środa, 29 czerwca 2016

Od Nazgar CD. Kayli

W spokoju dane mi było postawić tylko kilka kroków. Zaraz potem moim oczom ukazał się on - nastoletni duch chłopaka. Z tego skroni powoli płynął niewielki strumyczek krwi, pojedyncze krople skapywały na ziemię tworząc kałużę w trawie. Chłopak swoje lekko kręcone włosy miał brudne, pozlepiane w strąki, które nawiasem mówiąc sterczały na wszystkie strony. Szaro-błękitne oczy patrzyły na mnie z powagą i niewypowiedzianym smutkiem. Dlaczego zmarli tak rzadko patrzą na mnie z nadzieją? Przecież nie jestem winna ich śmierci. Ja tylko pomagam im przejść na drugą stronę. Mogliby choć trochę okazać mi wdzięczność lub chociażby nie wymagać ode mnie bym żyła ich problemami. Wszyscy byliby wtedy bardziej zadowoleni, niestety jednak dusze są uparte i nie przemawia do nich żaden logiczny argument. Dyskretnie zmierzyłam wzrokiem resztę ducha. Podarte ubrania i liczne rany... Musiał troszkę cierpieć przed śmiercią. Pomogę mu, nie mam wyjścia. Inaczej i tak nie da mi spokoju. Chłopak odwrócił się i odszedł, dokładnie w tę samą stronę w którą szłam z Kaylą. Nie wiele myśląc poszłam za nim. Dopóki chłopak idzie w tę samą stronę, w którą ja, mogę bez obaw podążać z nim. Przy odrobinie szczęścia moja towarzyszka nie zauważy żadnej różnicy.
Wsłuchałam się w jakże miły dla uszu śpiew ptaków, delektowałam się przyjemnym uczuciem które wywoływała łaskocząca mnie przy każdym kroku trawa i dotykiem promieni słonecznych na mym grzbiecie. Gdyby nie uporczywa obecność widmowego chłopaka ten spacer mógłby uchodzić za idealny. Jednakże mój  problem nie zniknął nadal uparcie brnąc przed siebie i zupełnie nie zwracając uwagi na to, że gałęzie zwyczajnie przez niego przenikają. Natomiast ja miałam wątpliwą przyjemność stąpania po dość osobliwym szlaku naznaczonym jego krwią. Całe szczęście, że Kayla jej nie widzi... Mogłoby być odrobinkę nieciekawie. Przeniosłam wzrok z pleców młodzieńca na drzewa, a stamtąd na ziemię. Kiedy chłopak przechodził ptaki milkły w pół tonu, a dwie wiewiórki uciekły w popłochu jakby goniło je samo piekło. Nasz marsz nie trwał długo. Chłopak ewidentnie coś sobie przypomniał i gwałtownie się odwrócił szybkim krokiem zmierzając wprost na Kaylę. Otworzyłam szerzej oczy błagając go w myślach, żeby powiedział mi co ma do powiedzenia i sobie poszedł, ale on nie posłuchał. Zatrzymał się tuż przy Kayli. Wiedziałam, że poczuła jego obecność.
~ Nazgar, czy ty tez masz to dziwne uczucie? - spytała mnie rozglądając się niepewnie.
Ja również czułam chłód ducha, lecz dla mnie nie było to dziwnym uczuciem. Często takiego doświadczam, ale jak powiedzieć to waderze tak by się nie wystraszyła? Prawda może okazać się dość straszna. "Nie przejmuj się Kaylo. To tylko zakrwawiony duch młodzieńca stoi za tobą i oczekuje mojej pomocy. Nie odwracaj się i tak go nie zobaczysz." Tak... Ta wersja raczej nie przejdzie.
- Nie jestem pewna... Zależy jak zdefiniujemy słowo "dziwne" - odparłam. Muszę kupić więcej czasu na to, by pomyśleć nad sensowną odpowiedzią. Niech mi wszystko opowie, mimo że sama znam szczegóły.
~ To jest tak... Tak jakby ktoś tu był z nami. Nikogo nie widzę, a jednak czuję wyraźnie obecność czegoś... - mówiła powoli z lekkim wahaniem, tak jakby chciała przekazać mi wszystko jak najdokładniej i potrzebowała chwilki na ubranie tego w słowa - I czuję też dziwny chłód... Coś jakby wiatr, ale nie do końca. Myślisz, że to miejsce może być nawiedzone? - w jej glosie zabrzmiała delikatna nutka strachu.
Właśnie dlatego nie mówi się zwykłym ludziom i wilkom o duchach. W zatrważającej większości dusze wywołują strach, panikę, niepewność... Tylko niewielki odsetek myślących istot czerpie z obecności ducha przyjemność, ale najczęściej są to osoby niespełna rozumu. Mnie dusze są obojętne, tak samo jak każdemu doświadczonemu, obdarzonemu moim darem.
- Nonsens... Alpha raczej uprzedziłby o tym gdyby na terenie watahy było takie miejsce. - oznajmiłam z typową dla siebie obojętnością. Nadal nie miałam pomysłu na to jak wszystko wyjaśnić i zdradzić jak najmniej o sobie.
~ Może... I tak czuję się dziwnie.Wiesz może co to może być?
Przeniosłam wzrok na ścianę drzew podziwiając grę światła i cieni na kołysanych wiatrem liściach. Sprawiałam pewnie wrażenie głęboko zastanawiającej się nad odpowiedzią.
- Wydaje mi się, że to nic szczególnego. Zwyczajna anomalia pozostała po Apokalipsie.
~ Mhm...
Kayla ewidentnie jeszcze nie uspokojona do końca ruszyła przed siebie. Chłopak ruszył krok w krok za nią wyciągając rękę tak, jakby chciał ją pogłaskać. Ciekawe... Szkoda tylko, że wadera nie uwolni się od dziwnego uczucia tak szybko jakby sobie tego życzyła. Wyraźnie widziałam, że chłopak nabrał gdzieś dostatecznie dużo sił by móc zostać dla mnie widzialnym na dłużej niż naturalnie. Trzeba będzie koniecznie zająć się tym przypadkiem najszybciej jak to tylko możliwe. Duch z nieco bardziej zadowoloną niż zwykle miną głaskał Kaylę, która mimo że nie czuła dotyku i tak zdawała się być świadoma tego co się dzieje.
~ Odejdź stąd.duszo - rzuciłam w myślach zastanawiając się czy zrozumie - Odejdź skoro nie masz zamiaru przekazać mi niczego istotnego.
Duch powoli pokręcił głową i przestał męczyć moją towarzyszkę. Och, doprawdy? Więc ma informacje jak sobie pomóc i zamiast mi je przekazać zwyczajnie nie daje mi spokoju... Cudownie wprost. Co z niego za duch? Ja wiem, że niedawno umarł. Wiem, że świat dusz jest dziwny i skomplikowany i że potrzeba czasu by w pełni zrozumieć rządzące nim zasady, ale litości... Który zmarły aż tak się ociąga z tym by w spokoju odejść do lepszego świata? Pokręciłam głową w geście rezygnacji. Duch widząc moją niechęć rozpłynął się w powietrzu. Pewnie zaczeka na dogodny moment by znów zaatakować. Przewróciłam oczami doganiając swoją towarzyszkę. Jest taka jedna rzecz w jej wyglądzie która zdecydowanie nie daje mi spokoju. Kayla ozdabia się piórami. Problem w tym, że nigdy w życiu nie widziałam plemienia Indian który przystrajałby się w taki sposób i takimi właśnie piórami. Zasada jest jedna i bardzo prosta. Plemię nosi ozdoby charakterystycznego zwierzęcia, najczęściej wykorzystywane są ptasie pióra, z danego regionu. Tak jak Ohatikayo noszą pióra orła żyjącego na ich ziemi, tak jak Walkuuja zdobią się w wachlarze kolorowych piór pochodzących od ptaków tak charakterystycznych dla ich terenów. Kayla natomiast nie pasowała mi do żadnego z plemion. Nie wyglądała mi też na Indiankę, co było tym dziwniejsze. Niewiedza... Jakże okropnie mnie męczy ta cicha dręczycielka. Nie cierpię nie wiedzieć. Nie ma dla mnie gorszej tortury niż niewiedza, która w pewnym sensie oznacza głupotę. Nie uważam się za osobę nieinteligentną, więc logicznym jest, że pragnę wiedzy. Brak informacji jest dla mnie nieznośny, ciąży mi niczym brzemię niejednokrotnie nie pozwalając spać spokojnie. Nie mam w zwyczaju zostawiać w spokoju informacji których nie posiadłam. Zwyczajnie nie potrafię się zdobyć na takie poświęcenie. Może się to wydawać dziwne, lecz cenię naukę bardziej niż kontakty towarzyskie. Jednakże muszę się dowiedzieć...
- Wybacz Kaylo, lecz mam pytanie - zaczęłam ni stąd ni zowąd zaczęłam mówić.
~ Tak? - w głowie rozległ mi się telepatyczny głos mojej rozmówczyni.
- Czy ty masz coś wspólnego z Indianami?

<Kayla?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz