wtorek, 5 kwietnia 2016

Od Engel'a CD. Ramphilli - Święto

Zaśmiałem się biegnąc obok Ramphilli.
- Co cię tak bawi? - spytała sama się śmiejąc.
- To, że idziemy się baaawiiiiić - odpowiedziałem wesoło i przyspieszyłem tak, że teraz to ja lekko ciągnąłem za sobą dziewczynę.
Po krótkiej chwili biegu z przeszkodami w postaci drzew, krzaków i wszelkich innych zagradzających drogę pułapek w końcu gwałtownie zatrzymałem się na skraju polany. Ramph, która nie zdążyła wyhamować, z impetem wpadła na mnie wywracając nas obu.
- No dzięki... - mruknąłem opierając się na przedramionach - Zrobiłaś wielkie wejście.
- To twoja wina! Kto ci pozwolił tak nagle sobie stanąć?! - spytała z udawanym żalem siadając na ziemi obok i strzepując z siebie stare liście i gałązki.
- Fakt. Zawiniłem - przyznałem dalej leżąc na brzuchu na ziemi. Sięgałem ręką, żeby sprawdzić czy wyposażenie mojej torby też przetrwało kolizję. Miałem ogromną nadzieję, że tak. Bo chyba nie przeżyję jeśli coś się stanie...
- No nie... - jęknąłem z powrotem kładąc głowę na ziemi i nakrywając ją rękami.
- Co...? Engel... Co się stało? - spytała przysiadając się bliżej. Jedną ręką odwróciłem torbę w jej stronę pokazując wnętrze. A tam na samym środku leżał sobie trochę połamany i w dwóch częściach mój polaroid. I gdzie ja mam niby znaleźć nowy?
- Przykro mi z powodu aparatu - poczułem na ramieniu jej rękę - Nie przejmuj się, załatwimy ci nowy.
- A zapomnij... - odpowiedziałem nadal nie podnosząc głowy - Straciłem przyjaciela.
Ehh... Engel, sentymentalny dzieciaku. Bierz się w garść i zabieraj się bawić. Potem u siebie będziesz opłakiwał stratę i liczył czy wystarczy ci pieniędzy na nowy. Zganiłem sam siebie. Często tak robię. Dużo łatwiej się jakoś w sobie zebrać i działać dalej. Podniosłem głowę patrząc na dziewczynę. Patrzyła na mnie z dziwnym wyrazem twarzy. Widziałem coś co mogłoby być zawstydzeniem i poczuciem winy albo czymś takim. Uśmiechnąłem się odrobinę i nieco na siłę.
- Wszystko gra - zapewniłem całkowicie przecząc swoim wcześniejszym słowom - A my skoro już dotarliśmy na tę zabawę powinniśmy się bawić, a nie siedzieć nam moim rozwalonym polaroidem.
Podniosłem się z ziemi i zamknąłem torbę, a potem pomogłem wstać dziewczynie.
- Masz patyczki we włosach - sięgnęła dłonią i pościągała ze mnie wszelkie niepożądane kawałki ściółki. Przeczesałem włosy dłonią przywracając im kształt który określam mianem "twórczego nieładu". Co nie jest łatwe biorąc pod uwagę fakt, że moje włosy naturalnie są dość ciężkie i lubią układać się po swojemu.
- Chodźmy pozwiedzać i zobaczyć co możemy tu porobić - uśmiechnąłem się nadal uparcie starając się brzmieć i wyglądać na zadowolonego - Oczywiście poza tym, że nie wykręcisz się od zatańczenia ze mną minimum jednego tańca.
- Na pewno?
- Na 100%, ale najpierw...
Chwyciłem ją za rękę i poprowadziłem w stronę stołu zastawionymi napojami. Zignorowałem szereg alkoholi wszelkiej maści i rodzaju. To dla typów co to nie potrafią się normalnie zabawić i tyle. Ja szukam czegoś lepszego.
- Lemoniada! - całkiem zadowolony ze swojego odkrycia wziąłem dwa plastikowe kubeczki i nalałem do nich napoju. - Kocham lemoniadę - podałem dziewczynie jej kubeczek i upiłem łyka ze swojego. Ramph zaśmiała się przyjmując ode mnie jej część tego rajskiego przysmaku.
- Ty się śmiejesz, a ja ci powiem, że... - pociągnąłem nosem rozglądając się - Czuję kiełbaski z grill'a i właśnie sobie uświadomiłem, że jeszcze nic dzisiaj nie jadłem.

<Ramphilla? XD>

sobota, 2 kwietnia 2016

Od Lilith CD. Raven'a - Święto

On go zahipnotyzował!? Woow to całkiem niezłe!
-Ty potrafisz zmusić ludzi by robili co chcesz? - Zapytałam podekscytowana
-Yhm. - Rzucił od niechcenia.
Po patrzyłam kątem oka na tą wredną pindę która wciąż tam siedziała i darła się na jakąś biedną kelnerkę że ma się pospieszyć z robieniem jej jedzenia bo ona nie będzie czekać wieków na głupie ciasto (Według mnie to jej już ciasta w zupełności wystarczy...)Miałam ochotę jeszcze coś jej zrobić, by nie była taka pewna siebie ale po mojemu to nie wyjdzie, znów tylko dostanę w twarz... A może by tak...
- Widzisz tą babę? - Zapytałam patrząc na chłopaka .- A mógłbyś ją tak zmusić do zrobienia czegoś...śmiesznego? Na przykład zatańczenia kankana na blacie lub wylania sobie na ten pusty łeb całej zawartości tego gara z sosem paprykowym? Uśmiechnęłam się prosząco. 
< Raven? > 

piątek, 1 kwietnia 2016

Od Nirvany CD. Zero - Święto

Uśmiechnęłam się do Zera i poszłam usiąść na przytulnych poduszeczkach.
Usiadłam a on obok mnie,przytuliłam go delikatnie.
- Jest cudownie Zero - pocałowałam go, a on delikatnie przedłużył nasz pocałunek z uśmiechem. Wstałam na chwilę by skosztować trochę wina.
- Zero, idę po wino,przynieść Ci? - zapytałam spokojnie
- Tak poproszę - uśmiechnął się.
Nalałam po połowie lampki i przyniosłam nam na poduszki.
Było bajecznie,zorganizowaliśmy wspaniałe święto...
Posiedzieliśmy jeszcze trochę i postanowiliśmy,że jeszcze zatańczymy.
- No to może teraz coś żywszego? - uśmiechnęłam się szczerze
-...

<Zero?>

Od Raven'a CD. Lilith - Święto

Zmierzyłem dziewczynę zamyślonym spojrzeniem. Stanąłem na przeciw niej lekko przekrzywiając głowę. Czułem krew. I nawet mnie kusiło, ale nie tym razem. Ująłem palcami podbródek dziewczyny i zmusiłem ją do podniesienia głowy. Unikała mojego wzroku co w sumie wyszło jej na dobre, bo wcale nie chciałem z nią rozmawiać.
- I co ja mam z tobą zrobić? - spytałem sadzając ją na swoim stołku przy barze, a sam oparłem się o ladę.
- Nie wiem... Ale to naprawdę nie ja... -zaczęła znowu. Żałosne...
- Siedź cicho - syknąłem - Próbuję myśleć.
- Nad czym? - spytała po chwili.
- Właśnie za ciebie wyleciałem z baru. Myślę jak mam to naprawić.
- Aham... Sorka.
Nagle poczułem, że ktoś zaciska mi rękę na ramieniu i siłą odwraca w swoją stronę. Przede mną stał ten sam gościu, który przytaszczył mi Lily.
- Mieliście się stąd zabierać! Jesteś głuchy?! - rzucił mi prosto w twarz przy okazji mnie opluwając. Wytarłem twarz wolą ręką krzywiąc się z niesmakiem.
- Nie jestem. Po prostu nie zwykłem słuchać gorszych od siebie śmiertelniku - wycedziłem. Tamten zamachnął się pięścią celując mi w szczękę, ale z łatwością zablokowałem jego rękę i odepchnąłem go tak, że poleciał na plecy. Towarzyszył temu śmiech Lilith, lekko zagłuszone przekleństwami tamtego. Ale ku jego nieszczęściu się nie poddał, tylko wstał i znowu do mnie podszedł.
- Nie będę drugi raz ostrzegał. Zabieraj stąd tę swoją panienkę i wynoś się.
- Wyjaśnijmy sobie dwie sprawy. Po pierwsze ledwo ją znam. Po drugie nawet raz nie ostrzegłeś, a wylądowałeś na ziemi - parsknąłem. Gościu podszedł jeszcze bliżej mnie. Wbiłem wzrok w jego nijakie szare tęczówki. Poczułem krótki błysk bólu który przeszył mi szczękę. Jasny dowód na to, że gdybym teraz się uśmiechnął z moich ust wystawałyby czubki kłów, a chwilę potem niemal poczułem jak moje własne źrenice najpierw się rozszerzają, a potem zwężają. Miałem tego mężczyznę w garści i lepiej, żeby moja sztuczka zadziałała.
- Posłuchaj mnie - zacząłem spokojnym, hipnotyzującym głosem - Zapomnisz wszystko co do tej pory widziałeś. Nas tu nie było, dopiero przed chwilą przyszliśmy. Odpowiedzialni za to ludzie zostali wyrzuceni...
- Sprawcy wyrzuceni... - powtórzył jak echo lekko nieprzytomnym głosem.
- Dokładnie. A ty czujesz nieodpartą potrzebę przyniesienia mi szklanki whisky.
Zamrugałem i odwróciłem wzrok zrywając połączenie. Facet jeszcze przez chwilę stał zdezorientowany.
- Kurde... Nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że przyda ci się whisky, co? - spytał niepewnie.
- Bardzo dobrze. Właśnie o tym samym pomyślałem - uśmiechnąłem się do niego starając się nie wyglądać sztucznie. Gościu odwzajemnił uśmiech (co ja uznałem za obleśne) i poszedł mi po alkohol.
- Co właściwie zrobiłeś? - spytała mnie dziewczyna.
- Zwykłą sztuczkę zarezerwowaną dla Księcia Ciemności - wzruszyłem ramionami.

<Lilith?>

Od Lilith CD. Raven'a - Święto

Ehhh no dobra. Czyli na razie muszę znaleźć sobie jakieś zajęcie...Po 2 minutach gwałcenia serwetki spróbowałam przesypać sól do pieprzniczki przez te dziurki ale tylko ją rozsypałam więc zakryłam to serwetkami i zrobiłam minę typu "to nie ja". Nagle do baru weszła jakaś pięknisia ze swoim chłopakiem i jeszcze dwoma przydupasami. Widać było że to jakaś ważna osoba (Pewnie z miasta) ponieważ sam właściciel baru wyszedł zza lady by ją powitać. Była ubrana w różową bluzeczkę sweterek tego samego koloru i (o zgrozo) żółte legginsy! A nie należała do tych najchudszych... W ręce trzymała pomarańczowe smoothie w plastikowym pojemniku. I tym właśnie pojemnikiem (z zawartością!) oberwałam.
-Ej ty tam! Wyrzuć to za mnie! Rozkazała po czym usiadła na biednym barowym krzesełku które żałośnie zaskrzypiało pod jej ciężarem.
Starłam z twarzy resztki napoju, podniosłam pojemink . Jeszcze trochę zostało. Ruszyłam w jej kierunku.
-Ty, gówniaro! Nie kazałam ci przez przypadek tego wyrzucić! Rodzice nie nauczyli cię się zachowywać! Czy ty wiesz kim ja jestem?! Warknęła jadowitym tonem. Miała wyjątkowo nie przyjemny i skrzeczący głos.
-Ale ja miałam zamiar to wyrzucić. Tylko że ja segreguje śmieci a sądząc po tych twoich sztucznych rzęsach i 2 kg tapety wywnioskowałam że tu wyrzucać tworzywa sztuczne. Odpowiedziałam uśmiechając się po czym wylałam jej na tą cud blond perukę to co zostało w pojemniku.
-Przegięłaś mała dziwko! Warkną jeden z jej przydupasów i rzucił się na mnie.
Odsunęłam się i zarył w ladę, ale po chwili przyłączył się do niego jego koleżka...i ochrona baru... I teraz zaczęłam się zastanawiać, czy zmienić się w cień, rozwlec ich flaki po całym barze i zostać wsadzona do domu dla świrów (Nie chce tam wracać!) Nie...za dużo światków... Muszę stąd zwać. Pierwszego odepchnęłam nogą, zrobiłam unik schylając się przed ciosem nadchodzącym z boku nagle jeden zaszedł mnie od tyłu i walną w głowę. Inny złapał mnie za ręce i wykręcił je do tyłu. No i to był mniej więcej koniec walki. Oberwałam jeszcze raz profilaktycznie w twarz. Ochroniarz zamienił z właścicielem parę słów po czym zawlekli mnie do...Tego chłopaka który tu ze mną przyszedł!? Po jego twarzy było widać że bawiła go ta sytuacja. Radośnie wciąż popijał wino, jednak gdy ochroniarze do niego podeszli już się tak nie cieszył.
-Ty! Bierz stąd swoją durną towarzyszkę i wynoście się z baru!
On spojrzał na nich zaczął gadać że mnie nie zna ale oni stwierdzili że mają to gdzieś i i tak mamy się z stąd wynosić po czym ten dureń wreszcie mnie puścił i rzucił na ziemie i sobie poszedł.
Podniosłam się i starłam krew z policzka, popatrzyłam na niego.
-To nie moja wina! Oni zaczęli! Krzyknęłam z żalem w głosie próbując się wytłumaczyć po czym spuściłam głowę.
<Raven? Nie mam pomysłu na nic bardziej sensownego>

Od Leny CD. Venoma

- N-nie ma potrzeby, j-już i t-tak skończyłam- poinformowałam basiora. Nie ma potrzeby nikogo wciągać w moje dziwactwa. Venom spojrzał na mnie, nie do końca przekonany. - N-naprawdę, i t-tak nie z-znajdę t-tu potrzebnych mi rzeczy.
- A w zasadzie co takiego ci potrzebne?
- ym... Z-zioła, nasiona, wyciągi z roślin, m-może jakieś narządy zwierząt, surowica... - wyliczałam przez chwilę zapominając, że ktokolwiek mnie słucha. Mogę przysiąc że moje policzki zrobiły się czerwone. - N-no i... w-wiesz... P-podobne rz-rzeczy
- A sprawdzałaś czy nie mają tego wszystkiego w mieście?- spytał uprzejmie
- N-nie, słyszałam ż-że jest gdzieś w o-okolicy, ale nie w-wiem gdzie.
- Tak się składa że ja wiem, jeśli chcesz mogę cię zaprowadzić- w zasadzie to nie jest taki zły pomysł. Pokiwałam głową, na co Venom znów się uśmiechnął
- Świetnie, no to chodźmy.- droga nie była aż tak długa, basior raz na jakiś czas próbował mnie zagadywać, jednak i tak pojawiały się kilkuminutowe momenty ciszy. Przed bramą miasta przybraliśmy ludzkie postaci. Zrobiłam się trochę nerwowa, jako że na ulicach był lekki tłum. Ludzie jednak wydawali się zbyt pochłonięci swoimi codziennymi sprawami by zauważyć naszą obecność. Rzuciłam mojemu towarzyszowi szybkie spojrzenie w niemej prośbie by szybko nas stąd ewakuował.

<Venom?>

czwartek, 31 marca 2016

Od Ramphilli CD. Engel'a - Święto

Obrzuciłam chłopaka bystrym spojrzeniem, po czym uśmiechnęłam się przebiegle, odchrząkując teatralnie, w między czasie z przesadnym oddaniem poprawiając sobie włosy.
-Czyżbyś właśnie prosił mnie o przysługę?- spytałam, próbując naśladować drwiący ton, jakim, w moim mniemaniu, zwykły posługiwać się czarne charaktery. Właściwie, była to rola, którą odgrywałam chyba najczęściej w swoim życiu. Aczkolwiek, ten specyficzny (i, nie oszukujmy się, najłagodniejszy) rodzaj „złych postaci”, który nie obejmował ani ponurych spojrzeń mordercy, ani śmiechu psychopaty, a zaledwie złośliwy uśmiech i kilka drwin.
-Przysług? Zdaje mi się, że to właśnie ja oferuję wam pomoc.- Engel uniósł jedną brew, przyglądając mi się z lekkim rozbawieniem. Zupełnie, jakby właśnie zastanawiał się, z której to choinki się urwałam.
-Jak zwał, tak zwał.- machnęłam niedbale ręką, po czym, znów poprawiwszy teatralnie włosy, dodałam, ponownie wczuwając się w rolę.- Widzę jednak, iż musisz znajdować się w naprawdę ciężkim położeniu, skoro jesteś gotów zapomnieć o swej dumie i godności artysty, błagając na kolanach…
-Błagając na czym?!- Engel zaśmiał się, kręcąc z niedowierzaniem głową. Za chwilę jednak dostrzegłam w jego brązowych oczach dziwny błysk, kiedy uśmiech na jego twarzy zmienił się w przebiegły grymas.- Rad jestem, że masz na względzie mą godność, jednak pragnę zauważyć, iż owa umowa byłaby niczym innym, jak współpracą, a więc dostarczyłaby obustronnych korzyści.- wyjaśnił, przedrzeźniając mnie i sposób, w jaki mówiłam.- W takim wypadku ciężko jest mówić o przysłudze, czyż nie mam racji? A może przyznanie się do błędu byłoby dla Ciebie zbyt ciężkie, o złośliwe książątko?- Engel kontynuował swoją przemową, ja zaś powstrzymywałam się od wybuchnięcia śmiechem. Z resztą, sądząc po minie chłopaka, on też nieźle się przy tym bawił.
-Zbyt ciężkie? Dla mnie?- przyłożyłam dłoń do klatki piersiowej, a konkretnie, do miejsca, w którym każdy może najwyraźniej poczuć bicie swojego serca, by móc lepiej przedstawić zaskoczenie.- Nic z tych rzeczy!
-A więc mam rozumieć, że jednak przyznajesz się do błędu, tak?
-A w życiu! Nie ma żadnego błędu!
-No tak, jak mógłbym zapomnieć.- chłopak zauważył z udawanym przejęciem.- Przecież książę nigdy nie robi błędów…- to ostatnie stwierdzenie było tak przepełnione sarkazmem, że gdybyśmy go rozpuścili i wlali do naczynia, ten, pod wpływem zbyt dużej ilości, zacząłby się z niego wylewać. Niemniej, trzeba było to wszystko jakoś podchwycić! Jak przedstawienie, to na całego i nie wolno go skończyć, nim kurtyna nie opadnie, zasłaniając scenę.
-Oczywiście, że nie!- potwierdziłam z zadowoleniem jednym skinieniem głowy.
-I zgaduję, że dalej utrzymujesz, iż to wszystko jest przysługą?- Engel uniósł jedną brew, przyglądając mi się z powątpiewaniem. Szczerze, miałam naprawdę wielką nadzieję, że w tym momencie wiedział o mojej grze. W rzeczywistości przecież wcale tak nie myślałam. Przydałaby nam się pomoc, zwłaszcza kogoś tak zdolnego, bowiem do tej pory sami nie tylko pisaliśmy scenariusze i odgrywaliśmy role, ale także zajmowaliśmy się kostiumami, odpowiednim oświetleniem i dekoracją sceny. Byliśmy dość biednym teatrem, jeśli mam przedstawić naszą trupę z tej strony, ale przynajmniej zdolnym, a dla mnie od zawsze to liczyło się najbardziej. Poza tym, dzięki temu, że nie mamy wypchanych portfeli, nie ulegliśmy zarazie obecnego wieku, gorszej od samej apokalipsy- komercji.
-Dokładnie, nie potrzebujemy pomocy…- odpowiedziałam prędko, choć głos na chwilę zawisł mi między sylabami. Engel zrobił krok w moją stronę, co zmusiło mnie do minimalnego cofnięcia się, a przez to (na moje nieszczęście), zahaczenia nogą o korzeń, bądź cokolwiek, co rosło za mną. Zachwiałam się odrobinę, a chwilę później poczułam cudzą dłoń na swym przedramieniu.
-I ko tu nie potrzebuje pomocy?- chłopak posłał mi rozbawione spojrzenie. Ucieszyłam się w duchu, bowiem była to dla mnie oznaka, że nie brał moich wcześniejszych słów na poważnie.
Uśmiechnęłam się złośliwie, bez problemu podciągając się o własnych siłach, po czym odpowiedziałam na jego pierwsze pytanie, jakie zadał mi na początku. Tym razem, szczerze i bez żadnego grania.
-Jeśli tylko z nami wytrzymasz, chętnie skorzystamy z oferty. Dzięki.- to dodałam już zupełnie swobodnie.- Poważnie przyda nam się scenograf.
Engel, najwyraźniej nie mogą się powstrzymać od uwagi, zauważył z odrobiną drwiny w głosie.
-I co, takie trudne to było?
Już miałam odpowiedzieć naszykowaną na szybko złośliwą uwagą, gdy do moich uszu dotarły radosne dźwięki, które od razu przypomniały mi o zabawie z okazji Święta Wiosny.
-Słyszysz?- zagaiłam, odwracając głowę w kierunku hałasów. Engel zrobił to samo, najwyraźniej również wyłapując dźwięki.- Choć!- krzyknęłam w stronę chłopaka, po czym bezceremonialnie złapałam go za rękę i niemalże pociągnęłam za sobą w kierunku polany. Biegliśmy tak dosłownie przez chwilę, gdyż nie minęło kilka sekund, a zrównaliśmy kroku.

<Engel? Sorki, że tak długo zwlekałam. Wenus brakus mnie dopadł *^*>

Od Raven'a CD. Lilith - Święto

- A co jest złego w przesiedzeniu całej nocy barze? - spytałem retorycznie racząc się dobrym, czerwonym winem.
- Może to, że jest nudne? - podsunęła nawet na sekundę nie siedząc w jednej pozycji.
- Śmiertelnicy... - wymamrotałem. Z nimi zawsze są tylko problemy.
- Co tam mruczysz?
- 'Fantastyczna dzisiaj pogoda' - skłamałem upijając następy łyk wina.
- Też tak sądzę. Odpowiesz na moje pytanie?
Zmarszczyłem brwi. O co ona mogła zapytać? A, no tak...
- Potem możemy potańczyć. Ewentualnie zostawię cię gdzieś i będę patrzył jak robisz z siebie pośmiewisko.
- Aleś ty miły...
- Tylko dla tych wyjątkowych cukiereczku - odpowiedziałem fałszywie słodkim głosem dopijając wino.

<Lilith?>

Od Raven'a CD. Alissy

Skrzywiłem się słysząc swoje imię.
- Raven - poprawiłem ją.
- Nie prawda. Wyraźnie słyszałam, że jesteś Azeroth. Więc co masz mi do powiedzenia na ten temat?
- Uwierzysz jeśli powiem, że zwyczajnie uderzył się w głowę o raz za mocno i coś mu się pomieszało? - spytałem z niemal nadzieją.
- Ymmm... Nie. Musisz się bardziej wysilić.
- Wiedziałem - mruknąłem pod nosem - Nie zamierzam nic ci mówić. Możesz już sobie iść.
- Nie bez wyjaśnień.
Przewróciłem oczami czując coraz większą irytację. Cóż za głupiutka i nieostrożna waderka, która na siłę pcha się tam gdzie jej nie chcą... Wszyscy śmiertelnicy są tacy sami. Prychnąłem i potrząsnąłem głową sfrustrowany.
- Zostaw mnie.
- Odpowiedź mi Azeroth - zażądała.
Z nadludzką prędkością zerwałem się na nogi i zacząłem chodzić po dachu wte i z powrotem. W końcu przystanąłem mierząc dziewczynę groźnym spojrzeniem.
- Nigdy więcej tak do mnie nie mów - wycedziłem przez zęby mimo wszystko siląc się na spokojny ton. Chociaż sam ie wiedziałem czemu.
- Wytłumacz mi dlaczego - poprosiła.
Podszedłem do krawędzi dachu i spojrzałem w dół. Tylko trzy piętra. Nie najgorzej.
- Nie mam takiego zamiaru. - odparłem stając na murku tuż przy samym brzegu dachu.
- Ty chyba nie skoczysz, prawda? - spytała niepewnie. Rzuciłem na nią okiem przez ramię.
- To patrz. - Skoczyłem tak jakbym wskakiwał do wody głową w dół.
- Nie! - usłyszałem jeszcze.
Zanim moja twarz zderzyła się z ziemią zmieniłem postać na mgłę i bezpiecznie zmaterializowałem się stojąc pewnie na nogach. Poprawiłem ubranie i czując na sobie wzrok dziewczyny bezszelestnie ruszyłem w dół ulicy. Zostało mi jeszcze jakieś 2 może 3 godziny do wschodu słońca.

<Alis?>

środa, 30 marca 2016

Od Alissy CD. Raven'a

Niemal sparaliżowana patrzyłam  jak chłopak uderza swojego, jak wywnioskowałam, brata.  Widziałam spojrzenia ludzi, gdy wściekły Raven- a raczej Azeroth- wychodził. Przestraszone spojrzenia. W sumie trudno się dziwić- cios wyglądał boleśnie. Zastanawiałam się czy iść za nim, czy dać mu najpierw trochę ochłonąć. Miałam milion pytań, ale uznałam, że lepiej będzie chwilę zaczekać. W końcu postanowiłam podejść do blondyna, który już prawie doszedł do siebie.
-Umm… Jesteś bratem Ravena, prawda?
-Masz na myśli Azerotha? Tak, prawda-odpowiedział z uśmieszkiem.
-Jestem Revenlock. A ty to…?
-Alis- przedstawiłam się.- Więc… czym go tak wkurzyłeś?- Revenlock się zamyślił.
-To długa historia, stare dzieje… A zresztą niech braciszek sam ci opowie!
-Tylko że właśnie polazł sobie w diabły- zauważyłam, patrząc w kierunku drzwi.
- No prooszę!- Spojrzał na mnie wzrokiem mówiącym „I co ja mam z tobą zrobić?”.
-Naprawdę uważam, że sam powinien ci przekazać tyle ile będzie chciał. Poza tym, na co ci ta informacja?
-Zwykła, ludzka ciekawość.- Revenlock się roześmiał.
-Mało przekonujący argument.- Dobra, spróbujmy inaczej.
-To chociaż pomóż mi go znaleźć- poprosiłam, patrząc błagalnie.
-Ale zdajesz sobie sprawę jak on zareaguje jeśli mnie zobaczy?- Zaklęłam pod nosem. O tym nie pomyślałam.
-To może przynajmniej masz jakiś pomysł gdzie on mógłby pójść?- Ostatnia deska ratunku…
-No raczej nie bardzo… Bóg wie gdzie go poniosło- stwierdził. Noż kurde!
-W takim razie poradzę sobie sama. Żegnaj, Revenlock.- Obróciłam się i ruszyłam do drzwi.
-Miło było cię poznać!- usłyszałam zanim je zamknęłam. Hm… Gdzie on mógł pójść… Rozglądałam się uważnie, sprawdzałam każdą uliczkę. Przeszłam w ten sposób chyba połowę miasta, ale po Ravenie nie było śladu. Zaczęłam się wkurzać.
-No gdzie cię wcięło?!- krzyknęłam sfrustrowana, wyżywając się na jakimś niewinnym kamieniu. Westchnęłam zrezygnowana i postanowiłam wrócić do gospody. Gdy już wydawało mi się, że jestem niedaleko, wylądowałam w jakimś zaułku, którego na pewno wcześniej nie mijałam. Zmarszczyłam brwi.
-Znowu się zgubiłam…? –pomyślałam na głos. Nagle moją uwagę przyciągnął jakiś błysk bieli na dachu. Hmm… ? A to ciekawe…  Zaczęłam kombinować jak się wspiąć na ten dach. Sama nie wiem, jak tego dokonałam, ale z pomocą rynny i okien jakoś się udało. Na szczęście wysiłek się opłacił- Raven jak gdyby nigdy nic siedział sobie na dachu.
-Ty!- krzyknęłam. Patrzył na mnie nieco zaskoczony.
-Co ty… sobie... wyo… brażasz… ?!- wysapałam, z trudnością łapiąc oddech.
-No proszę, znalazłaś mnie- rzucił. Usiadłam koło niego, dysząc ciężko.
-Oczywiście! Mnie się tak łatwo nie pozbędziesz. Nie bez wyjaśnień- powiedziałam gdy już mogłam normalnie oddychać.
-Jesteś prawie tak samo uparta jak mój brat.
-Tak, tak, to już wiemy… A teraz opowiadaj, panie Azeroth. Bo jak nie, to przysięgam, że zrzucę cię z tego dachu- "zagroziłam", dobrze wiedząc, że i tak nigdy bym tego nie zrobiła.

<Raven?>