- Dziękuję - odparłam obojętnie. Imię jak imię. Nie zwykłam zbierać za nie pochwał, tak jak typowi ludzie nie otrzymują komplementów z tytułu miana które noszą. Inna kwestia, iż wadera odezwała się do mnie posługując się zdolnościami telepatycznymi. Nie dociekałam dlaczego, ani po co. Widać ma sensowny powód, który z pewnością niebawem poznam. Ohatikayo są cierpliwi. Ja jestem cierpliwa.
- O czym rozmyślasz? - w głowie zadźwięczał mi telepatyczny głos mojej rozmówczyni.
- Wybacz. O niczym istotnym - odparłam.
- Mhm... Nie przypominam sobie ciebie. Długo już jesteś w watasze?
Wbiłam wzrok w ziemię. Gadanie o niczym. Z nieznajomą imieniem Kalya. Za dużo na raz.
- N-nie. Bez porównania krócej od ciebie, prawda?
- Raczej tak. Znasz tu kogoś?
Kolejne wymierzone we mnie pytanie. Dyskretnie rozejrzałam się w poszukiwaniu pretekstu by przestać być obiektem zainteresowania wadery. Na skraju polany stał widmowy chłopak, ten sam co ostatnio i z udręczoną miną wpatrywał się w Kaylę. Przyszedł po pomoc, więc jej oczekuje. Wbiłam w niego wzrok starając się przekazać mu spojrzeniem, iż mnie też ta sytuacja przestaje się podobać. Jednak wadera nie doczekawszy się odpowiedzi na wcześniejsze pytanie, zupełnie nie zrażona spytała po raz kolejny.
- Czemu się przyglądasz?
Ewidentnie zmieniła taktykę. W jej mentalnym głosie zagrała delikatna nutka. Przeniosłam wzrok na wyraz jej twarzy (bądź pyska, zależnie od upodobań). Malowała się na niej niewinna troska. Być może o moje zdrowie psychiczne, bądź o niezdecydowaną postawę, którą miała szansę zobaczyć w pełnej okazałości.
- Niczemu - zbyłam jej pytanie po zdecydowanie zbyt długiej chwili milczenia. Nigdy nie byłam dobra w rozmawianiu i nie trzeba być detektywem by to odkryć.
- Rozumiem. Miałabyś może ochotę przejść się ze mą na spacer?
I znów nastąpiła głęboka, zakłócona jedynie świergotem ptaków cisza. Skinęłam głową z wahaniem. 'Pogrążasz się Nazgar... Coraz bardziej i bardziej...' przemknęło mi przez myśli.
- Gdzie idziemy?
- Nie wiem. Nie znam za dobrze terenu watahy - przyznałam cicho.
- Nie lubisz dyskutować, co? - odgadła tamta. Posłałam jej wdzięczne spojrzenie.
- Niestety nie.
<Kayla?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz