Weszłam za chłopakiem do stajni. Było w niej sporo całkiem
ładnych, zadbanych koni. Te odważniejsze podchodziły do nas, niektóre nawet
dawały się pogłaskać. Raven dokładnie wszystkie oglądał. W końcu wybrał
sporego, karego ogiera. Prychnął, gdy spojrzał na tabliczkę zawieszoną na
bramce boksu. Podeszłam bliżej, by przeczytać napis. Koń nosił imię Hades.
Zwierzę patrzyło spode łba i parskało niespokojnie podczas wyprowadzania.
-A tobie wpadł któryś w oko?- Hmm… Nie znam się na tym.
Nigdy nie jeździłam konno, ale nikt nie musi o tym wiedzieć, prawda? To
przecież nie może być takie trudne!
-Umm… Ten- wskazałam ślicznego, białego kucyka z czarną
plamką na czole. Nazywał się Tancerz i wyglądał na bardziej pokojowo
nastawionego niż Hades.
-W ogóle, nie będziemy mieć przypadkiem kłopotów jak
właściciele zauważą ich zniknięcie?
-Nie bój się, nie zauważą.- Zaprowadziliśmy konie do siodlarni. Oczywiście
moje próby samodzielnego osiodłania Tancerza poszły marnie, i potrzebowałam
pomocy. No cóż, mój kucyk przynajmniej nie protestował, natomiast kary ogier
ewidentnie nie miał ochoty na przejażdżkę. Ravenowi jednak udało się jakoś go
uspokoić. Nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że koń i jeździec mają podobne
charakterki. Jakimś cudem udało mi się nie roześmiać na tę myśl. Potem
przyszedł czas, by wsiąść na konie. Nie wiem, co zrobiłam źle, ale Tancerz
postanowił ruszyć beze mnie i poleciałam na ziemię. Ałć. No dobra, może to
jednak nie jest takie łatwe…
<Ravi?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz