więcej takie: „Osz ty mała dziw*ko oddawaj mój portfel!” Jest również rozpoznawana jako członkini krwawej piątki.
Płeć: Wadera
Wiek: 2,5
Charakter: Veena jest osobą trudną do opisania. W ciągu pięciu minut jej charakter potrafi obrócić się o 180 stopni. W jednej chwili będzie żartować śmiać się i zachowywać jak dziecko a w drugiej z zimną krwią poderżnie ci gardło. Życie na ulicy nauczyło ją bezwzględności ale to nie tak, że lubi zabijać. Nie jest chora psychicznie. Nie dogadywała się ze swoimi rodzicami i w wieku 11 (ludzkich) lat uciekła z domu. Obecnie ma 15 i uważa to co zrobiła za największy błąd jej życia. „Ucieczka z domu to wcale nie koniec problemów, jedyne co się kończy to jedzenie, wracaj tam póki możesz” Powiedziała kiedyś chłopakowi który właśnie z takim zamiarem kupował bilet na pociąg. Przez pierwsze miesiące swojej tułaczki po świecie była załamana. Czuła się porzucona i nie kochana ale w końcu dotarło do niej, że wcale nikt jej nie zostawił tylko odeszła na własne życzenie i teraz musi sobie radzić sama. Znalazła przyjaciela. 17 letniego chłopaka imieniem Aidan, którego przeszłość była podobna. Okazało się że jeszcze z paroma chłopakami i jedną dziewczyną mieszkają w starej melinie pod barem. Przygarnęli Veenę nauczyli ją walczyć, kraść… Niezbyt chwalebne umiejętności ale aby przetrwać na ulicy niezbędne. Byli dla niej jak starsze rodzeństwo. Zdecydowanie wcześniej niż powinna poznała smak alkoholu i spróbowała narkotyków. Jednak jeżeli czymś handlujesz to chyba musisz mieć pojęcie co to i jak działa. Hazard również nie jest jej obcy. Szczególnie upodobała sobie pokera. Lubi zwierzęta, zwłaszcza koty. Z wzajemnością bo prawie wszystkie dachowce z ulicy za nią chodzą . Jay, taki jakby ’’szefunciu’’ ich mini gangu często wkurzał się że robi im z domu zoo, ale że była ulubienicą całej reszty na jego nieszczęście nie mógł jej nic zrobić. W wilka nie zmienia się prawie w ogóle. Urodziła się jako człowiek a jej rodzice są normalnymi ludźmi. Dziwne zdolności odziedziczyła po babci i starała się je ukrywać. Sposób w jaki zarabiali nie był również za bardzo uczciwy i honorowy ponieważ byli po prostu najemnymi zabójcami i okazjonalnie handlowali kokainą. Często byli przezywani krwawą piątką. Niestety nikt nie jest nie omylny. Podczas swojej ostatniej akcji którą był napad na jakiś urząd w celu wykradzenia ważnych papierków i dostarczenia ich jakiemuś bogatemu fagasowi ponieśli klęskę. Okazało się, że była to zasadzka. Przyjechała policja.. Mary została zastrzelona Jay i Luke złapani i wsadzeni za kratki a Aidan zginą ratując dziewczynę dzięki czemu udało jej się uciec. Wtedy po raz pierwszy zmieniła się w wilka . Cały czas ma sobie za złe to że nie potrafiła wtedy pomóc przyjaciołom i że Aidan przez nią zginą.
Cechy szczególne: Raczej niema nic szczególnego i dziwnego w 15 letniej dziewczynie z nożem w ręku, prawda?
Status: Omega
Stanowisko: Skrytobójca
Partner/Partnerka: Nie posiada, szuka ale raczej się do tego nie przyzna.
Rodzina: No ten… Raczej nie chcą jej widzieć po tym co zrobiła
Przyjaciele: Aidan-martwy, Jay, Luke, Mary-martwa
Rasa: Wilk Wojny
Żywioł: Nie ma/nie odkryty
Moce: Czy do mocy zalicza się znajomość trzech różnych sztuk walki (Karate, Taekwondo, Judo) i umiejętność obsługi broni palnej?
Inne:
- Jest biseksualna
-umie grać na gitarze
-Często ma koszmary
-Ma klaustrofobie
Lubi: Koty, Wbrew pozorom lubi też rysować i jest w tym całkiem dobra, towarzystwo, ale nie w nadmiarze
Nie lubi: Małych pomieszczeń, nadętych i aroganckich ludzi
Historia:
Sterujący: the-psycho-artist

Ekwipunek: Jedyną rzeczą jaką ma z domu jest czapka z daszkiem.
Sakwa: 100 ZM
Umiejętności: Szybkość:30
                        Siła:20
                        Zwinność: 30
                        Wytrzymałość:20
Punkty Awansu: 0 / 200
Upomnienia: 0/3

sobota, 11 czerwca 2016

Od Zero CD. Nirvany

- No to co teraz? - spytałem
- A źle ci się tutaj siedzi?
- No... Nie. Jest fajnie. Ale ja jestem istotą która generuje energię. Wiesz przecież. Siedzenie i nic nie robienie prawie nigdy mi dobrze nie robi.
- Wiem... - westchnęła Nir wstając.Widać było, że jest zawiedziona. Przytuliłem ją.
- Przepraszam kochanie... Popsułem urok chwili.
- Nie szkodzi - zbyła mnie.
Otworzyłem usta, żeby coś powiedzieć, ale nagle wpadł na nas Toxic. Wyglądał jakby zobaczył ducha albo gorzej.
- Zero! Atak! Jeźdźcy Apokalipsy jadą!
- Spokojnie Toxic. Powiedz mi powoli co się dzieje.
- Nie ma czasu! Watahę nam rozwalą!
- Dobrze. Idę tam. Odprowadź Nirvanę do domu i dołącz do mnie, jasne? - spytałem upewniając się, że zrozumiał. Ten energicznie pokiwał głową "na tak".
- Ale ja mogę pomóc! - wtrąciła Nir.
- Poradzę sobie z tym. Nie musisz ryzykować. Zostań w domu i zaczekaj aż wrócę - pocałowałem ją w czoło i odwróciłem się. Odbiegłem po paru krokach zmieniając się w wilka. Pół terenu watahy przesadziłem wielkimi skokami, drugie pół przemierzyłem ostrożniej szukając wrogów. Gdzieś tutaj muszą być...

<Nirvana?>

Od Lilith CD. Raven'a

Popatrzyłam na swoje już za niedługo ofiary. Przez chwilę zastanawiałam się czy w zmienić się w cień czy wziąć nóż ale w końcu zdecydowałam że pierwsza opcja jest ciekawsza więc tak też uczyniłam co już na wstępie poskutkowało wybuchem paniki wśród ludzi którzy zaczęli uciekać we wszystkie strony świata .
-Pilnuj mi noża! Krzyknęłam do trupa w którego był wetknięty i ruszyłam się bawić. Korzystając z tego że jako cień mam większą siłę pierwszemu po prostu skręciłam kark walnęłam nim o okno zbijając przy tym szybę. Normalny szary człowiek który zasłużył na normalną szarą śmierć. Druga była dziewczyna typu ‘’nie jestem taka jak wszystkie” No. Teraz już nie była ponieważ wokół szyi miała owinięte niczym gustowny szaliczek swoje własne jelito. Trzeci skończył nadziany na kawałek zardzewiałej rynny, wyglądał jak szaszłyk… Z dużą ilością ketchupu. Czwórka i piątka zamienili się głowami, do prawdy zabawnie wyglądał stary menel z głową licealistki i na odwrót. Dwójka ostatnich wykazała się niestety większą bystrością umysłu niż ich poprzednicy ponieważ zaczęli uciekać tyko że przy jednym z nich wydały się brak ćwiczeń i zerowa kondycja więc dopadłam go szybko robiąc z niego krwawą papkę. Z ostatnim było trochę trudniej lecz po chwili gonitwy również był zdany na moją łaskę. Siedziałam na nim przyciskając mu kawałek rozbitego szkła do szyi. Jak by ktoś patrzył na to z tyłu to mogło wyglądać to lekko dwuznacznie. Facet miał maskę… To było trochę dziwne
-C-czekaj! Lilith! Wysapał ochrypłym głosem. Odsunęłam się od niego na dźwięk swojego imienia. Skąd on wie jak się nazywam! Gość korzystając z tej chwili podciągną rękaw swojej koszuli do góry. Miał na ramieniu tatuaż watahy wilków przemiany. Taki sam jak mam ja… I ściągnął maskę z twarzy. To co zobaczyłam przebiło moje wszelkie oczekiwania… Przede mną leżał mój brat. Mój przeklęty brat z tej całej przeklętej rodziny! Dobrze wiem czego on chciał… 
-NIE WRÓCE TAM! Nie wrócę! Słyszysz ! Dajcie sobie wreszcie spokój z szukaniem mnie! Wykrzyczałam mu w twarz.
-Heh naiwna siostrzyczko… Rzucił oschle czując że już mu nie zagrażam.-Myślisz że ktokolwiek chce cie tam jeszcze widzieć. Miałaś swoją szansę rok temu jak do ciebie przyszedłem. Pamiętasz? Za dezercje w naszej watasze kara jest najwyższa. Nie myślałem że znalezienie cie okaże się tak proste!… Wiem że nie jesteś w stanie mnie zabić..Ale ja przyszedłem wykonać wyrok ojca!
Chwycił kawałek pobitej szyby i zamachną się nim kierując w moją głowę lecz w połowie ręka mu opadła. Dźgnęłam go raz w szyję, późnij w głowę, oczy, śmiejąc się przy tym… Nie wiem dlaczego ale to, że go zabiłam i jest ich o jednego mniej napawało mnie jakąś chorą satysfakcją
-Ja nie zabiję!? Nic dla mnie nie znaczycie! Nie chce mieć nic wspólnego z moją pie*rzoną rodzinką!! Obyś zdechł w piekle! Zakończyłam swoją przemowę wciąż wbijając mu szkło w różne części ciała do czasu gdy przestał już przypominać człowieka. Wróciłam do ludzkiej postaci i usiadłam obok wgapiając się w niego bezmyślnie. Nagle usłyszałam za sobą kroki.


< Raven? Chyba trochu przesadziłam xd>

piątek, 10 czerwca 2016

Od Nariel CD. Erik'a

Przechadzałam się pod namiotem, dookoła było wiele ludzi a powietrze stało się ciężkie i nie świeże . Poczułam, że kręci mi się w głowie jednak nie zamierzałam wyjść. Zaciekawienie białym tygrysem było zbyt silne. Usiadłam więc oddychając głęboko.
–No, w takiej pozycji to raczej nic nie zobaczę. –Uśmiechnęłam się do siebie ale zanim zdążyłam się podnieść ktoś klapnął obok mnie. Spojrzałam na niego. –Słabo panu? –Spytałam kapkę zdziwiona .
-Nie po prostu stanie jest zbyt upierdliwe. –Odparł znudzony.
-Aha… ale tak nic pan nie zobaczy(przyszedł sobie posiedzieć czy co ).- Zdziwienie wzrosło.
- Erik jestem. – Przedstawił się (zmył moje pytanie …jak miło).
-Nariel. –Zerknęłam na niego z ukosa. – Nie mogę się doczekać kiedy pokarzą tygrysa. – Powiedziałam już bardziej przyjaźnie.
-A więc ty tak, że przyszłaś go zobaczyć . –Oparł głowę na kolanach.
-No. –Palnęłam z entuzjazmem. –Pierwszy raz jestem w cyrku, a więc porządnie się nakręciłam.
- Pierwszy raz? To co w takim razie robiłaś w dzieciństwie? –Obróci ł się w moją stronę.
-Cicho już się zaczyna.- Podskoczyłam potrącając przy tym kilka osobników.
-…- Erik powoli podniósł się do pionu. Na arenie przed widzami stanął przesadnie kolorowy jegomość ,przez pierwszych kilka minut robił z siebie idiotę, a potem niezwykle ubawiony swoją głupotą odszedł. Zdecydowanie byłam zawiedziona, swój humor odzyskałam dopiero w tedy, kiedy lwy wyryczały do re mi fa sol… podczas tego występu co chwilę zerkałam na Erika ale on nadal utrzymywał swój poker face. Dopiero kiedy przez żelazną klatkę wyszedł potężny lśniąco biały tygrys jego twarz się ożywiała.
<Erik?>

czwartek, 9 czerwca 2016

Od Nirvany CD Zera

- Ty się musisz najeść - powiedziałam pogodnie do Zera.
- Masz rację - uśmiechnął się i zaczął zajadać.
Gdy skończyłam posiłek postanowiłam poturlać się po wzgórzu.
Rozbawiony Zero postanowił do mnie dołączyć. Zmieniłam się w człowieka a wraz ze mną on również. Podczas turlania się nie szczędziliśmy sobie pocałunków i uścisków. Usiedliśmy by podziwiać zachód słońca, było pięknie a zwłaszcza z nim. Położyłam głowę na jego ramieniu a on delikatnie mnie objął. Pocałowałam go i uśmiechnęłam się, byłam obok niego, osoby przy, której jestem najszczęśliwsza na świecie...wydaje, mi się że on też. Położyłam dłoń na jego dłoni i wpatrywałam się w zachodzące tuż za horyzontem słońce.
To była magiczna chwila, chwila, której nie chciałam psuć, on też nie miał na to ochoty.
Po dłuższej chwili postanowił coś powiedzieć.
-...

<Zero?>

środa, 8 czerwca 2016

Od Erika DO Kogoś

W mieście nie było prawie nikogo. Może i było to zastanawiające ale nie na tyle żeby długo zaprzątać tym sobie głowę. Powoli robiło się ciemno a ja nawet nie wiem po co w ogóle tu przyszedłem. Zaglądałem do paru sklepów ale nigdzie nie było nic godnego uwagi. Wychodząc ze spożywczaka zauważyłem że jacyś pijani goście właśnie wytoczyli się z pobliskiej knajpy i ledwo trzymając się na nogach ruszyli w moją stronę. Wyminąłem ich omal co nie krztusząc się smrodem który roznosili za sobą. Poczułem że któryś z nich chwyta mnie za łokieć.
- Nie pomożesz biednemu, starszemu panu w potrzebie? - odwróciłem się, żeby spojrzeć, który taki mądry szuka kłopotów. Mężczyzna, około pięćdziesiątki, szczerzył się pokazując swoje krzywe i zżółkniałe zęby.
-Może nie dzisiaj - uśmiechnąłem się wymownie i szarpnąłem ręką, żeby mnie puścił ale on dalej uparcie trzymał się mojego rękawa
-No patrzcie jaki niegrzeczny młodzieniec - wybuchnął śmiechem a jego kumple poszli w jego ślady. Przestali jednak kiedy zauważyli że ich 'szef' robi się czerwony. Metalowy naszyjnik zaciskał się na jego tłustej szyi a mężczyzna rozpaczliwie próbował zaczerpnąć powietrza. Jego próby oderwania łańcuszka od swojej krtani na nic się zdały. Rozluźniłem uścisk dopiero, kiedy pijaczyna zaczął się robić siny na twarzy. Jego kumple z przerażeniem w oczach patrzyli to na mnie to na klęczącego teraz na ziemi i charczącego towarzysza.
-No już, spadajcie... -pomachałem im niedbale i poszedłem dalej w swoją stronę.
***
Kilka przecznic dalej zaczęło się robić gwarno. Miałem wrażenie jakby wszyscy ludzie z miasta zebrali się właśnie w tym miejscu. Ponad ich głowami zauważyłem że na rynku stoi jakiś ogromny, kolorowy namiot. Czyżby cyrk? Rozejrzałem się i owszem, na słupie wisiało ogłoszenie o podróżnym cyrku. Pisało też, że przedstawienie zaczyna się o godzinie 22 oraz, że główną atrakcją jest bardzo rzadki, biały tygrys. Spojrzałem na zegarek w telefonie. Było dopiero 15 po 21.
W sumie... Czemu miałbym nie iść?

<Ktoś? >

sobota, 4 czerwca 2016

Od Toxic'a CD. Alis

-Alis!?
Prawie że krzyknąłem jej imię, co spowodowało że większość ludzi którzy byli w sklepie spojrzeli w naszym kierunku. Nie przejmowałem się za bardzo, gdyż Alis właśnie odpłynęła. Udało mi się ja złapać nim uderzyła w ziemie. Powoli położyłem jej ciało na ziemi, klękając i kładąc jej głowę na kolana. Po nie którzy ludzie zaczęli coś do siebie szeptać nawzajem. Ja byłem bardziej zajęty rozmyślaniom nad tym co się stało. "Ktoś jej coś zrobił?! A może to był jakiś przedmiot? Albo coś innego?" Zacząłem się rozglądać do okoła za przyczyną zemdlenia Alis. Przeglądałem wszystko i wszystkich mając nadzieje ze coś znajdę. Ten czyn wzbudził u osobach w sklepie jeszcze więcej dziwnych podejrzewań, przyprawiając otoczenie o szum stworzony przez ilośc szepczących ludzi. Dostrzegłem tez małego chłopca stojącego obok swojej mamy. W przeciwieństwie do reszty nie szeptał, a do moich uszu dotarł jego głos.
-Mamusiu, a co on jej zrobił?
-Nie wiem kochanie, ale nie zbliżaj się..
Spojrzałem na matkę z wrogim wzrokiem, na co cofnęła się z dzieciakiem. Zezłościło mnie to ze mnie oskarżają choć nic nie zrobiłem, a to co mnie jeszcze bardziej zezłościło był fakt ze nawet sam nie wiedziałem co się stało i noc nie mogłem wymyślić. Chwyciłem się za głowę mając nadzieje ze coś wymyślę, spoglądając na Alis. Nie miałem żadnego pojęcia co jej się mogło stać ze zemdlała. Po jakimś czasie dziewczyna zaczęła się przebudzić. A jak trochu otwarła oczy to postanowiła usiąść. Spoglądałem na nią zaniepokojony mając nadzieje ze jej nic nie jest, choć zemdlała co nie wróży nic dobrego.

<Alis? Sry ze tak długo ;-; >