piątek, 3 czerwca 2016

Od Nariel - Historia

Spacerowałam po okolicznym parku, cienie drzew znaczyły swe mroczne ślady na kamiennym chodniku. Powoli, niby niepewnie przesuwałam się w stronę jeziora. Podeszłam. Tafla była czarna, nieprzenikniona, pełna mrocznych stworzeń, które zdawały się być teraz jak moi bracia. Zapragnęłam z nimi porozmawiać. Po dłuższej chwili skleciłam w głowie telepatyczne zdanie i wysłałam je wprost do wody. Odpowiedź nie zachwycała, jednak nadal była szczera i prawdziwa, nie to, co u niektórych. Spojrzałam w niebo. Księżyc stał w pełni co sprawiło, że powoli zaczęłam wchodzić w stan upojenia. Moje oczy roziskrzyły się, a niebieskie futro przybrało żółty kolor. To uczucie można przyrównać do premiery filmu na który długo czekałeś rezerwowałeś bilety itp. I właśnie go oglądasz co więcej okazuje się, że jest bardziej epicki niż na początku zakładałeś. Mi jednak przypomina jedynie objęcia siostry…
***
Wiatr skradał się pomiędzy liśćmi, wygwizdując swoje melodie, poranne słońce wróciło tak jak to ma w zwyczaju robić każdego ranka, a ja nadal tkwiłam w tym samym miejscu, myśląc o tych samych rzeczach, niezmienna, niezachwiana. A przynajmniej tak było do czasu…
-Nel przyniosłam kolacje! –Krzyknęła moja siostra z pokoju obok.
-Dobrze już się podnoszę.-Odparłam wygrzebując się spod lnianych koców.
-Nie rób tego jeszcze znowu coś złapiesz.-Uśmiechnęła się i z powrotem zakryła mnie aż po same uszy.
-Daj spokój chcesz żebym całe życie przeleżała w łóżku.-Prychnęłam poirytowana.
-Z twoim zdrowiem to jest nawet wskazane a więc nie marudzi….
-Nie mogę wiecznie na tobie polegać!!! Żywisz mnie, ubierasz a nawet czasem myjesz, dla własnego dobra powinnaś już dawno dać mi umrzeć! Przecież i tak zostało mi niewiele czasu… - Wywrzeszczałam przez łzy które nie wiem kiedy zaczęły płynąć z moich oczu.
-O czym ty mówisz? Zostawić cię? Moją bliźniaczą siostrę, nigdy.-Marszcząc brwi odpowiedziała Rosa.
-Wyjdź.-Syknęłam ukrywając twarz w dłoniach.
-Jak sobie życzysz.-Odparła z głębokim smutkiem w głosie.
***
Tak wyszła i nie wróciła, gdyż pochłonęła ją apokalipsa. Ile to ja głodowałam tydzień, miesiąc, ile na nią czekałam? Przez ile cholernych godzin wierzyłam, że wróci. Nie mam pojęcia. Jednak mimo tak wielu przeciwności przeżyłam (co nawet do dzisiaj mnie dziwi). Wynurzywszy się z domku wyruszyłam w stronę ocalałego lasu. Zdarzyło mi się w ciągu drogi zachorować kilka razy, cudem uniknęłam śmierci. Poniekąd może jest to zasługa zmutowanych roślin które jadłam a może po prostu ona nade mną czuwała…. Po kilku miesiącach dotarłam na miejsce, i pierwszą rzeczą którą zobaczyłam było jezioro w blasku pełnego księżyca. Poczułam mrowienie i nim się obejrzałam zewsząd otaczała mnie woda, była zimna i mętna, gdzieś w dole dostrzegłam nieznaczny ruch. Złapałam oddech, zdziwiona zauważyłam, że potrafię funkcjonować pod wodą, w tedy też poznałam większość moich umiejętności. Następnego dnia jeden z członków ocalałej watahy odnalazł mnie na brzegu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz