Błąkałem się po lesie. A skoro jeszcze nie mam za wiele wzrostu, to wszystko co widziałem wydawało się dość wielkie. Jednak wiedziałem ze mi się tak tylko wydaje. Wędrowałem bez sensu przez te puszczę, aż zobaczyłem motyla. Skrzydła miał czerwone a na nich znajdywały się rożne zielone wzroki. Od razu gdy przeleciał mi przed nosem zacząłem go gonić. Była to zacięta walka, przyznam że bardzo dobrze unikał mych ataków ziemnych i powietrznych. Ganiałem go tak przez dłuższa chwile, aż w końcu znajdywał się pod moimi łapami przygnieciony do ziemi. Wybuchałem śmiechem, brzmiał pewnie trochu szalenie. Co następnie musiało dziwienie wyglądać, bo mam dość jasny dziecięcy głos. Ledwo teraz zwróciłem uwagę na to ze jakaś osoba przede mną stoi. Dostrzegłem to za pomocą cienia padającego przed moimi łapami. Spojrzałem na postać. Był to dość wysoki, umięśniony mężczyzna. Puściłem motyla wolno, gdy to dostrzegł zaczną kaleczenie odlatywać. Moje uszy położyły się do tyłu, i sierść na karku została zjeżona. Można było słyszeć lekkie powarkiwania dochodzące z mojego pyszczka. Mężczyzna uśmiechnął się tylko, widząc jak zareagowałem.
-Co cie tu sprowadza mały?
Usłyszałem głos człowieka. Ustąpiłem warczenie, ale w ciąż nie czułem że mogę mu zaufać.
-A co cie?
Próbowałem chociaż trochę brzmieć groźnie. Najwyraźniej mi nie wyszło, bo słyszałem jak on się zaczął chichrać.
-Bo jesteś na terenach mojej watachy, wilków apokalipsy. Wiec albo dołączasz, albo musisz opuścić to miejsce.
Słyszałem juz to kilka razy sprzymierzając przez tereny innych watach. Ale nazwa tej mnie się spodobała więc zgodziłem się na dołączenie, przez przytakniecie na propozycje.
-Wiec witam cie w Watasze Apokalipsy!
Wystawił rękę do mnie by się przywitać. Widząc to zmieniłem sie w człowieka i ledwo teraz dostrzegłem jaki on był wielki. Ale nie reagując na to wielkie fizycznie odwzajemniłem jego gest.
-Nazywam się Maylo
Dodałem na co on się uśmiechnął i dodał:
-Jestem Zero
Kiedy tak sobie obok niego stałem to byłem co najmniej 50cm niższy. Na mój wiek i tak nie jestem wysoki, ale on?! To jest coś.
-Byłoby to nie bardzo odpowiedzialne..
Usłyszałem tylko urywek tego co on, chyba Zero, mamrotał pod nosem. Następnie się odwrócił w bok. Nic nie zrozumiałem. Widząc to co on z jego punktu widzenia dostrzegłem jakaś postać.
-Ej Vest! Weź tu podejdź!
-Czego zaś chcesz?!
Usłyszałem zdrażniony głos dziewczyny która wbrew własnej woli zbliżała się w naszym kierunku.
-Masz się zając tym dzieckiem
-Ze co?!
Prawie ze krzyknęliśmy obojga. A juz myślałem ze docenia fakt ze jestem samodzielny. Spojrzałem na ruda dziewczynę która spoglądała na mnie z nienawiedzeniem. Z tego co widzę to czeka mnie ciekawe życie.
<Vest?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz