poniedziałek, 27 czerwca 2016

Od Raven'a CD. Toxic'a

- Ty to jesteś jakimś geniuszem wpadania w pułapki - zadrwiłem sobie - Ale mnie w to nie wciągniesz.
Rozwinąłem skrzydła i uniosłem się nad ziemię ciężko nimi uderzając. Póki co lawę mam z głowy, teraz tylko trzeba jakoś się wydostać na zewnątrz. Bo bądźmy szczerzy nie uśmiecha mi się zgiąć między ścianami w zwyczajnej prostej pułapce. W dodatku z Toxic'iem. Mam jeszcze sporo do zrobienia w życiu.  Mógłbym na przykład iść na bal w Hadesie albo u jakiegoś wpływowego człowieka tu na ziemi. Mógłbym przeżyć kolejną Apokalipsę, wziąć udział w kolejnej z wojen czy trochę namieszać w historii której uczyć się będą wszyscy. Po raz kolejny zmienię imię będąc ledwie cieniem na skraju pola widzenia. Lecz jakże istotnym cieniem. Cichym zabójcą, drapieżnikiem ukrytym w mroku, mordercą idealnym czekającym na dogodny moment na atak. Przede mną jeszcze lata zabawy. Długie lata wieczności spędzonej tak jak mi się tylko spodoba, no bo czy istnieje ktoś kto mógłby mnie do czegoś zmusić? Wszyscy na których mi kiedykolwiek zależało albo szczerze mnie nienawidzi albo już od dawna nie żyje. Mam tyle możliwości, tyle dróg którymi mogę jeszcze podążyć... I ja, Azeroth Sailence znany wszystkim jako Raven miałbym to wszystko zaprzepaścić? Niedoczekanie. Książęta Ciemności tak nie umierają. Nie żebym znał jakiegoś poza mną. Owszem zdarzyło mi się raz czy dwa porozmawiać z jakimś wyżej postawionym szlachcicem Hadeseu albo istotą posiadającą kawałek piekła na własność... Sam mam tylko willę zajmującą całkiem spory teren z jeszcze większym ogrodem i armią służących. Z tego też nie mógłbym zrezygnować. Jakby się tak zastanowić to w ciągu najbliższych kilku stuleci ginąć nie zamierzam. Czyli na dobrą sprawę powinienem zacząć się zastanawiać nad ucieczką w wielkim stylu.
Rzuciłem okiem na lawę leniwie rozlewającą się po posadzce. Toxic nie ma zbyt wesoło. Zwłaszcza, że coraz bardziej kurczy mu się przestrzeń do uciekania. Zostałbym i popatrzył na jego smutny koniec, lecz gorąc który zaczyna wszechobecnie panować i to, że za niedługo nie będę miał gdzie machać skrzydłami skutecznie odwiódł mnie od tego pomysłu. Rozejrzałem się dookoła analizując otoczenie. Wystarczy mi mała szpara. Tylko tyle, żeby dało się tamtędy zobaczyć pomieszczenie za ścianą... Podleciałem do jednej z dwóch nieruchomych ścian i mobilizując swoje wybitnie wyostrzone zmysły zacząłem poszukiwania.
- Ejj Co robisz? - spytał Toxic. Słyszałem w jego głosie co takiego... Może strach, może niepewność. Sam nie wiem, ale to nieważne.
- Nie zamierzam ginąć razem z tobą. A jak będziesz mieć szczęście może nawet ciebie też ocalę z dobroci serca - odparłem wodząc palcami po ścianie.
No dalej, dalej... Gdzieś ty musi być... A. Jest...
Uśmiechałem się do siebie. Będę żył. Tylko, że szparka jest naprawdę malutka i przeciśnięcie się przez nią zajmie mi zbyt dużo czasu. Nie mam go aż tyle.  Przyłożyłem otwartą dłoń do dziurki.
- Contrito - mruknąłem. Kawałek muru popękał i rozsypał mi się pod dłonią powiększając otwór. Teraz jest dobrze. Zmieniłem postać na mgłę i bez trudu wydostałem się na zewnątrz, a potem na powrót stałem się człowiekiem  Teraz ważne moralne pytanie. Wyciągnąć Toxic'a ze środka czy nie?
- Nie zapomniałeś o kimś?! - usłyszałem ze środka.
- Nie. Wydaje mi się, że wszystko co się dla mnie liczy mam ze sobą. - zaśmiałem się.
- Może łaskawie mnie stąd wyciągniesz, co?!
- Nie opłaca mi się to. Lepiej będzie bez ciebie - odparłem oglądając ścianę z dziurką, Ciekawe czy są tu jakieś ukryte drzwi. Pomieszczenie jest tak ciemne, że nawet ja ledwie widzę.
- RAVEN! Ja ciebie chyba zabiję!
- A zdążysz? - spytałem nadal szukając drzwi. Po chwili zalazłem niewielki przycisk i wcisnąłem go.
Drzwi z cichym trzaskiem wsunęły się w ścianę przy okazji sypiąc dookoła drobnymi kamyczkami i kurzem.
- Proszę ba... - nie dokończyłem widząc lawę płynącą w moją stronę. Z ledwością udało mi się uniknąć bliskiego spotkania z tą iście piekielną materią. Toxic jakoś magicznie sprawił, że lawa w której brodził po kostki przybrała intensywnie zieloną barwę nie czyniąc mu krzywdy. Może kiedyś się dowiem co właściwe to było. Chłopak widząc drogę ucieczki rzucił się w stronę otwartych drzwi. Zdążył w samą porę. Jeszcze z dwie sekundy dłużej, a zostałby tam na zawsze. Po chwili ściany zetknęły się z głuchym łupnięciem, a lawa przestała zalewać kolejne pomieszczenie. Ta której już udało się uciec z pułapki razem z Toxic'iem właśnie spływała głębokimi wyżłobieniami w tylko sobie znaną stronę. Zostawiła po sobie mocny zapach spalenizny i rozgrzaną do czerwoności poprzecinaną bruzdami posadzkę.
- Nie daruję ci tego dziwaku - warknął mój towarzysz.
- Ależ oczywiście. Nie musisz mi dziękować za to, że uratowałem ci życie. Doprawdy to drobiazg - odgryzłem się.
Pstryknąłem palcami i nad moją dłonią pojawiła się niewielka kulka czystej energii zalewająca wszystko jasną, żółtawą poświatą. Dopiero teraz mogłem przyjrzeć się pomieszczeniu. Podłoga wyglądała mi na zrobioną z jakiegoś matowego czarnego kamienia. A może matowa dzięki zalegającemu wszędzie kurzowi... Tak czy siak nie błyszczała. Wszystkie ściany wyłożone zaś były ciemnym drewnem. W równych odstępach czasu wisiały jakieś portrety, a między nimi zawieszone były wygasłe już świece. Dziwny, długi pokój.
- Tylko tym razem niczego nie włącz. - rzuciłem do Toxic'a.

<Toxic?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz