Mam przerąbane. Bardzo, bardzo przerąbane. To się źle skończy... Cofnąłem się jeszcze o krok podnosząc miecze. Dużo mi to nie da, ale zawsze dobrze czuć się nieco bezpieczniej. W krainie snów to bardzo luksusowe uczucie.
- Czy ty jesteś na tyle głupi, że myślisz, iż jesteś w stanie od razu mnie pokonać? - zaśmiała się tamta.
- Nie. Spodziewałem się tego. - odparłem fałszywie spokojnym głosem - Ale daj mi trochę czasu, a odkryję jak cię zabić. Zobaczysz.
- Ty mi grozisz? - dalej się śmiała.
- Pst. Hej Zero - korzystając z chwili nieuwagi kobiety Toxic lekko mnie szturchnął - Może zwiewajmy?
- Wiesz co? To niezły plan.
- Co tam szepczecie? - spytała kobieta.
- A nic... - odpowiedział Toxic - Kombinujemy tylko nad twoim bolesnym końcem.
- Jesteście tacy zabawni...
Teraz. Błyskawicznie zmieniłem się w wilka. Jestem szybszy niż taki zwyczajny wilczek i Toxic o tym chyba doskonale wiedział, bo całkiem zwinnie wspiął się na mnie.
- Wio przerośnięty koniku - zażartował.
Już po chwili przemierzałem długimi skokami zamglone, szare, idealnie płaskie równiny. Długo jednak nie dane mi było biec. Nagle, bez żadnego ostrzeżenia przede mną wyrosła wyrwa w ziemi. Długi, głęboki rów o postrzępionych krawędziach. Odbiłem się od brzegu. Niestety źle wymierzyłem i na drugi brzeg trafiły tylko moje przednie łapy. Za to klatką piersiową i brzuchem uderzyłem w skały. Toxic przeleciał dalej i potoczył się po przypiminającej taflę szkła ziemi. Ja natomiast rozpaczliwie szukałem oparcia dla łap, żeby podciągnąć się do góry. Moje pazury zostawiały rysy na szkle.
- No, no, no... Gigant w pułapce - głos kobiety zdawał się dobiegać zewsząd - Urocze.
W końcu cudem znalazłem pewną półkę skalną i z jej pomocą udało mi się osiągnąć swój cel. Wydostałem się z rowu.
- Było blisko... - mruknąłem.
- Owszem. Zrobiłeś coś sobie?
- Nic co by mi przeszkadzało - odparłem - A ty cały jesteś?
<Toxic?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz