sobota, 31 października 2015

Od Snowbird CD. Ehrendila

- Znałam już wiele osób, które składały przysięgi i je łamali. Dlaczego z tobą miałoby być inaczej?
- Już ci to mówiłem.
Zmierzyłam go wzrokiem. Może i nie miał złych intencji, ale nie zamierzam mu ufać. Za dużo razy zostałam oszukana i przez to miałam problemy.
- Mogę poznać twoje imię? - spytał
Spuściłam wzrok. Dlaczego ja jeszcze z nim rozmawiam? Dziś miał być spokojny dzień, który spędzę sama, tak jak każdy inny. Powinnam siedzieć w ciemnej jaskini, odcięta od reszty świata...
- Więc......? - nie odpuszczał
- Namida - powiedziałam.
Na razie nie ufam mu na tyle, aby zdradzać swoją prawdziwą tożsamość. Zresztą po co mu ona? I tak pewnie sobie zaraz pójdzie. Tak jak każdy. Tak jest zawsze.

<Ehrendil?>

Od Zera DO Toxic'a

Kiedy wstałem słońce stało już wysoko na niebie. Przeciągnąłem się i wolnym krokiem wyszedłem z jaskini. Postanowiłem zapolować. Oczywiście przy moich rozmiarach na jeden posiłek składały się średnio dwie sarny. W miarę szybkim krokiem ruszyłem w stronę gdzie najczęściej udawało mi się złapać sarnę. Liście pode mną szeleściły gdzieś z góry spadały na mnie kolejne. Gdzieś z lewej z drzewa na drzewo przeskoczyła wiewiórka. Nagle usłyszałem kroki kogoś innego. Zatrzymałem się rozglądając dookoła. Po chwili między drzewami zauważyłem wilka.
- Cześć Toxic - schyliłem się, żeby gałęzie nie zasłaniały mi widoku.

<Toxic?>

Od Ehrendila CD. Snowbird

- Wiem, że nie masz powodów mi zaufać. Ja tobie również jeszcze nie ufam, ale nie musisz uciekać na sam mój widok - powiedziałem spokojnie - Ponadto przysięgam na Jasne Królestwo, że świadomie nie zrobię ci krzywdy.
Specjalnie użyłem najpoważniejszej przysięgi jaką może dać elf.
- Skąd mam mieć pewność, że nie złamiesz przysięgi? - spytała
- Przysięga na Jasne Królestwo to przysięga na wieki, pani. A elfy zawsze dotrzymują danego słowa. - odpowiedziałem szczerze. Nie spuszczałem z niej czujnego spojrzenia dopóki się nie odezwała.

<Snowbird?>

Od Snowbird CD. Ehrendila

Spojrzałam na niego nieufnie.
- Nie jesteś wilkiem - odpowiedziałam
- Nie, nie jestem.
- Więc jak możesz należeć do watahy?
- To długa historia.
Cofnęłam się do tyłu i rozprostowałam skrzydła.
- Znów zamierzasz uciekać? Nic ci nie zrobię - powiedział
- Tego jeszcze nie wiem - odpowiedziałam cicho.

<Ehrendil?>

Od Ehrendila CD. Sorrow

Dziwny ze mnie elf. Należę do watahy wilków. A te reagują naprawdę dziwnie - uciekają, warczą, a nawet atakują... No cóż. Być może z czasem się przyzwyczają.
Dywan kolorowych liści cicho szeleścił mi pod stopami kiedy przedzierałem się przez las. Nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego gdzie idę, dopóki nie usłyszałem warczenia. Przystanąłem na skraju polany i rozejrzałem się. Niedaleko pod drzewem stała wadera. Nastroszyła sierść i warczała na mnie. Westchnąłem cicho i podniosłem ręce w geście kapitulacji.
- Dane mi będzie poznać twoje imię zanim mnie zaatakujesz? - spytałem

<Sorrow?>

Od Sorrow DO Ehrendila

Był środek dna ale wydawało sie ze bedzie padać, przez te pochmurne niebo kture zasłaniało slonce całkowicie. Wyszłam z jaskini i skierowałam sie w stronę polany, gdzie zazwyczaj ktoś jest. Podczas gdy tam szłam to kopałam pzednimi łapami wszystkie opadnięte liście o rożnych barwach pomiędzy czerwonym i zielonym. Wydawało sie ze to trwało wieki dotrzeć do celu. Jak juz byłam na skraju polany to zauważyłam ze ta też była pełna jesiennych liści. Lekki powiewający wiatr pozwalał liściom latać tam i spowrotem tworząc dosc głośnie szeleszczenie. Postanowiłam sie położyć pod jednym z pobliskich drzew zeby poobserwować polanę o tej porze roku.
-Tyle sie zmienia pomiędzy każdą z pór roku że możliwe jest zauważyć nawet te najmniejsze zmiany.
Myślałam na głos. Mój glos był dosc cichy, prawie ze nie słyszalny przez samą siebie. Leżałam tam i podziwiałam krajobraz tej oto dosc sporej polany. Gdzie nie gdzie było jeszcze widać zielone plamy trawy, ktura sie ujawniała pomiędzy szybujacymi liściami. Nie wiele po tym jak sie położyłam, to zobaczyłam ze krzaki na przeciwko mnie sie ruszają. Nie wyglądało to na sprawke wiatru więc skupiłam święceń uwagi na to miejsce. Chwile pózniej ujawnił sie tam człowiek, z dosc długimi włosami. Na dodatek to chyba był mężczyzna. Napięcie wstałam na równe łapy i zjeżyła mi sie sierść. Zaczęłam lekko warczeć w stronę merczyzny, będąc gotowa na walkę. Walkę kturej tak na prawde nie chciałam, bo przyszłam tylko żeby odpocząć.

<Ehrendil?>

piątek, 30 października 2015

Od Ehrendila CD. Snowbird

Owa postać odbiegła. Postanowiłem pobiec za nią. Zabrałem płaszcz i torbę i wspiąłem się na drzewo. Po gałęziach dogoniłem wilka. Jednak postanowiłem nie opuszczać kryjówki. Przynajmniej na razie. Już po chwili zorientowałem się, iż jest to wadera. Po dłuższej chwili zeskoczyłem na ziemię niedaleko niej. Pewnie znowu się wystraszy. Zdaję sobie sprawę z tego jak wyglądam.
Długi czarny płaszcz z obszernym kapturem do tego również czarna chusta zakrywająca dolną część twarzy. Proste kawałki pancerza ze smoczej skóry rozmieszczone w strategicznych miejscach... No i uzbrojenie. Miecz z elfiej stali połyskujący przy boku, cztery sztylety plus dwa serafickie ostrza. Kusza na plecach, a tuż pod nią wekiera. Tak. Z całą pewnością można się mnie było przestraszyć.
- Zaczekaj... Nie bój się mnie - odsłoniłem twarz i odrzuciłem kaptur odsłaniając spiczaste uszy - Jestem Ehrendil z Watahy Apokalipsy.

<Snowbird?>

Od Snowbird CD. Ehrendila

Nieznajomy mnie zauważył. Niedobrze. Poza tym, był to człowiek. Człowiek! Nie powinno go tu być.
- Kim jesteś? - ponowił pytanie.
Położyłam po sobie uszy i skuliłam się. Przestraszyłam się. Rozejrzałam się dookoła. Nie powinno mnie tu być już od początku. Zaczęłam uciekać w głąb lasu.Nie zwracając uwagi na drogę, więc, jak to było do przewidzenia, po dość niedługim czasie zgubiłam się.
Świetnie - pomyślałam - ten dzień nie mógł być lepszy...
Nerwowo przenosiłam wzrok z jednego drzewa na drugi. Starałam się uchwycić każdy szczegół, w nadziei, że coś będzie wyglądać znajomo. I jak można się domyślić, nic nie rozpoznałam. Westchnęłam. Wolnym krokiem ruszyłam przed siebie. W końcu kiedyś będę musiałam gdzieś dojść.

<Ehrendil?>

Od Ehrendila CD. Snowbird

Szukałem odpowiedniego miejsca na trening. Nie mogę sobie pozwolić na spadek formy. Mój ojciec z całą pewnością by tego nie pochwalał. Tak więc w końcu zatrzymałem się w lesie. Widziałem stąd jakąś polanę, ale nie wchodziłem na nią. Zdjąłem z ramienia swoją skórzaną torbę i odwiesiłem ją na gałąź drzewa. Tak samo potraktowałem mój płaszcz. Wykonałem kilka ćwiczeń rozciągających i wyciągnąłem miecz. Cięcie, blokada, wypad, sztych, powrót, znowu cięcie... Powtarzałem całe sekwencje i większość znanych sobie kombinacji. Nagle usłyszałem trzask pękającej gałązki. Zamarłem w bezruchu patrząc w kierunku dźwięku. Jakaś postać przyglądała mi się zza drzew.
- Kim jesteś? - spytałem

<Snowbird?>

Od Snowbird DO Ehrendila

Dziś zapowiadał się piękny dzień. Wstałam o świcie, zbudzona pierwszymi promieniami słońca. Wstałam i przeciągnęłam się. Było jeszcze wcześnie, więc postanowiłam się przejść po terenach watahy. Ostatnio zaobserwowałam, że o tej porze praktycznie żaden wilk nie wychodzi z jaskini, co działa na moją korzyść. Ja codziennie, z tego właśnie powodu, budziłam się o świcie.
Wyszłam z jaskini i rozejrzałam się dookoła. Świat zaczął budzić się do życia. Pierwsze ptaki zaczęły nucić swoje symfonie, pąki kwiatów rozwijać się, a wiatr zbudzony powoli dawał o sobie znać, nawołując, aby o nim nie zapomnieć. Ruszyłam przed siebie, myśląc nad celem mojej podróży. Może nad jakieś jezioro? Nie..... dziś będzie tam pełno wilków. Albo jakaś polana? Nie, to też nie? Góry? Nie.
Westchnęłam. Naprawdę nie ma miejsca, gdzie mogłabym spokojnie przesiedzieć cały dzień ciesząc się tylko towarzystwem samotności?
Już wiem! Może powinnam udać się do lasu. Jest tam jedno zaciszne miejsce. Trzeba zboczyć trochę z drogi. Przejście jest praktycznie niewidoczne, na moje szczęście. Sama trafiłam na nie przez przypadek.
Droga prowadziła do niewielkiej polanki, z trzech stron otoczonej lasem, a z jednej ogromną, skalną górą, z której, do niewielkiego jeziorka, wpadał malutki wodospad.
To chyba było moje ulubione miejsce.
Tak więc postanowiłam trochę poćwiczyć zaklęcia. Ostatnio to zaniedbałam. I właśnie na tym minęły mi dwie godziny. Resztę dnia spędziłam nad przy niewielkim jeziorku, przyglądając się wodospadowi. Tak. Naprawdę było tu pięknie.
I właśnie wtedy usłyszałam jakiś hałas. Ktoś tu idzie? Ale jak? Przecież.... przecież to niemożliwe. Choć nie, z moim szczęściem to jest bardzo prawdopodobne. Zmieniłam więc swoją postać na Szamankę. Miałam nadzieje, że jeżeli ów nieznajomy mnie zobaczy, stwierdzi, iż nie ma tu czego szukać i sobie pójdzie.

<Ehrendil?>