- Odwal się. Ja nawet nie mam telewizora - rzuciłem zamykając drzwi. Jednak dziewczyna przytrzymała je.
- A wiesz kto może ma? Proszę! Ja muszę ten mecz obejrzeć!
- Pytaj gospodarza tej gospody. Andre być może ci pomoże. Jak nie to powiedz, że Ravi bardzo prosi o to, by ci pomóc. Być może wtedy dasz mi w końcu spokój.
- Wykluczone. Za fajnie się ciebie wkurza - zaśmiała się - Ale dzięki za pomoc!
Odwróciła się i w podskokach rzuciła się na dół schodów. Pokręciłem głową zirytowany i zatrzasnąłem drzwi. Zamknąłem je na klucz na wypadek gdyby Lilith jednak wróciła. Tylko co by tu teraz porobić... Nie znoszę się nudzić...
Westchnąłem podchodząc do drzwi. Otworzyłem je, wyszedłem na korytarz i znów je zamknąłem zabierając ze sobą klucz. Po cichu zszedłem po schodach w dół odruchowo przeczesując wzrokiem towarzystwo. Andre jednak telewizor posiadał. Pomiędzy paroma ludźmi podskakując radośnie i jedząc pizzę siedziała wgapiona w telewizor Lilith. Reszta ludzi zdawała się nie wykazywać aż takiego entuzjazmu od czasu do czasu zerkając na dziewczynę z pewnym niepokojem. Czyli wszystko gra... Gospodarz pozdrowił mnie skinieniem głowy na co ja bez wahania mu odpowiedziałem. I on i Esmee traktują mnie jak własnego syna i nigdy o nic nie pytają. Jedyni ludzie których szanuję w tym chorym świecie.Teraz jednak cicho przeszedłem przez salę i wyszedłem na zewnątrz. Było chłodno, lecz nie zimno.Wiał delikatny wiaterek, a w powietrzu unosiła się woń kwiatów z pobliskiego parku. Wcisnąłem ręce w kieszenie spodni i poszedłem sobie w dół ulicy. Zobaczmy jakie niespodzianki przygotowało dla mnie miasto tej nocy...
<Lilith? Mistrzunio szukania kłopotów w akcji xD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz