- Kakao tak? - spytałem szukając potwierdzenia. Zawsze lepiej dopytać drugi raz niż popełnić błąd.
- Poproszę - odpowiedziała Sorrow uśmiechając się uroczo.
- A nie powinnaś czasem wypić jakiejś herbaty z miodem i cytryną? To zrobiłoby ci lepiej niż kakao.
- Chcę kakałka.
- No dobrze, już dobrze - zaśmiałem się - Za drugim razem usłyszałem... Zaraz ci przyniosę.
Ledwo wypowiedziałem te słowa gdy do moich uczu dotarł odgłos małych pazurków uderzających w drewniany parkiet i drugi, takich nieco większych pazurów. Rozejrzałem się w poszukiwaniu źródła owych dźwięków. Jednak ono znalazło mnie pierwsze i przybrało postać wiewiórki wspinającej się po nogawce moich spodni. Po krótkiej chwili wiewiórka zajmowała już miejsce na moim ramieniu wtulając pyszczek w mój policzek. Pod nogami natomiast dumnie kołysząc ogonem przechadzał się Echo - nasz wielki kot. Jakby tego było mało do pokoju wleciał jeszcze ptaszek o imieniu Pumpkin, a w oknie pojawił się łeb Wędrowca.
- Zaczekajcie wszyscy. Zajmę się wami po kolei - zarządziłem idąc do kuchi odprowadzony chichotem swojej dziewczyny. Najpierw zajmę się Sorrow. To najważniejsze. Sprawnie rozpaliłem ogień i wstawiłem na niego naczynię z mlekiem. W międzyczasie wyciągnąłem już kubek i wszystko co było mi potrzebne do przygotowania napoju. Na szczęście weganinem nie jestem. Gdybym był kakao leżałoby poza dostępnymi mi napojami. Jednak ja jestem elfem. Wychodzę z założenia, że zwierzęta, w zamian za opiekę oddają nam to co mogą, bez uszczerbku na zdrowiu. Czyli wystarczy nie marnować jedzenia i doceniać każdy posiłek. Nic trudnego. Tymczasem mleko zdążyło już się zagrzać. Zgoniłem wiewiórkę ze stołu i wlałem mleko do przygotowanego kubka. Zaniosłem kakao Sorrow.
- Proszę, kwiatuszku. -postawiłem na stoliku obok łóżka kubek i nachyliłem się do dziewczyny poprawiając na niej kołdrę. Pocałowałem ją w czoło.
- Gdybyś czegoś potrzebowała koniecznie daj mi znać - poprosiłem prostując się. Wróciłem do kuchni po garść mieszanki orzechów i kawałków owoców, które już wcześniej przygotowałem dla Ezreala. Teraz tylko nasypałem trochę do niewielkiej miseczki i zostawiłem ją na stole razem z bardzo zadowoloną wiewiórką. Pogłaskałem Echo po głowie i podrapałem go za uchem, a potem pod brodą. Wielki kot postanowił jednak wcisnąć się pod przykrycie razem z Sorrow, więc dałem mu spokój. Pumpkin w tym czasie zdążył już podkraść wiewiórce kilka orzechów, co oczywiście nie wywołało nic dobrego. Tak że wiewiórkę musiałem złapać w powietrzu, posadzić ją na stole i dosypać jej jedzenia, a potem wygonić ptaszka za okno. Został mi tylko Wędrowiec. Otworzyłem drzwi wpuszczając majestatyczne stworzenie do domu. Tak jak się spodziewałem biały jeleń zajął miejsce między łóżkiem, a stołem i położył się. Wziąłem koc i nakryłem nim grzbiet zwierzęcia. Upewniłem się dwa razy, że już nikt nic ode mnie nie chce. Doniosłem Sorrow więcej kakaa i wyniosłem się do sali treningowej. Ćwiczyłem tak samo jak zawsze. Jeden utarty ciąg ćwiczeń, który po kolei rozciąga i wzmacnia każde partie mięśni. Porzucałem jeszcze nożami do celu z typową mi precyzją i urządziłem sobie mały sparring z workiem treningowym.
Zanim się obejrzałem minęło kilka godzin. Wróciłem do pokoju w którym wszystkich zostawiłem. Zastałem tam uroczy widok. Wędrowiec nadal leżał na ziemi, a obok niego zwinięty w kłębek spał Echo, na którym z kolei spał nie kto inny jak Ezreal. Uśmiechnąłem się przenosząc wzrok na Sorrow. Na co mi dzieci? Mam taką rozczulającą bandę zwierzaków, które kocham i za którą w ogień bym wskoczył.
- Ehrendil...? Położysz się tu ze mną? - spytała Sorrow.
- Ćwiczyłem - zauważyłem - Najpierw chciałbym się umyć. Będzie przyjemniej.
- Mhm... Tylko nie za długo.
- Naiher el nun...
Zabrałem ręcznik, czyste ubrania i ruszyłem do łazienki. W miarę szybko zmyłem z siebie pot. Z myciem włosów zawsze mi dłużej schodzi... Bądźmy szczerzy. Z włosami sięgającymi do kolan kiedyś miałem pseudonim "Roszpunek". Nienawidziłem go i lepiej, żeby został on nadal w przeszłości. Wyszedłem spod prysznica i ubrałem ha siebie lużne spodnie. Całkiem na boso wyszedłem z łazienki i udałem się prosto do dziewczyny po drodze jeszcze znajdując chwilkę na przytulenie do siebie Wędrowca. W końcu usiadłem na łóżku obok dziewczyny niedbale machając grzebieniem.
- Pomożesz mi? - spytałem.
- Jasne. -dziewczyna wyjęła mi z ręki grzebień. Po nieco dłuższej chwili moje włosy były już rozczesane i zaplecione w pojedynczy długi warkocz. Uśmiechnąłem się z wdzięcznością do dziewczyny i ułożyłem na łóżku obok niej. Objąłem ją tak, jakbym własnym ciałem starał się osłonić ją przed wszystkim co może jej zagrozić, a ona wtuliła się w moją nagą pierś. Uścisnąłem ją jeszcze lekko.
- Może chodźmy spać? - zaproponowałem.
- Okej - ziewnęła i zamknęła oczy nieświadomie bawiąc się końcówką mojego warkocza. Uśmiechnąłem się również zamykając oczy. Bądź co bądź wstaję przecież o świcie...
- Poproszę - odpowiedziała Sorrow uśmiechając się uroczo.
- A nie powinnaś czasem wypić jakiejś herbaty z miodem i cytryną? To zrobiłoby ci lepiej niż kakao.
- Chcę kakałka.
- No dobrze, już dobrze - zaśmiałem się - Za drugim razem usłyszałem... Zaraz ci przyniosę.
Ledwo wypowiedziałem te słowa gdy do moich uczu dotarł odgłos małych pazurków uderzających w drewniany parkiet i drugi, takich nieco większych pazurów. Rozejrzałem się w poszukiwaniu źródła owych dźwięków. Jednak ono znalazło mnie pierwsze i przybrało postać wiewiórki wspinającej się po nogawce moich spodni. Po krótkiej chwili wiewiórka zajmowała już miejsce na moim ramieniu wtulając pyszczek w mój policzek. Pod nogami natomiast dumnie kołysząc ogonem przechadzał się Echo - nasz wielki kot. Jakby tego było mało do pokoju wleciał jeszcze ptaszek o imieniu Pumpkin, a w oknie pojawił się łeb Wędrowca.
- Zaczekajcie wszyscy. Zajmę się wami po kolei - zarządziłem idąc do kuchi odprowadzony chichotem swojej dziewczyny. Najpierw zajmę się Sorrow. To najważniejsze. Sprawnie rozpaliłem ogień i wstawiłem na niego naczynię z mlekiem. W międzyczasie wyciągnąłem już kubek i wszystko co było mi potrzebne do przygotowania napoju. Na szczęście weganinem nie jestem. Gdybym był kakao leżałoby poza dostępnymi mi napojami. Jednak ja jestem elfem. Wychodzę z założenia, że zwierzęta, w zamian za opiekę oddają nam to co mogą, bez uszczerbku na zdrowiu. Czyli wystarczy nie marnować jedzenia i doceniać każdy posiłek. Nic trudnego. Tymczasem mleko zdążyło już się zagrzać. Zgoniłem wiewiórkę ze stołu i wlałem mleko do przygotowanego kubka. Zaniosłem kakao Sorrow.
- Proszę, kwiatuszku. -postawiłem na stoliku obok łóżka kubek i nachyliłem się do dziewczyny poprawiając na niej kołdrę. Pocałowałem ją w czoło.
- Gdybyś czegoś potrzebowała koniecznie daj mi znać - poprosiłem prostując się. Wróciłem do kuchni po garść mieszanki orzechów i kawałków owoców, które już wcześniej przygotowałem dla Ezreala. Teraz tylko nasypałem trochę do niewielkiej miseczki i zostawiłem ją na stole razem z bardzo zadowoloną wiewiórką. Pogłaskałem Echo po głowie i podrapałem go za uchem, a potem pod brodą. Wielki kot postanowił jednak wcisnąć się pod przykrycie razem z Sorrow, więc dałem mu spokój. Pumpkin w tym czasie zdążył już podkraść wiewiórce kilka orzechów, co oczywiście nie wywołało nic dobrego. Tak że wiewiórkę musiałem złapać w powietrzu, posadzić ją na stole i dosypać jej jedzenia, a potem wygonić ptaszka za okno. Został mi tylko Wędrowiec. Otworzyłem drzwi wpuszczając majestatyczne stworzenie do domu. Tak jak się spodziewałem biały jeleń zajął miejsce między łóżkiem, a stołem i położył się. Wziąłem koc i nakryłem nim grzbiet zwierzęcia. Upewniłem się dwa razy, że już nikt nic ode mnie nie chce. Doniosłem Sorrow więcej kakaa i wyniosłem się do sali treningowej. Ćwiczyłem tak samo jak zawsze. Jeden utarty ciąg ćwiczeń, który po kolei rozciąga i wzmacnia każde partie mięśni. Porzucałem jeszcze nożami do celu z typową mi precyzją i urządziłem sobie mały sparring z workiem treningowym.
Zanim się obejrzałem minęło kilka godzin. Wróciłem do pokoju w którym wszystkich zostawiłem. Zastałem tam uroczy widok. Wędrowiec nadal leżał na ziemi, a obok niego zwinięty w kłębek spał Echo, na którym z kolei spał nie kto inny jak Ezreal. Uśmiechnąłem się przenosząc wzrok na Sorrow. Na co mi dzieci? Mam taką rozczulającą bandę zwierzaków, które kocham i za którą w ogień bym wskoczył.
- Ehrendil...? Położysz się tu ze mną? - spytała Sorrow.
- Ćwiczyłem - zauważyłem - Najpierw chciałbym się umyć. Będzie przyjemniej.
- Mhm... Tylko nie za długo.
- Naiher el nun...
Zabrałem ręcznik, czyste ubrania i ruszyłem do łazienki. W miarę szybko zmyłem z siebie pot. Z myciem włosów zawsze mi dłużej schodzi... Bądźmy szczerzy. Z włosami sięgającymi do kolan kiedyś miałem pseudonim "Roszpunek". Nienawidziłem go i lepiej, żeby został on nadal w przeszłości. Wyszedłem spod prysznica i ubrałem ha siebie lużne spodnie. Całkiem na boso wyszedłem z łazienki i udałem się prosto do dziewczyny po drodze jeszcze znajdując chwilkę na przytulenie do siebie Wędrowca. W końcu usiadłem na łóżku obok dziewczyny niedbale machając grzebieniem.
- Pomożesz mi? - spytałem.
- Jasne. -dziewczyna wyjęła mi z ręki grzebień. Po nieco dłuższej chwili moje włosy były już rozczesane i zaplecione w pojedynczy długi warkocz. Uśmiechnąłem się z wdzięcznością do dziewczyny i ułożyłem na łóżku obok niej. Objąłem ją tak, jakbym własnym ciałem starał się osłonić ją przed wszystkim co może jej zagrozić, a ona wtuliła się w moją nagą pierś. Uścisnąłem ją jeszcze lekko.
- Może chodźmy spać? - zaproponowałem.
- Okej - ziewnęła i zamknęła oczy nieświadomie bawiąc się końcówką mojego warkocza. Uśmiechnąłem się również zamykając oczy. Bądź co bądź wstaję przecież o świcie...
<Sorrow?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz