- Masz rację - uśmiechnął się i zaczął zajadać.
Gdy skończyłam posiłek postanowiłam poturlać się po wzgórzu.
Rozbawiony Zero postanowił do mnie dołączyć. Zmieniłam się w człowieka a wraz ze mną on również. Podczas turlania się nie szczędziliśmy sobie pocałunków i uścisków. Usiedliśmy by podziwiać zachód słońca, było pięknie a zwłaszcza z nim. Położyłam głowę na jego ramieniu a on delikatnie mnie objął. Pocałowałam go i uśmiechnęłam się, byłam obok niego, osoby przy, której jestem najszczęśliwsza na świecie...wydaje, mi się że on też. Położyłam dłoń na jego dłoni i wpatrywałam się w zachodzące tuż za horyzontem słońce.
To była magiczna chwila, chwila, której nie chciałam psuć, on też nie miał na to ochoty.
Po dłuższej chwili postanowił coś powiedzieć.
-...
<Zero?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz