Siedząc na grubszej gałęzi, w pełnym skupieniu obserwowałem moją przyszłą ofiarę. Już od dłuższego czasu nie natrafiło się nic lepszego, a tu proszę. Nieopodal pasła się młoda sarna. Spory kawał łańcucha poszybował w jej kierunku oplatając się dookoła jej szyi. Przez chwilę próbowała się oswobodzić wierzgając i tarzając się po ziemi, ale niewiele jej to dało. Zeskoczyłem na ziemie dopiero kiedy miałem pewność, że zwierzak leży trupem. Pociągnąłem za sobą łańcuch nadal opleciony dookoła zwłok, nawet nie trudząc się by zrobić to używając własnej siły. Skierowałem się do swojej tymczasowej jaskini
*
Padał deszcz a strugi wody wpadały prosto do jaskini. Rozpaliłem tu małe ognisko, ale pewnie zaraz zgaśnie... Opierając głowę na łapach wpatrywałem się w płomienie. Musiałem się osuszyć bo ulewa złapała mnie już kiedy chciałem wracać, a droga nie należała do krótkich.
Wstałem powoli zmieniając się w ludzką postać i ściągnąłem kawał sarniego uda z ognia. Jednak niezaspokojony od tygodnia apetyt nagle został zastąpiony chęcią wymiotowania. Zdecydowanie nie mam ochoty jeść. Wyskubałem kilka małych kawałków mięsa, które z trudem przechodziły przez gardło. Ale trudno. Nie mam zamiaru jeszcze umierać a już na pewno nie z głodu. A kto wie kiedy trafi się następne żarcie?
W końcu położyłem się na wilgotnej ziemi z powrotem zmieniając swoją formę.
*
Pierwsze z czego zdałem sobie sprawę to to że ognisko wygasło. Chyba niedawno bo nadal czuć było dym drapiący w nozdrza. Ale nie to mnie obudziło. Podniosłem łeb próbując ogarnąć czas, miejsce i okoliczności w których się tu znalazłem. Kiedy już uporządkowałem sobie wszystko w głowie zdecydowałem się rozejrzeć za tym irytującym, ciągłym mlaskaniem. Tylko to nie pasowało do niczego. W drugim kącie siedział jakiś wilk, chyba basior, pewności nie mam, i w najlepsze pałaszował MOJĄ sarnę.
Kiedy tylko zauważył, że się na niego gapie chwycił mięso w zęby i wybiegł. Nawet nie miałem ochoty za nim biec a z resztą i tak bym go nie dogonił, był zdecydowanie za szybki. W końcu postanowiłem wyjść i się przewietrzyć. Nie dany mi był jednak spokój bo przed jaskinią stał kolejny basior. Wielki basior.
-Sorry, tak się składa że już nie mam więcej sarenek...-rzuciłem i minąłem gościa, ale byłem pewien, że gapi się na mnie wyczekująco.
-Coś nie tak....?
-Jesteś na terenach mojej watahy. Co tu robisz?
-Dobra, dobra. Jak chcesz to mogę stąd iść choćby teraz. Nie musisz udawać miłego
-Czyli nie jesteś zbłąkaną duszyczką i nie chcesz dołączyć?
-A co bym z tego miał?
-Teoretycznie...nic.
-No ok. To gdzie mogę się ulokować.
czwartek, 7 kwietnia 2016
Erik
Imię: Erik
Skróty: -
Przezwisko: -
Głos
Płeć: Basior
Wiek: 4 lata
Charakter: Erik nie należy do osobników ufających wszystkim. Jest raczej ostrożny w dobieraniu sobie przyjaciół. Miewa też swoje humory kiedy ma wszystko i wszystkich w dupie. Pomimo tego jest jednak towarzyski i lubi przebywać wśród znajomych. Bywa też uparty - nalega tak długo jak uzna to za słuszne. Lubi stawiać na swoim i często udaje, że wie wszystko. Stawia swój honor ponad wszystko i co za tym idzie - rzadko przyznaje sie do błędów które popełnia.Cechy szczególne: tatuaż z nr 214 782 na przedramieniu
Status: Omega
Stanowisko: Łowca
Partnerka: -
Rodzina: -
Przyjaciele: toleruje wszystkich
Rasa: Wilk Magii
Żywioł: Metal
Moce:
-całkowicie kontroluje wszelkie odmiany metalu i przedmioty z niego wykonane
Inne:
-kiepska orientacja w terenie
Lubi:
-Wszelkie alkohole
-Spać
-Książki
Nie lubi:
-Nadmiernego, niepotrzebnego wysiłku
-arogantów
-poczucia odpowiedzialności
Historia
Sterujący: mismis001
Galeria: X
Ekwipunek: kawał łańcucha wykonanego z adamantium (niemal niezniszczalny metal), który zawsze ma przy sobie
Sakwa: 120 ZM
Umiejętności: Szybkość: 20
Siła: 30
Zwinność: 30
Wytrzymałość: 20
Punkty Awansu: 30 / 200
Upomnienia: 0/3
Zwinność: 30
Wytrzymałość: 20
Punkty Awansu: 30 / 200
Upomnienia: 0/3
wtorek, 5 kwietnia 2016
Od Zero CD. Nirvany - Święto
- Pewnie! Ale od razu mówię, że jutro nie będę w stanie chodzić - zaśmiałem się - Będziesz musiała zrobić mi śniadanie do łóżka.
- Dobrze, dobrze... Zrobię, ale chodź tańczyć - odpowiedziała.
Potańczyliśmy jeszcze trochę, a potem wróciliśmy na nasze poduszki. Odruchowo ją objąłem i wtuliłem twarz w jej włosy.
- Zero?
- Tak kochana?
- A co my będziemy robić przez resztę nocy? - spytała
- Hmmm... Zjadłbym coś - oznajmiłem w końcu - Najlepiej coś sporego.
- To co idziemy jeść? - spytała. Przytuliłem ją bardziej.
- Nie chce mi się - odpowiedziałem.
<Nirvana? Jakoś brakło mi lepszych pomysłów :/ >
- Dobrze, dobrze... Zrobię, ale chodź tańczyć - odpowiedziała.
Potańczyliśmy jeszcze trochę, a potem wróciliśmy na nasze poduszki. Odruchowo ją objąłem i wtuliłem twarz w jej włosy.
- Zero?
- Tak kochana?
- A co my będziemy robić przez resztę nocy? - spytała
- Hmmm... Zjadłbym coś - oznajmiłem w końcu - Najlepiej coś sporego.
- To co idziemy jeść? - spytała. Przytuliłem ją bardziej.
- Nie chce mi się - odpowiedziałem.
<Nirvana? Jakoś brakło mi lepszych pomysłów :/ >
Od Raven'a CD. Lilith - Święto
W sumie lubię robić na złość śmiertelnikom. Jest w tym coś takiego... Intrygującego. I mimo iż wyznaję zasadę, że ja i moja wieczność trzymamy się z dala od wszelkich śmiertelnych, problematycznych istot tym razem chyba zrobię wyjątek.
- Musiałbym się do niej zbliżyć na tyle, żeby widzieć jej oczy.
- Ohyda! Będziesz patrzył tej suce w oczy jakbyście byli zakochani?! Fuuuj! - skomentowała z obrzydzeniem. Powinienem przyznać jej racę. Mnie też to odrzuca.
- Takie są zasady. Wpływam tylko na tego, kto jest na tyle głupi, żeby spojrzeć mi w oczy - wyjaśniłem siląc się na cierpliwe tłumaczenie jak to działa.
- Rób co musisz tylko masz ją ośmieszyć.
- Nie będziesz mi mówić co mam robić - odparłem - Zrobię to na co będę mieć ochotę.
- Czyli?
- Zabiję ją. - nie czekając na reakcję dziewczyny wstałem i podszedłem do tamtej puszystej kobiety. Niech mój urok osobisty młodego dżentelmena zrobi cuda. Jak zwykle. Taaak... Muszę ją tak jakby trochę "uwieść" by wszystko się udało. Chociaż to może nie to słowo.
- Dobry wieczór - uśmiechnąłem się miło siadając na stołku obok kobiety. Wszystkie oczy jej orszaku posłały mi groźne spojrzenie, ale nie przejąłem się nimi. To ja tu jestem na szczycie łańcucha pokarmowego i to mnie należeć się będzie nagroda.
- Z kim mam nieprzyjemność? - spytała tamta wyniośle. Zaśmiałem się cicho.
- Świat zna mnie pod tytułem hrabia DeSangue, lecz dla pięknych kobiet zwę się Athorem - mrugnąłem do niej.
- Hrabia...? - spytała wytrzeszczając oczy - Pan wybaczy moje wcześniejsze słowa. Nie śmiałam przypuszczać... Hrabia... Coś takiego. Bardzo mi miło pana poznać...
- Proszę pani... Proszę się do mnie zwracać po imieniu - wtrąciłem w jej wypowiedź nadal nie tracąc miłego wyrazu twarzy. Chociaż miałem ochotę szczerze się skrzywić kiedy widziałem jej świńską twarz i ciało do złudzenia przypominające kawał tłustego boczku. Paskudztwo.
- Dobrze... Athorze, ale ty też nie mów do mnie "pani". Nazywam się Mirrabell, jestem dziedziczką wielkiego szlacheckiego rodu.
Kłamstwo. Jej puls przyspieszył co jest jasnym dowodem, że mnie okłamała co do tytułu. Mimo to ciągnąłem swoją grę dalej. Jej krew spłynie dziś do rynsztoka.
- Doprawdy to zaszczyt panią poznać Mirrabell.- ująłem jej dłoń i złożyłem na niej szybki pocałunek starając się zwalczyć mdłości, a potem pokonać odruch wytarcia ust o pierwszy lepszy kawał materiału. Czego się nie robi, żeby takie błędy nie chodziły ze mną po jednym świecie? Za Mirrabell widziałem Lilith. Przyciskała dłoń do ust obserwując nas i prawdopodobnie tak jak ja usiłowała opanować falę nudności.
Kobieta zaśmiała się i przysunęła do mnie ciut bliżej ku wyraźnej irytacji jej piesków. Żałosne. Tymczasem moja gra musiała trwać.
- Mirrabell, może opowiesz mi coś o sobie? - spytałem z uśmiechem którym podbijałem już serce nie jednej kobiety.
<Lilith?>
- Musiałbym się do niej zbliżyć na tyle, żeby widzieć jej oczy.
- Ohyda! Będziesz patrzył tej suce w oczy jakbyście byli zakochani?! Fuuuj! - skomentowała z obrzydzeniem. Powinienem przyznać jej racę. Mnie też to odrzuca.
- Takie są zasady. Wpływam tylko na tego, kto jest na tyle głupi, żeby spojrzeć mi w oczy - wyjaśniłem siląc się na cierpliwe tłumaczenie jak to działa.
- Rób co musisz tylko masz ją ośmieszyć.
- Nie będziesz mi mówić co mam robić - odparłem - Zrobię to na co będę mieć ochotę.
- Czyli?
- Zabiję ją. - nie czekając na reakcję dziewczyny wstałem i podszedłem do tamtej puszystej kobiety. Niech mój urok osobisty młodego dżentelmena zrobi cuda. Jak zwykle. Taaak... Muszę ją tak jakby trochę "uwieść" by wszystko się udało. Chociaż to może nie to słowo.
- Dobry wieczór - uśmiechnąłem się miło siadając na stołku obok kobiety. Wszystkie oczy jej orszaku posłały mi groźne spojrzenie, ale nie przejąłem się nimi. To ja tu jestem na szczycie łańcucha pokarmowego i to mnie należeć się będzie nagroda.
- Z kim mam nieprzyjemność? - spytała tamta wyniośle. Zaśmiałem się cicho.
- Świat zna mnie pod tytułem hrabia DeSangue, lecz dla pięknych kobiet zwę się Athorem - mrugnąłem do niej.
- Hrabia...? - spytała wytrzeszczając oczy - Pan wybaczy moje wcześniejsze słowa. Nie śmiałam przypuszczać... Hrabia... Coś takiego. Bardzo mi miło pana poznać...
- Proszę pani... Proszę się do mnie zwracać po imieniu - wtrąciłem w jej wypowiedź nadal nie tracąc miłego wyrazu twarzy. Chociaż miałem ochotę szczerze się skrzywić kiedy widziałem jej świńską twarz i ciało do złudzenia przypominające kawał tłustego boczku. Paskudztwo.
- Dobrze... Athorze, ale ty też nie mów do mnie "pani". Nazywam się Mirrabell, jestem dziedziczką wielkiego szlacheckiego rodu.
Kłamstwo. Jej puls przyspieszył co jest jasnym dowodem, że mnie okłamała co do tytułu. Mimo to ciągnąłem swoją grę dalej. Jej krew spłynie dziś do rynsztoka.
- Doprawdy to zaszczyt panią poznać Mirrabell.- ująłem jej dłoń i złożyłem na niej szybki pocałunek starając się zwalczyć mdłości, a potem pokonać odruch wytarcia ust o pierwszy lepszy kawał materiału. Czego się nie robi, żeby takie błędy nie chodziły ze mną po jednym świecie? Za Mirrabell widziałem Lilith. Przyciskała dłoń do ust obserwując nas i prawdopodobnie tak jak ja usiłowała opanować falę nudności.
Kobieta zaśmiała się i przysunęła do mnie ciut bliżej ku wyraźnej irytacji jej piesków. Żałosne. Tymczasem moja gra musiała trwać.
- Mirrabell, może opowiesz mi coś o sobie? - spytałem z uśmiechem którym podbijałem już serce nie jednej kobiety.
<Lilith?>
Od Engel'a CD. Ramphilli - Święto
Zaśmiałem się biegnąc obok Ramphilli.
- Co cię tak bawi? - spytała sama się śmiejąc.
- To, że idziemy się baaawiiiiić - odpowiedziałem wesoło i przyspieszyłem tak, że teraz to ja lekko ciągnąłem za sobą dziewczynę.
Po krótkiej chwili biegu z przeszkodami w postaci drzew, krzaków i wszelkich innych zagradzających drogę pułapek w końcu gwałtownie zatrzymałem się na skraju polany. Ramph, która nie zdążyła wyhamować, z impetem wpadła na mnie wywracając nas obu.
- No dzięki... - mruknąłem opierając się na przedramionach - Zrobiłaś wielkie wejście.
- To twoja wina! Kto ci pozwolił tak nagle sobie stanąć?! - spytała z udawanym żalem siadając na ziemi obok i strzepując z siebie stare liście i gałązki.
- Fakt. Zawiniłem - przyznałem dalej leżąc na brzuchu na ziemi. Sięgałem ręką, żeby sprawdzić czy wyposażenie mojej torby też przetrwało kolizję. Miałem ogromną nadzieję, że tak. Bo chyba nie przeżyję jeśli coś się stanie...
- No nie... - jęknąłem z powrotem kładąc głowę na ziemi i nakrywając ją rękami.
- Co...? Engel... Co się stało? - spytała przysiadając się bliżej. Jedną ręką odwróciłem torbę w jej stronę pokazując wnętrze. A tam na samym środku leżał sobie trochę połamany i w dwóch częściach mój polaroid. I gdzie ja mam niby znaleźć nowy?
- Przykro mi z powodu aparatu - poczułem na ramieniu jej rękę - Nie przejmuj się, załatwimy ci nowy.
- A zapomnij... - odpowiedziałem nadal nie podnosząc głowy - Straciłem przyjaciela.
Ehh... Engel, sentymentalny dzieciaku. Bierz się w garść i zabieraj się bawić. Potem u siebie będziesz opłakiwał stratę i liczył czy wystarczy ci pieniędzy na nowy. Zganiłem sam siebie. Często tak robię. Dużo łatwiej się jakoś w sobie zebrać i działać dalej. Podniosłem głowę patrząc na dziewczynę. Patrzyła na mnie z dziwnym wyrazem twarzy. Widziałem coś co mogłoby być zawstydzeniem i poczuciem winy albo czymś takim. Uśmiechnąłem się odrobinę i nieco na siłę.
- Wszystko gra - zapewniłem całkowicie przecząc swoim wcześniejszym słowom - A my skoro już dotarliśmy na tę zabawę powinniśmy się bawić, a nie siedzieć nam moim rozwalonym polaroidem.
Podniosłem się z ziemi i zamknąłem torbę, a potem pomogłem wstać dziewczynie.
- Masz patyczki we włosach - sięgnęła dłonią i pościągała ze mnie wszelkie niepożądane kawałki ściółki. Przeczesałem włosy dłonią przywracając im kształt który określam mianem "twórczego nieładu". Co nie jest łatwe biorąc pod uwagę fakt, że moje włosy naturalnie są dość ciężkie i lubią układać się po swojemu.
- Chodźmy pozwiedzać i zobaczyć co możemy tu porobić - uśmiechnąłem się nadal uparcie starając się brzmieć i wyglądać na zadowolonego - Oczywiście poza tym, że nie wykręcisz się od zatańczenia ze mną minimum jednego tańca.
- Na pewno?
- Na 100%, ale najpierw...
Chwyciłem ją za rękę i poprowadziłem w stronę stołu zastawionymi napojami. Zignorowałem szereg alkoholi wszelkiej maści i rodzaju. To dla typów co to nie potrafią się normalnie zabawić i tyle. Ja szukam czegoś lepszego.
- Lemoniada! - całkiem zadowolony ze swojego odkrycia wziąłem dwa plastikowe kubeczki i nalałem do nich napoju. - Kocham lemoniadę - podałem dziewczynie jej kubeczek i upiłem łyka ze swojego. Ramph zaśmiała się przyjmując ode mnie jej część tego rajskiego przysmaku.
- Ty się śmiejesz, a ja ci powiem, że... - pociągnąłem nosem rozglądając się - Czuję kiełbaski z grill'a i właśnie sobie uświadomiłem, że jeszcze nic dzisiaj nie jadłem.
- Co cię tak bawi? - spytała sama się śmiejąc.
- To, że idziemy się baaawiiiiić - odpowiedziałem wesoło i przyspieszyłem tak, że teraz to ja lekko ciągnąłem za sobą dziewczynę.
Po krótkiej chwili biegu z przeszkodami w postaci drzew, krzaków i wszelkich innych zagradzających drogę pułapek w końcu gwałtownie zatrzymałem się na skraju polany. Ramph, która nie zdążyła wyhamować, z impetem wpadła na mnie wywracając nas obu.
- No dzięki... - mruknąłem opierając się na przedramionach - Zrobiłaś wielkie wejście.
- To twoja wina! Kto ci pozwolił tak nagle sobie stanąć?! - spytała z udawanym żalem siadając na ziemi obok i strzepując z siebie stare liście i gałązki.
- Fakt. Zawiniłem - przyznałem dalej leżąc na brzuchu na ziemi. Sięgałem ręką, żeby sprawdzić czy wyposażenie mojej torby też przetrwało kolizję. Miałem ogromną nadzieję, że tak. Bo chyba nie przeżyję jeśli coś się stanie...
- No nie... - jęknąłem z powrotem kładąc głowę na ziemi i nakrywając ją rękami.
- Co...? Engel... Co się stało? - spytała przysiadając się bliżej. Jedną ręką odwróciłem torbę w jej stronę pokazując wnętrze. A tam na samym środku leżał sobie trochę połamany i w dwóch częściach mój polaroid. I gdzie ja mam niby znaleźć nowy?
- Przykro mi z powodu aparatu - poczułem na ramieniu jej rękę - Nie przejmuj się, załatwimy ci nowy.
- A zapomnij... - odpowiedziałem nadal nie podnosząc głowy - Straciłem przyjaciela.
Ehh... Engel, sentymentalny dzieciaku. Bierz się w garść i zabieraj się bawić. Potem u siebie będziesz opłakiwał stratę i liczył czy wystarczy ci pieniędzy na nowy. Zganiłem sam siebie. Często tak robię. Dużo łatwiej się jakoś w sobie zebrać i działać dalej. Podniosłem głowę patrząc na dziewczynę. Patrzyła na mnie z dziwnym wyrazem twarzy. Widziałem coś co mogłoby być zawstydzeniem i poczuciem winy albo czymś takim. Uśmiechnąłem się odrobinę i nieco na siłę.
- Wszystko gra - zapewniłem całkowicie przecząc swoim wcześniejszym słowom - A my skoro już dotarliśmy na tę zabawę powinniśmy się bawić, a nie siedzieć nam moim rozwalonym polaroidem.
Podniosłem się z ziemi i zamknąłem torbę, a potem pomogłem wstać dziewczynie.
- Masz patyczki we włosach - sięgnęła dłonią i pościągała ze mnie wszelkie niepożądane kawałki ściółki. Przeczesałem włosy dłonią przywracając im kształt który określam mianem "twórczego nieładu". Co nie jest łatwe biorąc pod uwagę fakt, że moje włosy naturalnie są dość ciężkie i lubią układać się po swojemu.
- Chodźmy pozwiedzać i zobaczyć co możemy tu porobić - uśmiechnąłem się nadal uparcie starając się brzmieć i wyglądać na zadowolonego - Oczywiście poza tym, że nie wykręcisz się od zatańczenia ze mną minimum jednego tańca.
- Na pewno?
- Na 100%, ale najpierw...
Chwyciłem ją za rękę i poprowadziłem w stronę stołu zastawionymi napojami. Zignorowałem szereg alkoholi wszelkiej maści i rodzaju. To dla typów co to nie potrafią się normalnie zabawić i tyle. Ja szukam czegoś lepszego.
- Lemoniada! - całkiem zadowolony ze swojego odkrycia wziąłem dwa plastikowe kubeczki i nalałem do nich napoju. - Kocham lemoniadę - podałem dziewczynie jej kubeczek i upiłem łyka ze swojego. Ramph zaśmiała się przyjmując ode mnie jej część tego rajskiego przysmaku.
- Ty się śmiejesz, a ja ci powiem, że... - pociągnąłem nosem rozglądając się - Czuję kiełbaski z grill'a i właśnie sobie uświadomiłem, że jeszcze nic dzisiaj nie jadłem.
<Ramphilla? XD>
sobota, 2 kwietnia 2016
Od Lilith CD. Raven'a - Święto
On go zahipnotyzował!? Woow to całkiem niezłe!
-Ty potrafisz zmusić ludzi by robili co chcesz? - Zapytałam podekscytowana
-Yhm. - Rzucił od niechcenia.
Po patrzyłam kątem oka na tą wredną pindę która wciąż tam siedziała i darła się na jakąś biedną kelnerkę że ma się pospieszyć z robieniem jej jedzenia bo ona nie będzie czekać wieków na głupie ciasto (Według mnie to jej już ciasta w zupełności wystarczy...)Miałam ochotę jeszcze coś jej zrobić, by nie była taka pewna siebie ale po mojemu to nie wyjdzie, znów tylko dostanę w twarz... A może by tak...
- Widzisz tą babę? - Zapytałam patrząc na chłopaka .- A mógłbyś ją tak zmusić do zrobienia czegoś...śmiesznego? Na przykład zatańczenia kankana na blacie lub wylania sobie na ten pusty łeb całej zawartości tego gara z sosem paprykowym? Uśmiechnęłam się prosząco.
-Ty potrafisz zmusić ludzi by robili co chcesz? - Zapytałam podekscytowana
-Yhm. - Rzucił od niechcenia.
Po patrzyłam kątem oka na tą wredną pindę która wciąż tam siedziała i darła się na jakąś biedną kelnerkę że ma się pospieszyć z robieniem jej jedzenia bo ona nie będzie czekać wieków na głupie ciasto (Według mnie to jej już ciasta w zupełności wystarczy...)Miałam ochotę jeszcze coś jej zrobić, by nie była taka pewna siebie ale po mojemu to nie wyjdzie, znów tylko dostanę w twarz... A może by tak...
- Widzisz tą babę? - Zapytałam patrząc na chłopaka .- A mógłbyś ją tak zmusić do zrobienia czegoś...śmiesznego? Na przykład zatańczenia kankana na blacie lub wylania sobie na ten pusty łeb całej zawartości tego gara z sosem paprykowym? Uśmiechnęłam się prosząco.
< Raven? >
piątek, 1 kwietnia 2016
Od Nirvany CD. Zero - Święto
Uśmiechnęłam się do Zera i poszłam usiąść na przytulnych poduszeczkach.
Usiadłam a on obok mnie,przytuliłam go delikatnie.
- Jest cudownie Zero - pocałowałam go, a on delikatnie przedłużył nasz pocałunek z uśmiechem. Wstałam na chwilę by skosztować trochę wina.
- Zero, idę po wino,przynieść Ci? - zapytałam spokojnie
- Tak poproszę - uśmiechnął się.
Nalałam po połowie lampki i przyniosłam nam na poduszki.
Było bajecznie,zorganizowaliśmy wspaniałe święto...
Posiedzieliśmy jeszcze trochę i postanowiliśmy,że jeszcze zatańczymy.
- No to może teraz coś żywszego? - uśmiechnęłam się szczerze
-...
<Zero?>
Usiadłam a on obok mnie,przytuliłam go delikatnie.
- Jest cudownie Zero - pocałowałam go, a on delikatnie przedłużył nasz pocałunek z uśmiechem. Wstałam na chwilę by skosztować trochę wina.
- Zero, idę po wino,przynieść Ci? - zapytałam spokojnie
- Tak poproszę - uśmiechnął się.
Nalałam po połowie lampki i przyniosłam nam na poduszki.
Było bajecznie,zorganizowaliśmy wspaniałe święto...
Posiedzieliśmy jeszcze trochę i postanowiliśmy,że jeszcze zatańczymy.
- No to może teraz coś żywszego? - uśmiechnęłam się szczerze
-...
<Zero?>
Od Raven'a CD. Lilith - Święto
Zmierzyłem dziewczynę zamyślonym spojrzeniem. Stanąłem na przeciw niej lekko przekrzywiając głowę. Czułem krew. I nawet mnie kusiło, ale nie tym razem. Ująłem palcami podbródek dziewczyny i zmusiłem ją do podniesienia głowy. Unikała mojego wzroku co w sumie wyszło jej na dobre, bo wcale nie chciałem z nią rozmawiać.
- I co ja mam z tobą zrobić? - spytałem sadzając ją na swoim stołku przy barze, a sam oparłem się o ladę.
- Nie wiem... Ale to naprawdę nie ja... -zaczęła znowu. Żałosne...
- Siedź cicho - syknąłem - Próbuję myśleć.
- Nad czym? - spytała po chwili.
- Właśnie za ciebie wyleciałem z baru. Myślę jak mam to naprawić.
- Aham... Sorka.
Nagle poczułem, że ktoś zaciska mi rękę na ramieniu i siłą odwraca w swoją stronę. Przede mną stał ten sam gościu, który przytaszczył mi Lily.
- Mieliście się stąd zabierać! Jesteś głuchy?! - rzucił mi prosto w twarz przy okazji mnie opluwając. Wytarłem twarz wolą ręką krzywiąc się z niesmakiem.
- Nie jestem. Po prostu nie zwykłem słuchać gorszych od siebie śmiertelniku - wycedziłem. Tamten zamachnął się pięścią celując mi w szczękę, ale z łatwością zablokowałem jego rękę i odepchnąłem go tak, że poleciał na plecy. Towarzyszył temu śmiech Lilith, lekko zagłuszone przekleństwami tamtego. Ale ku jego nieszczęściu się nie poddał, tylko wstał i znowu do mnie podszedł.
- Nie będę drugi raz ostrzegał. Zabieraj stąd tę swoją panienkę i wynoś się.
- Wyjaśnijmy sobie dwie sprawy. Po pierwsze ledwo ją znam. Po drugie nawet raz nie ostrzegłeś, a wylądowałeś na ziemi - parsknąłem. Gościu podszedł jeszcze bliżej mnie. Wbiłem wzrok w jego nijakie szare tęczówki. Poczułem krótki błysk bólu który przeszył mi szczękę. Jasny dowód na to, że gdybym teraz się uśmiechnął z moich ust wystawałyby czubki kłów, a chwilę potem niemal poczułem jak moje własne źrenice najpierw się rozszerzają, a potem zwężają. Miałem tego mężczyznę w garści i lepiej, żeby moja sztuczka zadziałała.
- Posłuchaj mnie - zacząłem spokojnym, hipnotyzującym głosem - Zapomnisz wszystko co do tej pory widziałeś. Nas tu nie było, dopiero przed chwilą przyszliśmy. Odpowiedzialni za to ludzie zostali wyrzuceni...
- Sprawcy wyrzuceni... - powtórzył jak echo lekko nieprzytomnym głosem.
- Dokładnie. A ty czujesz nieodpartą potrzebę przyniesienia mi szklanki whisky.
Zamrugałem i odwróciłem wzrok zrywając połączenie. Facet jeszcze przez chwilę stał zdezorientowany.
- Kurde... Nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że przyda ci się whisky, co? - spytał niepewnie.
- Bardzo dobrze. Właśnie o tym samym pomyślałem - uśmiechnąłem się do niego starając się nie wyglądać sztucznie. Gościu odwzajemnił uśmiech (co ja uznałem za obleśne) i poszedł mi po alkohol.
- Co właściwie zrobiłeś? - spytała mnie dziewczyna.
- Zwykłą sztuczkę zarezerwowaną dla Księcia Ciemności - wzruszyłem ramionami.
<Lilith?>
- I co ja mam z tobą zrobić? - spytałem sadzając ją na swoim stołku przy barze, a sam oparłem się o ladę.
- Nie wiem... Ale to naprawdę nie ja... -zaczęła znowu. Żałosne...
- Siedź cicho - syknąłem - Próbuję myśleć.
- Nad czym? - spytała po chwili.
- Właśnie za ciebie wyleciałem z baru. Myślę jak mam to naprawić.
- Aham... Sorka.
Nagle poczułem, że ktoś zaciska mi rękę na ramieniu i siłą odwraca w swoją stronę. Przede mną stał ten sam gościu, który przytaszczył mi Lily.
- Mieliście się stąd zabierać! Jesteś głuchy?! - rzucił mi prosto w twarz przy okazji mnie opluwając. Wytarłem twarz wolą ręką krzywiąc się z niesmakiem.
- Nie jestem. Po prostu nie zwykłem słuchać gorszych od siebie śmiertelniku - wycedziłem. Tamten zamachnął się pięścią celując mi w szczękę, ale z łatwością zablokowałem jego rękę i odepchnąłem go tak, że poleciał na plecy. Towarzyszył temu śmiech Lilith, lekko zagłuszone przekleństwami tamtego. Ale ku jego nieszczęściu się nie poddał, tylko wstał i znowu do mnie podszedł.
- Nie będę drugi raz ostrzegał. Zabieraj stąd tę swoją panienkę i wynoś się.
- Wyjaśnijmy sobie dwie sprawy. Po pierwsze ledwo ją znam. Po drugie nawet raz nie ostrzegłeś, a wylądowałeś na ziemi - parsknąłem. Gościu podszedł jeszcze bliżej mnie. Wbiłem wzrok w jego nijakie szare tęczówki. Poczułem krótki błysk bólu który przeszył mi szczękę. Jasny dowód na to, że gdybym teraz się uśmiechnął z moich ust wystawałyby czubki kłów, a chwilę potem niemal poczułem jak moje własne źrenice najpierw się rozszerzają, a potem zwężają. Miałem tego mężczyznę w garści i lepiej, żeby moja sztuczka zadziałała.
- Posłuchaj mnie - zacząłem spokojnym, hipnotyzującym głosem - Zapomnisz wszystko co do tej pory widziałeś. Nas tu nie było, dopiero przed chwilą przyszliśmy. Odpowiedzialni za to ludzie zostali wyrzuceni...
- Sprawcy wyrzuceni... - powtórzył jak echo lekko nieprzytomnym głosem.
- Dokładnie. A ty czujesz nieodpartą potrzebę przyniesienia mi szklanki whisky.
Zamrugałem i odwróciłem wzrok zrywając połączenie. Facet jeszcze przez chwilę stał zdezorientowany.
- Kurde... Nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że przyda ci się whisky, co? - spytał niepewnie.
- Bardzo dobrze. Właśnie o tym samym pomyślałem - uśmiechnąłem się do niego starając się nie wyglądać sztucznie. Gościu odwzajemnił uśmiech (co ja uznałem za obleśne) i poszedł mi po alkohol.
- Co właściwie zrobiłeś? - spytała mnie dziewczyna.
- Zwykłą sztuczkę zarezerwowaną dla Księcia Ciemności - wzruszyłem ramionami.
<Lilith?>
Od Lilith CD. Raven'a - Święto
Ehhh no dobra. Czyli na razie muszę znaleźć sobie jakieś zajęcie...Po 2 minutach gwałcenia serwetki spróbowałam przesypać sól do pieprzniczki przez te dziurki ale tylko ją rozsypałam więc zakryłam to serwetkami i zrobiłam minę typu "to nie ja". Nagle do baru weszła jakaś pięknisia ze swoim chłopakiem i jeszcze dwoma przydupasami. Widać było że to jakaś ważna osoba (Pewnie z miasta) ponieważ sam właściciel baru wyszedł zza lady by ją powitać. Była ubrana w różową bluzeczkę sweterek tego samego koloru i (o zgrozo) żółte legginsy! A nie należała do tych najchudszych... W ręce trzymała pomarańczowe smoothie w plastikowym pojemniku. I tym właśnie pojemnikiem (z zawartością!) oberwałam.
-Ej ty tam! Wyrzuć to za mnie! Rozkazała po czym usiadła na biednym barowym krzesełku które żałośnie zaskrzypiało pod jej ciężarem.
Starłam z twarzy resztki napoju, podniosłam pojemink . Jeszcze trochę zostało. Ruszyłam w jej kierunku.
-Ty, gówniaro! Nie kazałam ci przez przypadek tego wyrzucić! Rodzice nie nauczyli cię się zachowywać! Czy ty wiesz kim ja jestem?! Warknęła jadowitym tonem. Miała wyjątkowo nie przyjemny i skrzeczący głos.
-Ale ja miałam zamiar to wyrzucić. Tylko że ja segreguje śmieci a sądząc po tych twoich sztucznych rzęsach i 2 kg tapety wywnioskowałam że tu wyrzucać tworzywa sztuczne. Odpowiedziałam uśmiechając się po czym wylałam jej na tą cud blond perukę to co zostało w pojemniku.
-Przegięłaś mała dziwko! Warkną jeden z jej przydupasów i rzucił się na mnie.
Odsunęłam się i zarył w ladę, ale po chwili przyłączył się do niego jego koleżka...i ochrona baru... I teraz zaczęłam się zastanawiać, czy zmienić się w cień, rozwlec ich flaki po całym barze i zostać wsadzona do domu dla świrów (Nie chce tam wracać!) Nie...za dużo światków... Muszę stąd zwać. Pierwszego odepchnęłam nogą, zrobiłam unik schylając się przed ciosem nadchodzącym z boku nagle jeden zaszedł mnie od tyłu i walną w głowę. Inny złapał mnie za ręce i wykręcił je do tyłu. No i to był mniej więcej koniec walki. Oberwałam jeszcze raz profilaktycznie w twarz. Ochroniarz zamienił z właścicielem parę słów po czym zawlekli mnie do...Tego chłopaka który tu ze mną przyszedł!? Po jego twarzy było widać że bawiła go ta sytuacja. Radośnie wciąż popijał wino, jednak gdy ochroniarze do niego podeszli już się tak nie cieszył.
-Ty! Bierz stąd swoją durną towarzyszkę i wynoście się z baru!
On spojrzał na nich zaczął gadać że mnie nie zna ale oni stwierdzili że mają to gdzieś i i tak mamy się z stąd wynosić po czym ten dureń wreszcie mnie puścił i rzucił na ziemie i sobie poszedł.
Podniosłam się i starłam krew z policzka, popatrzyłam na niego.
-To nie moja wina! Oni zaczęli! Krzyknęłam z żalem w głosie próbując się wytłumaczyć po czym spuściłam głowę.
-Ej ty tam! Wyrzuć to za mnie! Rozkazała po czym usiadła na biednym barowym krzesełku które żałośnie zaskrzypiało pod jej ciężarem.
Starłam z twarzy resztki napoju, podniosłam pojemink . Jeszcze trochę zostało. Ruszyłam w jej kierunku.
-Ty, gówniaro! Nie kazałam ci przez przypadek tego wyrzucić! Rodzice nie nauczyli cię się zachowywać! Czy ty wiesz kim ja jestem?! Warknęła jadowitym tonem. Miała wyjątkowo nie przyjemny i skrzeczący głos.
-Ale ja miałam zamiar to wyrzucić. Tylko że ja segreguje śmieci a sądząc po tych twoich sztucznych rzęsach i 2 kg tapety wywnioskowałam że tu wyrzucać tworzywa sztuczne. Odpowiedziałam uśmiechając się po czym wylałam jej na tą cud blond perukę to co zostało w pojemniku.
-Przegięłaś mała dziwko! Warkną jeden z jej przydupasów i rzucił się na mnie.
Odsunęłam się i zarył w ladę, ale po chwili przyłączył się do niego jego koleżka...i ochrona baru... I teraz zaczęłam się zastanawiać, czy zmienić się w cień, rozwlec ich flaki po całym barze i zostać wsadzona do domu dla świrów (Nie chce tam wracać!) Nie...za dużo światków... Muszę stąd zwać. Pierwszego odepchnęłam nogą, zrobiłam unik schylając się przed ciosem nadchodzącym z boku nagle jeden zaszedł mnie od tyłu i walną w głowę. Inny złapał mnie za ręce i wykręcił je do tyłu. No i to był mniej więcej koniec walki. Oberwałam jeszcze raz profilaktycznie w twarz. Ochroniarz zamienił z właścicielem parę słów po czym zawlekli mnie do...Tego chłopaka który tu ze mną przyszedł!? Po jego twarzy było widać że bawiła go ta sytuacja. Radośnie wciąż popijał wino, jednak gdy ochroniarze do niego podeszli już się tak nie cieszył.
-Ty! Bierz stąd swoją durną towarzyszkę i wynoście się z baru!
On spojrzał na nich zaczął gadać że mnie nie zna ale oni stwierdzili że mają to gdzieś i i tak mamy się z stąd wynosić po czym ten dureń wreszcie mnie puścił i rzucił na ziemie i sobie poszedł.
Podniosłam się i starłam krew z policzka, popatrzyłam na niego.
-To nie moja wina! Oni zaczęli! Krzyknęłam z żalem w głosie próbując się wytłumaczyć po czym spuściłam głowę.
<Raven? Nie mam pomysłu na nic bardziej sensownego>
Od Leny CD. Venoma
- N-nie ma potrzeby, j-już i t-tak skończyłam- poinformowałam basiora. Nie ma potrzeby nikogo wciągać w moje dziwactwa. Venom spojrzał na mnie, nie do końca przekonany. - N-naprawdę, i t-tak nie z-znajdę t-tu potrzebnych mi rzeczy.
- A w zasadzie co takiego ci potrzebne?
- ym... Z-zioła, nasiona, wyciągi z roślin, m-może jakieś narządy zwierząt, surowica... - wyliczałam przez chwilę zapominając, że ktokolwiek mnie słucha. Mogę przysiąc że moje policzki zrobiły się czerwone. - N-no i... w-wiesz... P-podobne rz-rzeczy
- A sprawdzałaś czy nie mają tego wszystkiego w mieście?- spytał uprzejmie
- N-nie, słyszałam ż-że jest gdzieś w o-okolicy, ale nie w-wiem gdzie.
- Tak się składa że ja wiem, jeśli chcesz mogę cię zaprowadzić- w zasadzie to nie jest taki zły pomysł. Pokiwałam głową, na co Venom znów się uśmiechnął
- Świetnie, no to chodźmy.- droga nie była aż tak długa, basior raz na jakiś czas próbował mnie zagadywać, jednak i tak pojawiały się kilkuminutowe momenty ciszy. Przed bramą miasta przybraliśmy ludzkie postaci. Zrobiłam się trochę nerwowa, jako że na ulicach był lekki tłum. Ludzie jednak wydawali się zbyt pochłonięci swoimi codziennymi sprawami by zauważyć naszą obecność. Rzuciłam mojemu towarzyszowi szybkie spojrzenie w niemej prośbie by szybko nas stąd ewakuował.
- A w zasadzie co takiego ci potrzebne?
- ym... Z-zioła, nasiona, wyciągi z roślin, m-może jakieś narządy zwierząt, surowica... - wyliczałam przez chwilę zapominając, że ktokolwiek mnie słucha. Mogę przysiąc że moje policzki zrobiły się czerwone. - N-no i... w-wiesz... P-podobne rz-rzeczy
- A sprawdzałaś czy nie mają tego wszystkiego w mieście?- spytał uprzejmie
- N-nie, słyszałam ż-że jest gdzieś w o-okolicy, ale nie w-wiem gdzie.
- Tak się składa że ja wiem, jeśli chcesz mogę cię zaprowadzić- w zasadzie to nie jest taki zły pomysł. Pokiwałam głową, na co Venom znów się uśmiechnął
- Świetnie, no to chodźmy.- droga nie była aż tak długa, basior raz na jakiś czas próbował mnie zagadywać, jednak i tak pojawiały się kilkuminutowe momenty ciszy. Przed bramą miasta przybraliśmy ludzkie postaci. Zrobiłam się trochę nerwowa, jako że na ulicach był lekki tłum. Ludzie jednak wydawali się zbyt pochłonięci swoimi codziennymi sprawami by zauważyć naszą obecność. Rzuciłam mojemu towarzyszowi szybkie spojrzenie w niemej prośbie by szybko nas stąd ewakuował.
<Venom?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)