Jeden demon. Nas jest dwóch. Wynik walki był przesądzony, a mimo to nie była to krótka, ani łatwa potyczka podczas której i ja i Toxic zarobiliśmy po kilka siniaków i zadrapań. Niby nic wielkiego. Ot, zarysowanie na skórze, niezbyt głębokie i na pewno niegroźne, a mimo to nieprzyjemnie piekło. Tak czy siak demon został pokonany i rozpłynął się w powietrzu, a Toxic pod pretekstem doprowadzenia się do porządku wrócił do siebie. Wszedłem do domu.
- Już dobrze Nir! - zawołałem. Mój wzrok padł na lustro zawieszone przy wejściu. Potargane włosy, jakaś ciemna, brudna smuga na brodzie i płytkie cięcie na kości policzkowej zdobiły moją twarz. Ręce w sumie też miałem poharatane, ale poza tym nic mi nie było. Od tego się nie umiera. Nagle poczułem lekkie uderzenie. Drobne ręce mojej dziewczyny natychmiast zacisnęły się na mnie kiedy wtuliła się we mnie. Ja też ją objąłem.
- Wszystko dobrze Nir. Nic mi nie jest - zapewniłem uprzedzając jej pytanie - Tylko troszkę się poharatałem...
- Widzę... Idź się umyć, a potem przyjdź do kuchni. Zajmiemy się tym - mruknęła puszczając mnie i odchodząc do kuchni.
Bez słowa poszedłem prosto do łazienki i odkręciłem wodę przez chwilę bezmyślnie patrząc jak spływa do umywalki i znika mi z oczu. A potem wsadziłem obie dłonie pod strumień i pochyliłem się żeby umyć sobie twarz. Syknąłem cicho kiedy rysa na policzku zapiekła nieco bardziej. Zakręciłem wodę, wytarłem się z wody i wyszedłem z łazienki. Ledwo pokonałem drogę do kuchni, a już zostałem niemal siłą przyciągnięty do stołu i posadzony na krześle. Uśmiechnąłem się pod nosem. Lubię kiedy ktoś o mnie dba. Nirvana odpowiedziała na mój uśmiech.
- Pokaż no ten twój policzek - delikatnie odwróciła mi głowę, by się przyjrzeć. A potem bez żadnego ostrzeżenia coś mi tam przyłożyła. Pewnie materiał z wodą utlenioną.
- Au...
- Wiem, że boli... Zaraz przestanie - stwierdziła skupiona na pracy.
- Kocham cię.
Na te słowa dziewczyna się uśmiechnęła. Szybko się ze wszystkim uwinęła i odłożyła rzeczy na swoje miejsce. Wstałem i wyniosłem się na kanapę. Oczywiście Nirvana niedługo po mnie też się tam pojawiła i usadowiła się obok mnie. Objąłem ją ręką.
- Zero? A te demony jeszcze wrócą?
- Na pewno... Ale nie pozwolę im zniszczyć watahy - odpowiedziałem z uśmiechem.
<Nirvana? Nadal nie umiem nic ciekawego wymyślić :x >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz