poniedziałek, 20 czerwca 2016

Od Ramphilli CD. Engel'a

Kiedy pokaz fajerwerków dobiegł końca, oboje wstaliśmy z trawy, otrzepując dłonie z drobnych grudek ziemi. Cóż, szczerze powiedziawszy to brud nigdy bardzo mi nie przeszkadzał, dlatego bez zbędnych ceregieli wytarłam się o spodnie i rąbek bluzki. No dobra, właściwie to Engel wstał pierwszy, wspominając coś o rozmowie o zleceniu. Ja podniosłam się zaraz po tym, co odrobinę zdziwiło chłopaka. A przynajmniej takie odniosłam wrażenie. Lekko uniesione brwi mogły oznaczać nie tylko pytanie, ale równie drobne rozbawienie stanem, do jakiego doprowadziłam swój wygląd poprzez wcieranie ziemi w ubranie.
- Też już idziesz?- zagaił chłopak. Odpowiedziałam energicznym kiwnięciem głowy, dodając wesołe „achaa!”. Kiedy obrzuciłam przelotnym spojrzeniem zawartość swojej torby, upewniając się, czy aby na pewno wszystko jest na swoim miejscu i przewiesiłam cały swój dobytek przez ramię, Engel dodał.- Wiesz, nie musisz tego robić ze względu na mnie.
Machnęłam bezceremonialnie ręką, posyłając chłopakowi wyszczerz zadowolonego sześciolatka. Nawet nie zauważyłam w którym momencie ruszyliśmy przed siebie, opuszczając polanę i tym samym, kończąc nasze Święto Wiosny.
- E tam, nie ma sprawy.- odpowiedziałam, dopiero wtedy, gdy już znaleźliśmy się poza miejscem imprezy.- Wiesz, bez Ciebie i tak nie miałabym tam zbyt wiele do roboty.- rzuciłam, wzruszając ramionami.
- Poważnie?- szatyn uniósł jedną brew, uśmiechając się dumnie.- Czuję się zaszczycony.
Przewróciłam teatralnie oczami, parskając śmiechem. Otworzyłam usta, szybko układając w myślach złośliwy komentarz, jednak w ostatniej chwili dotarło do mnie, że o późniejszej porze chyba kończy mi się wena na docinki. Dlatego też ograniczyłam się do pokręcenia głową, z udawanym niedowierzaniem.
- Ej, Engel?- ponownie zagaiłam do chłopaka, na co ten zaśmiał się rozbawiony.
- Ty chyba nie umiesz zbyt długo wytrzymać w ciszy, co?
Pokręciłam przecząco głową. Poczułam, jak kąciki moich ust ponownie unoszą się ku górze, tym samym, zdobiąc twarz uśmiechem. Zupełnie, jakby stwierdzenie tak oczywistego faktu, jak „nie umiesz się zamknąć” było dla mnie komplementem. Właściwie to… nazwijcie mnie wariatką, ale zrobiło mi się dziwnie miło. Chyba faktycznie odebrałam to jako komplement. 
- Nie, nie umiem!- odparłam dumnie.- A teraz lepiej powiedz, jak daleko?- Chłopak spojrzał na mnie badawczo, więc szybko dodałam.- Do Twojego domu. Odprowadzę Cię.
Engel posłał mi zdezorientowane spojrzenie, nie kryjąc przy tym zdziwienia. Zrobił przy tym zabawną minę, jednak kiedy tylko otrząsną się z krótkiego transu, parsknął, kręcąc głową z niedowierzaniem.
- O ile dobrze pamiętam, zwykle to właśnie chłopak odprowadza dziewczynę, nie na odw…- nie skończył zdania, gdyż bez uprzedzenia przyłożyłam mu rękę do ust.
- Ciii, w pobliżu mogą czaić się świrnięte feministki! Jeszcze któraś Cię usłyszy.- rzuciłam żartem. Zaraz puściłam Engel’a, odkładając również swoją rękę na miejsce. Oboje zaśmialiśmy się, jednak już nie tak energicznie, jak kilka godzin temu. Dopiero ten fakt uświadomił mi, jak bardzo zrobiło się późno. Może wydać wam się to dziwne, jednak właśnie w tym momencie dotarł do mnie charakterystyczny, nocny chłód, jakże typowy dla tej pory dnia. Włożyłam jedną rękę do kieszeni, drugą wciąż trzymałam pluszowego misia, przez co było mi całkiem ciepło.
Moje niebieskie oczy w ułamku sekundy wyłapała przebiegłe spojrzenie przyjaciela.
- To nie ja jestem tutaj najgłośniejszy…- zauważył Engel, rzucając z pozoru najzwyklejszą w świecie uwagę. W rzeczywistości była to tylko kolejna zaczepka, gdyż, całe szczęście, daleko było temu do niemiłej sugestii.
To stwierdzenie zapoczątkowało kolejną, długą rozmowę, która w mgnieniu oka przemieniła się w kłótnię. Jednak nie taką prawdziwą, po której dwójka ludzi nie tylko przestaje się do siebie odzywać, ale nawet przechodzi na drugą stronę ulicy, unikając wzroku dawnego towarzysza. Nic z tych rzeczy! Był to kolejny przykład żartobliwej i udawanej sprzeczki, jakże typowej dla znajomych, którzy potrafią znaleźć wspólny język.
Szliśmy tak jeszcze kilkanaście minut, najpierw rozmawiając ze sobą, a zaraz potem zgodnie milcząc. Co ciekawe, cisza, która czasem między nami nastawała nie była ani trochę niezręczna, a osoby, w których towarzystwie kiedykolwiek doznałam podobnego wrażenia, mogę policzyć na palcach jednej dłoni. 
Snując się przez miasto, jak twe dwa cienie, mijaliśmy kolejne skrzyżowania, ulice i łączące się z nimi małe uliczki, wyglądające niczym dopływy, wpadające do większych rzek. Cały czas rozglądałam się dookoła, przyglądając się uważnie każdemu sklepikowi, każdemu domu, każdemu drzewu i każdej ławce, jakbym po raz pierwszy znalazła się w tych okolicach. Zapewne wyglądałam przy tym, jak zagubiona turystka, ale przecież byłam tutaj wiele razy i nie jeden raz przyszło mi oglądać te wszystkie rzeczy, które teraz ponownie przykuwały mój wzrok. Prawda jest taka, że bardzo lubię przyglądać się znajomym kształtom w świetle księżyca, bo kiedy zachodzi słońce, wszystko wygląda zupełnie inaczej. Tak było również tym razem, kiedy obserwowany przeze mnie krajobraz zdawała się tak dobrze znajomy i niepokojąco obcy zarazem. 
Nasze cienie wędrowały przy nas, leniwie czołgając się po chodniku. Co chwila zmieniały długość i kierunek. Raz długie wędrowały daleko przed nami, jakby myślały o oderwaniu się od własnych właścicieli, a zaraz potem wracały w mgnieniu oka i niewielkie, posłusznie podążały przy naszych stopach. A wszystko to za sprawą rzędów miejskich latarni, które stoją w równych odległościach od siebie przy każdym bardziej uczęszczanym chodniku. Zarówno rzucane przez nie światło, jak i nasz ciągły ruch, sprawiały, że cienie płatały nam figle.
Engel zatrzymał się niespodziewanie przy skrzyżowaniu, a ja o mały włos na niego nie wpadłam. 
- Tutaj chyba się pożegnamy.- odparł chłopak, zapewne studiując w myślach dalszą drogę do domu i czas, jaki zajmie jej pokonanie.- Dalej dojdę sam, a ty też zapewne musisz jut… dziś wcześniej wstawać.- poprawił się, choć ja wciąż nie wierzyłam, że za niecałe sześć godzin będę musiała wstawać i iść na próbę do teatru. Ale co począć? Przedstawienie tuż tuż, dlatego musimy zrobić co w naszej mocy, by wyszło jak najlepiej!
- Jasne! W takim razie… do jutra, tak?- zabrzmiało to bardziej jak pytanie, niż stwierdzenie, gdyż szczerze powiedziawszy, nie miałam pewności, czy jutro znów na siebie wpadniemy. Całe szczęście, Engel rozwiał moje obawy jednym skinieniem głowy.
Takim oto akcentem, zakończyliśmy dzisiejszy dzień i każde z nas ruszyło w swoja stronę. Nie uszłam jednak więcej, niż kilka kroków. Coś nie dawało mi spokoju. Bez przerwy nękało mnie to dziwne uczucie, świadomość, że nie zrobiło się tego, co powinno. Tylko o czym mogłam zapomnieć… no oczywiście!
- Engel!- zawołałam do chłopaka, a nim ten zdążył się odwrócić i zapytać co się stało, biegiem znalazłam się u jego boku z kawałkiem kartki w jednej dłoni i ołówkiem w drugiej. Całe szczęście, że zawsze noszę przy sobie przybory do pisania, inaczej mielibyśmy problem.
- Co robisz?- spytał w końcu, kiedy już prawie kończyłam wypisywać numery na kartce, używając kolana jak podkładki. Pokazałam świstek chłopakowi, a ten odrobinę zmarszczył brwi, przyglądając się wygrawerowanym symbolom.- Numer.- przez ledwo wyczuwalną niepewność w głosie, brzmiało to bardziej, jak pytanie.
- Acha.- przytaknęłam z uśmiechem.- Może na taką nie wyglądam, ale nawet ja noszę przy sobie starą cegiełkę. Zadzwoń jutro wieczorem, do tego czasu dowiem się, czy potrzebujemy pomocy przy scenografii i co ewentualnie miałbyś tam robić.- wyjaśniłam.
Ciemnooki przyglądał się kartce z numerem, a następnie mnie. Zaraz jednak jego wzrok znów przeniósł się na zapisany papier, później na niebieskowłosą, znów na papier, a na koniec spoczął na mnie. Być może to przez późną porę, ale też przez perspektywę, że za kila godzin będzie musiał iść na przesłuchanie, nie skojarzył o czym mówiłam. Zaraz jednak zamrugał kilka razy, kiedy przypomniał sobie naszą, de facto wczorajszą, rozmowę o pracy i teatrze.
- No więc… trzymaj.- i z tymi słowami wcisnęłam mu pogięty kawałek kartki do ręki.

<Engel?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz