A więc przeprasza, tak? Całkiem miło, ale raczej nadal jestem zły, a jedno "Przepraszam" wiele nie zmienia. Są rzeczy które mimo wielu lat nadal bolą mnie tak samo. To koszmary, które odbierają mi spokojny sen, nękają przez stulecia i nie znikają. Nigdy. Po otwarciu oczu one nadal istnieją boleśnie uświadamiając mi, że ten koszmar już nigdy się nie skończy. Właśnie tak wygląda rzeczywistość. Mroczna czeluść w którą wpadłem lata temu, a z której nie ma powrotu. Wieki krwi, śmierci i ciągłego ryzyka. Można by pokochać to co mi dano. Tylko czy anioł jest w stanie pogodzić się z tym, że został demonem? Czy na świecie istnieje siła, która zmusiłaby anioła (nawet Upadłego) do tego by czerpał przyjemność z własnego wygnania z Edenu? Właśnie to jest ta brutalna rzeczywistość mojego świata. Z dala od szczęścia, bezpieczeństwa, miłości... Z dala od wszystkiego. Mógłbym oczywiście wyjść na słońce, którego de facto nie oglądałem od ponad 1000 lat, mógłbym spojrzeć w jego jasną tarczę, mógłbym poczuć dotyk promieni na twarzy. Mógłbym... Gdybym chciał oślepnąć i umrzeć. Dopóki tego nie planuję, nie ma co liczyć na porzucenie drapieżnych szponów życia w ciemności. Póki co nadal będę rozdrapywać swoją przeszłość. To kim byłem, a kim jestem... Dwa światy. Mam zaledwie imitację życia, które mógłbym wieść. Nigdy nie zamierzam się z tym godzić. Będę uparcie trwać w bezsilnej wściekłości, przeklinając każdą chwilę która doprowadziła mnie do chwili obecnej. Będę pamiętać wszystkie wyssane z krwi truchła które po sobie zostawiłem. Nie, nie wiem na kim się mszczę. Osoby za to odpowiedzialne już nie żyją. Własnoręcznie wycisnąłem życie z istot dzięki którym mam to, co mam. Więc dlaczego nadal świat musi cierpieć? Może dlatego, że i ja cierpię. W każdej cholernej sekundzie, swojego cholernego życia. Czy tylko ja mam mieć tak nieprzeciętnego pecha? Mogę przecież zrujnować po drodze inne życia.
- Więc...? Przyjmiesz moje przeprosiny? - z moich rozmyślań wyrwał mnie głos dziewczyny. Zabawne jak szybko tracę kontakt z realnym światem uciekając w ten jakże fascynująco ciemny labirynt jakim stał się mój umysł. Zmierzyłem Alis chłodnym wzrokiem analizując wszystko po raz kolejny. Wyglądała jakby moje milczenie ją męczyło. Gdybym zechciał zobaczyć aurę którą emanuje, zapewne jej niepewność by mnie poraziła. Naprawdę jej źle z tą sytuacją... Zamknąłem oczy opierając głowę o ścianę za sobą. Odetchnąłem głęboko.
- Być może - odparłem obojętnie. Doskonale umiem udawać obojętność. To zawsze dobre wyjście. Nikt cię nie przejrzy, jeśli nie dasz mu żadnego znaku. Lepiej budzić respekt niż litość. Zdecydowanie wolę zostać nieprzewidywalnym mordercą za jakiego uważa mnie znakomita większość ludzi z którymi miałem do czynienia. Bywa to dość wygodne.
- To tak...? Czy nie...? -spytała. Otworzyłem oczy posyłając Alis zirytowane spojrzenie.
- Niech stracę... Oczywiście Alisso - odpowiedziałem wyraźnie akcentując jej imię. Naturalnie znam jej pełne imię. Takie informacje są czasem przydatne. Teraz z lekkim rozbawieniem obserwowałem jak oddycha z ulgą. Odepchnąłem się od ściany i ruszyłem w dół ulicą. Którędy do stajni? Zapewne gdzieś na obrzeżach miasta. Przynajmniej z logicznego punktu widzenia.
- Hej...?! A gdzie ty...? - nie dokończyła pytania - Wybacz... Miało już nie być pytań - stwierdziła zrównując się ze mną. A więc to tak? Będzie nadal za mną chodzić, co? No to zobaczymy kiedy jej się znudzi. Ja tam mogę być bardzo cierpliwy.
Nadal utrzymując perfekcyjnie odarty z emocji wyraz twarzy zerknąłem kątem oka zerknąłem an dziewczynę. Wyraźnie było widać, że dziewczyna wręcz marzy o przerwaniu panującej wszędzie cichy. Wyglądała jakby toczyła wewnętrzną walkę z samą sobą. Mógłbym się założyć, że chciała zadać mi jedno z wielu krążących jej po głowie pytań. Niestety nie miałem nastroju na dyskusje, a tym bardziej nie na rozmowy o niczym. Odpowiadało mi milczenie.
W pewnym momencie poczułem zapach siana i koni. Bingo! Stanąłem w miejscu starając się zlokalizować kierunek z którego niesie się woń. Jedna z tych przyjemniejszych dla mnie, jeśli miałbym to skomentować.W końcu ustaliłem źródło zapachu i podjąłem marsz w tamtą stronę.
- Dobra... Gdzie my tak właściwie idziemy? - spytała w końcu.
- Do stajni - oznajmiłem krótko. W odpowiedzi otrzymałem zdziwione spojrzenie dziewczyny. Widać nie tego się po mnie spodziewała. Nieobliczalny, niezwykle pociągający demon... No dobrze, może przesadziłem. Choć z drugiej strony, pewnie znajdzie się z dwie czy trzy osóbki gotowe poprzeć moje słowa.
- Ymmm... Do stajni. Ale... Po co? - nadal nie rozumiała. Czy to aż tak dziwne? Ponoć wszyscy mamy jakieś hobby.
- A niby po co się chodzi do stajni? - przewróciłem oczami przekraczając bramy celu swojej wędrówki. Jeszcze tylko wyłamać parę zamków i będę mógł sobie pojeździć.
Przeszedłem się po placu zaznajamiając się z rozmieszczeniem budynków. Siodlarnia mi potrzebna, ale za nim to wypadałoby jeszcze konia wybrać. Obstawiam największy budynek. Podszedłem więc do sporych drzwi spróbowałem je otworzyć. Oczywiście, że były zamknięte. Przyłożyłem do zamka otwartą dłoń szykując się do skorzystania ze swojej starej sztuczki. Ileż to razy mi się przydawała?
- Apertus - warknąłem. Drzwi odskoczyły od mojej ręki i otworzyły się, a ja bardzo zadowolony z siebie ruszyłem na poszukiwanie wierzchowca.
<Alis?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz